Proszę się nie denerwować, nie będzie o wysiedlaniu Ukraińców, choć niektórych należałoby usunąć w trybie ekspresowym. Będzie o czym innym.
Za sprawą zacnego człowieka, który dysponuje wieloma talentami jak: myślistwo, traperstwo, gotowanie na gazie, zmysł organizacyjny, itd. uczestniczyłem w spływie Wisłą od Sandomierza do Kazimierza Dolnego. Oprócz tego wspaniałego człowieka było jeszcze 6 osób w tym jedna kobieta.
Plan wyprawy był prosty: spływ Wisłą na trasie Sandomierz – Kazimierz Dolny w 3 dni (4. noclegi na dziko). Start 17.06.2026. Dystans ok. 90 km.

Odsłona pierwsza 17.06.2026
Zbiórka w Kazimierzu Dolnym, załadowanie bambetli do busa i dwugodzinna jazda z 7 kajakami do Sandomierza.
Widok na wyprawowy bajzel w Sandomierzu. W rzeczywistości wyglądało to dużo gorzej.

Będą niezłe jaja.

Pierwszy z lewej piko zwany zulugulą.
Pierwszy nocleg był najlepszy – łacha wiślana za ujściem Sanu do Wisły, piękny piach, cisza, możliwość popływania.
Tak to wyglądało okiem kierownika:
Jak widać byliśmy weseli bo przepłynęliśmy tylko 13km.
Takie klimaty były


Po wiosłowaniu nie ma jak dodatkowo zrelaksować się jazdą na rowerze.

Po co rower? Na trasie spływu w zasadzie nie ma w rozsądnej bliskości żadnych osad ze sklepem. Stąd był potrzebny rower aby dostarczać różne napoje i zakąski.
Jak widać doktor Marek trzymał fason. My piliśmy z gwinta o on raczył się napojami z kieliszka. Przed nim wzmiankowany rower.

Mijamy miejscowość, którą każdy słuchacz pamiętający PRL zna poprzez taki komunikat podawany w radiowej jedynce:
„Stan wody na Wiśle – … w Zawichoście ubyło 1 …”.
Właśnie tu dokonywano pomiaru. Jak widać Wisła ledwo sięgała do pierwszego wodowskazu.

Zbliżamy się do mostu na wysokości Annopola
Kolejnego dnia w planach było dopłynięcie w okolice wsi Basonia. Była drobna wpadka bo minęliśmy dobre i chyba jedyne w okolicy miejsce do biwakowania. Trzeba było podjąć wyzwanie i 1 km wrócić pod prąd. Daliśmy radę. W nagrodę było trawiaste pole biwakowe, komfortowy malowany kibel z serduszkiem oraz zimny prysznic z widokiem na Wisłę i trzy psy. Tego dnia przepłynięte 31km.

Trzeci odcinek (27km) okazał się najbardziej emocjonujący za sprawą Sławka. Szukając miejsca na nocleg płynęliśmy dosyć szybko w dwóch grupach wzdłuż lewego i prawego brzegu a brzegi były oddalone o jakieś 250 – 350 a niekiedy nawet i 400 metrów. Trafiliśmy na dobre miejsce, parkujemy i czekamy na Sławka, który wyglądał wcześniej na lekko zmęczonego i odstającego.
Patrzymy za siebie a tam pusto, nie widać żadnego kajaka, żadnego wyposażenia płynącego luzem, żadnego ciała … . Telefon nie odpowiadał. Strach nas obleciał.
Na szczęście Tomek sokolim wzrokiem spostrzegł, że Sławek nie jest za nami ale przed nami. Minął ekipę i popylał do przodu jakby był na ostrym dopingu.
Jedynym wyjściem była pogoń za uciekinierem. Na szczęście mielizna na której się zatrzymał ułatwiła pojmanie zbiega. Do zmroku nie zostało wiele czasu ale udało się znaleźć też niezłą miejscówkę. Wisła zaczęła opadać więc trzeba było dociągnąć kajaki do brzegu.
Tu widzimy jak Monia wyprowadza na sznurku swoją łódź na wieczorny spacer.

Podczas kolacji mieliśmy miłego gościa.

Pokonując ostatni 20. km odcinek do Kazimierza Dolnego mieliśmy piękne widoki na wapienne kamieniołomy, wiatrak w Mięćmierzu i plażę nudystów.

O Zamku Firlejów nie wspomnę.
Płynąc od 10 do zmroku robione były przerwy na odpoczynek, kąpiel i przekąski.


Woda w Wiśle do celów spożywczych nie nadawała się ale do kąpieli jak najbardziej. Kolor miała lekko brązowy, zapewne z podłoża po którym płynęła, natomiast nie wydzielała żadnego zapachu a na płyciznach widać było dno.
Zwieńczeniem wyprawy miał być udział w imprezie sobótkowej, czyli zrywanie wianków, następnie puszczanie wianków, dzikie tańce przy dźwiękach bębnów i fletów a na końcu tradycyjne orgie.
Zostałem w obozie, bo nie miałem nastroju na dzikie orgie a i tak ktoś musiał pilnować dobytku.
Ekipa wróciła z Kazimierza podejrzanie szybko, nakrzyczała na mnie ale wcześniej dała pizzę i piwo. Znaczy się orgii nie było albo były nieudane. Na pewno był pieroński upał stąd może rozdrażnienie.
Generalnie jak ktoś lubi emocje, zmęczenie, biwakowanie w namiotach z dala od cywilizacji i piękno dzikiej rzeki to bardzo polecam akcję Wisła. Dobre towarzystwo wskazane.
Na koniec jeszcze kilka zdjęć i jutubków z wyprawy


I na koniec najlepsze ujęcia z drona




Komentarze
Pokaż komentarze (2)