92 obserwujących
571 notek
859k odsłon
  244   2

Trochę miłych wspomnień bo przyszłość widzę czarno. Młodzieńcze lata - lekcja biologii

- Słuchajcie moi drodzy, na następnej lekcji  będzie część praktyczna. Zrobimy sekcję ryby, więc proszę aby na jedną ławkę była jedna ryba. Proszę tylko nie przynosić  marynowanego śledzia, czy filetów z dorsza, ma być cała ryba.

Nasza biologica już zdążyła nas poznać - stąd ta uwaga o filetach.
Była jedną z kilku nauczycielek którą lubiliśmy pomimo tego, że wymagała i była surowa. A może właśnie dlatego. Trudno było określić jej wiek - niewielka, lekko zasuszona, ale energiczna i poukładana.  Poza tym prowadziła ciekawie zajęcia. Stąd pewnie moje zainteresowanie biologią do dziś, a które też znalazło wyraz w obraniu specjalizacji na studiach.

Sala biologiczna w XXXVII LO  im. Jarosława Dąbrowskiego była na ostatnim piętrze budynku.  W ogóle szkoła była super, miała trzy piętra, suterenę z szatniami, kotłownię, trzy klatki schodowe, dwie sale gimnastyczne, dwa boiska, stołówkę i chyba najdłuższe korytarze szkolne – ok. 60 metrów. A położenie to bajka - znajdowała się na tyłach Nowego Światu przy ulicy Świętokrzyskiej 1. Wszystko co trzeba było w pobliżu, czyli: kino Skarpa, kawiarnie, lodziarnie, sklepiki, Stare Miasto. Oczywiście pieniędzy na te kawiarnie nie było, ale na lody czy gofra z bitą śmietanę starczyło.

Wróćmy do sali biologicznej. Po wejściu do klasy na każdej ławce znajdowały się już: metalowa tacka (z parafinowym dnem), igły preparacyjne i skalpele. Na kilku były również mikroskopy z zestawem szkiełek.
Rozpoczęła się lekcja i pojawiły się ryby. Z reguły były to jakieś niewielkie płocie czy inne leszcze.  Mareczek M,  który miał zawsze ciekawe pomysły przyniósł karpia. Bardzo dużego karpia. Pani psorka ze stoickim spokojem zanotowała obecność karpia, poleciła mu wykonać sekcję na bibule tak aby nie pociąć ławki, bo karp nie mieścił się na tacce. Dodatkowo Mareczek miał zostać po zajęciach i posprzątać swoją ławkę i wszystkie pozostałe.

Sekcja polegała na otworzeniu ryby, wypreparowaniu narządów wewnętrznych, trzeba było oberżnąć  łeb, policzyć łuki skrzelowe, wydłubać oko, itd. Na początku panienki trochę się wzdrygały, ale potem z ciekawością grzebały się we flakach. Na koniec w „nagrodę” można było strzelić z pęcherza pławnego.

Nie opisywałbym tego wszystkiego gdyby nie genialny pomysł Mareczka. Mareczek był osobą ciekawą świata i kreatywną. Akurat na jego ławce był mikroskop a oglądanie jakiś łuków skrzelowych zdechłej ryby go nie interesowało,  postanowił więc zadziałać. Schował kilka szkiełek od mikroskopu do kieszeni i po uzyskaniu pozwolenia od biologicy udał się do kibelka. Nie na siku, tylko aby przygotować odpowiedni biologicznie czynny preparat. Zajęło mu to trochę czasu, ale skończyło się sukcesem, bo uśmiechnięty i wyluzowany wrócił do klasy.

Szkiełka z „preparatem” trafiły pod mikroskopy i się wówczas zaczęło. Lekcja poszła jakby innym trybem. Z początku zapanowała podejrzana cisza, potem zaczęło się przepychanie do mikroskopów a następnie jakieś nerwowe chichranie dziewczyn. Pani profesor była zadowolona ze wzmożonego zainteresowania uczniów zajęciami, jednak to chichranie wzbudziło jej podejrzenie, że IIIc znów coś wymyśliła.  Spojrzała na jeden z preparatów i ją lekko zamurowało. To nie było nic z ryby, to było z Mareczka i się ruszało.

Mareczek chyba dostał uwagę, że zakłócał przebieg zajęć z sekcji ryby. Jak pamiętam nie było wpisane na czym to zakłócanie polegało.  Według mnie powinien dostać wpis, że wykazał się inicjatywą, kreatywnością i osobistym zaangażowaniem w zgłębianiu tajników biologii.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale