4 obserwujących
13 notek
18k odsłon
480 odsłon

Czy p.Zanussi przedawkował? Eter.

PB
PB
Wykop Skomentuj

Do oglądania ostatniego filmu pana Zanussiego (o którym skądinąd ostatnio było głośno z powodów pozafilmowych), przystąpiłem z dużym zainteresowaniem przede wszystkim dlatego, iż byłem pod wrażeniem jego poprzedniego filmu Ciało Obce. Film ten zdawał się być dla mnie w dorobku reżysera, filmem przełomowym. Choć narracyjnie/scenariuszowo trochę przeciągnięty, artystycznie momentami nierówny, był filmem w którym mamy ewangeliczne i jasne rozgraniczenie dobra i zła, poznajemy korzenie tego ostatniego a wszystko to jest osadzone w bliskiej nam współczesności. Patrząc na to dzieło, miałem wrażenie, iż ostatecznie nastąpił powrót reżysera do „nadwiślańskiej Itaki” po jakże długiej podróży ze świata ostrożności (w opisie spraw społeczno- politycznych), niejednoznaczności, bywało nazbyt wyszukanej metaforyki etc etc zapoczątkowanej symptomatyczną dla dalszej twórczości „Strukturą kryształu”. Ten, zdawało się, w szerszym rozumieniu ostateczny przyjazd z ziemi włoskiej do Polski i m.in. gorzkie zasmakowanie szeregu trudności a nawet pierwszego hate'u przy produkcji tego filmu, tylko to wrażenie potęgowało. Również ze względu na uwarunkowania historyczne.  Nie było i nie ma doświadczenia ściśle polskiego poza kodem kulturowym związanym z odważną szlachetnością i rycerską ofiarnością w „dokopywaniu się” do Prawdy i Logosu. Tak ułożyły się nasze losy i dzieje. 

Wydarzenia z lat 2015-2017, kiedy to pan Zanussi zasiadając w radzie Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej głosował za przyznaniem dotacji filmowi Kler i Boże Ciało, bardzo co prawda mnie zaniepokoiły (w przypadku Kleru wręcz zniesmaczyły, uważam bowiem jakikolwiek współudział w creatio tego filmu, za po prostu kompromitujący), ale mimo wszystko z pewną nadzieją przystąpiłem do oglądania projekcji. Tym bardziej, iż temat, tj. relacje Fides & Ratio oraz zapowiedz na stronach producenta były więcej niż interesujące. Mogliśmy tam m.in. przeczytać „Film jest próbą reinterpretacji mitu Fausta. Opowiada historię wojskowego lekarza, który prowadzi eksperymenty medyczne na początku XX wieku by zyskać władzę nad ludźmi.”

Dodatkowo, reżyser w kilku wywiadach zachęcał m.in. takimi zdaniami: "Racjonalność świata nie została podważona, podważony został determinizm. Rzeczy nie muszą byś takimi, jakie się wydają. Życzyłbym bardzo wszystkim, którzy używają determinizmu do tłumaczenia świata, żeby spostrzegli, jak bardzo są dzisiaj zacofani. Ci, którzy uważają się za rzeczników postępu, nie zauważają, jak bardzo są dziś wsteczni."

Tym samym wyobrażałem sobie, iż zobaczę film (katolickiego reżysera przypomnę) obrazujący sukcesywną drogę złego bohatera ku prawdziwemu światłu, Fides, przechowywanej w skarbnicy Kościoła Powszechnego i jej reprezentantów, którzy w różnym natężeniu, ale trwale obecni w fabule filmu będą opoką i źródłem nadziei. Niestety przedstawiciele Kościoła Katolickiego są przedstawieni w filmie nikczemnie, karykaturalnie w zgodzie z antykatolickimi schematami. Główny ksiądz okazuje się aktywnym homoseksualistą i oszustem, kolejny, nieco nawiedzonym egzorcystą. Zakonnicy jałmużnicy są zainteresowani przede wszystkim pieniędzmi etc etc. Siostry zakonne mają nieco inne oblicze, ale ich twarze są dość mroczne, zaś jedyną osobą z ich grona, która postępuje w sposób (widocznie na ekranie) ściśle religijny, jest ich podopieczna, osoba pomylona, „wariatka”.

Bóg w ich życiu jest nieobecny, podobnież jak w całym filmie, choć jego imię jest wymienione dwukrotnie. Raz w jednej z ostatnich scen, kiedy jeden z rannych bohaterów znajdujący się na froncie wśród trupów zostaje zapytany przez sanitariuszkę „Dlaczego Bóg na to wszystko pozwala?” odpowiada „Może to ma jakiś sens...”

Oraz w wyjątkowo bluźnierczej scenie w Kościele podczas mszy świętej, kiedy „ataku szału” dostaje jeden z żołnierzy. Mrocznym dopełnieniem tej sceny jest dialog obecnych tam zwierzchników żołnierza, nieco znudzonych uczestników misterium: „-Co się z nim stało; - Dziś musiał rozstrzeliwać skazanych, nie wytrzymał tego; - Dać mu tydzień karceru”

Jednocześnie, choć reżyser zapewniał w wywiadach, iż „nie sięgam w filmie po żadne gwałtowne środki, bo tego unikam, jak mogę. Nie polewam moich aktorów keczupem, chociaż opowiadam o sprawach krwawych” film przytłacza liczbą i charakterem (zabójstwa, gwałty, aborcje etc) mrocznych scen. Właściwie wypełniają one film w ok 80%, co momentami jest trudne do wytrzymania, nawet jeśli reżyser nie epatuje ich szczegółami.  

Dodatkowo, Zło w tym filmie jest nie tylko brutalne, ale i „ponętne”, znaczna bowiem część scen jest kręcona w luksusowym domu publicznym.

W jakimś zakresie, te złe wrażenia niweluje nieco wieloznaczne (jednoznaczne w tym filmie dla widza jest bluźnierstwo i stawianie tzw. „trudnych pytań” do Boga o czym wspominałem wyżej), ale jednak chrześcijańskie zakończenie, które nakierowuje nas na „jasną stronę mocy” pokazując przynajmniej pożądany cel, czyli Zbawienie i właściwy, niebiański punkt „docelowy”.

Summa summarum, film jednak dla mnie „nie broni się”. Nazbyt zaburzone (stąd tytułowe przedawkowanie) są proporcje między dobrem a złem, aby mógł wydać dobre owoce, zwłaszcza w umysłach nieco młodszych i mniej wyrobionych widzów. Pan Zanussi, jak sam lubi się określać, pedagog, zapomina iż, jak mawiał Józef Bocheński OP „w duszy ludzkiej nic nie ginie i ze każdy element, jakkolwiek by był w momencie wchłonięcia wzgardzony, zapada w podświadomość, skąd działa – i to bardzo skutecznie na bieg życia świadomego, utrudniając nieraz wydatnie spełnienie obowiązku.”

Trudno jest mi sobie wyobrazić, iż intelektualista deklarujący się jako katolik, który m.in. mówił w wywiadach, iż „Nieokreślona religijność jest ułomna. Religijność jest rusztowaniem w naszym życiu, bez którego chwiejemy się jak trzciny na wietrze” tak po prostu „zapomina” o fundamencie i rusztowaniu właśnie tj. kościele chrystusowym, który jest przecież dla katolików „drogą i prawdą, i życiem" (J 14,6)

Tym samym, biorąc pod uwagę w/w aspekty oraz m.in. kontekst powstania filmu, przychodzi mi w ramach puenty podkreślić starą filmową prawdę, iż „Sztuka propagandowa zawsze była sztuką ułomną.” Ten film nie mógł się udać. Szkoda, że po krótkim pobycie, reżyser znów wyruszył z Ojczyzny...

P.s.To be continued...

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura