10 obserwujących
31 notek
46k odsłon
  662   0

10 lat wojny w Syrii. Próba bilansu. Rosja i Izrael sojusznikami?

PB
PB

Dziś mija 10 lat od symbolicznego wybuchu wojny domowej w Syrii. Chyba można przyjąć, iż ten konflikt wygasa i stan obecny, de facto podziału Syrii, utrzyma się w najbliższych latach. W tym syntetycznym tekście staram się dokonać bilansu politycznego każdego z głównych graczy w tym konflikcie oraz zastanowić się, co to oznacza dla Rzeczpospolitej. Najbardziej interesuje mnie zbliżenie, w mojej ocenie dwóch największych beneficjentów tego konfliktu tj. Rosjan i Izraelczyków oraz rozpatrzenie względnego sukcesu Turcji, polegającego na ostatecznym zrealizowaniu swojego celu wbrew stanowisku najsilniejszych graczy, czyli Rosji i USA. Analizę rozpoczynam od przegranych (mapę obecnego podziału Syrii można zobaczyć tu)


Syria

zaczynam od paradoksu, czyli od faktu, iż państwo któremu udało się obronić niepodległość i tym samym możliwość prowadzenia swojej autonomicznej polityki zagranicznej jest największym przegranym. Jest tak niewątpliwie, zwłaszcza w perspektywie krótko i średnio okresowej. Syria została bardzo zniszczona, wykrwawiona, utraciła znaczne części swojego terytorium, w tym te zawierające ok 80% zasobów roponośnych. Choć uratowała prawo do realizowania swojej autonomicznej polityki na Bliskim Wschodzie, odbyło się to dużym kosztem. Uzależnienie od Rosji, nawet jeśli we wspólnych interesach jest sporo stycznych, ma też swoją cenę, zwłaszcza biorąc pod uwagę globalne interesy Rosji. Wysoką cenę jaką zapłaciła Syria należy rozpatrywać zwłaszcza w kontekście potencjalnej możliwości dołączenia do „grupy amerykańskiej” na Bliskim Wschodzie. Dla śledzących politykę blisko-wchodnią nie jest tajemnicą, iż już właściwe od upadku ZSRR i pierwszej wojny w zatoce perskiej takie propozycje były składane, toczyły się nawet nieoficjalne i wielostronne negocjacje, które ostatecznie zakończyły się fiaskiem, głównie na skutek żądań syryjskich dotyczących powrotu Wzgórz Golan, co było nie do zaakceptowania przez Izraelczyków. Czy Syria mogłaby lepiej realizować swoje interesy narodowe u boku przede wszystkim Izraela, Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej już się nie dowiemy. Syria bowiem zdecydowała się na sojusz z Iranem, kolejnym przegranym w tej wojnie.

Iran

Wpływy Persów w Syrii zostały, w stosunku do 2011 r., znacznie ograniczone. Ostatecznie tracąc możliwość względnie bezpiecznego przerzutu odpowiednich sił wojskowych, Irańczycy stracili możliwości realnego wpływu na sytuacje w Syrii. Oś Teheran – Damaszek i tak już mocno nadwyrężona obecnością Amerykanów w Iraku, została przerwana. „Ukryte operacje” w żaden sposób nie mogą tego zmienić, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż są stosunkowo precyzyjnie rozpracowywane przez Izraelczyków, zaś cele są niszczone precyzyjnymi atakami dronowymi i rakietowymi. Dodatkowo, powstanie lotnisk USA we wschodniej Syrii niebezpiecznie skraca dystans dla myśliwców USA i jego sojuszników na Bliskim Wschodzie...

Kurdowie

Choć w porównaniu do 2011 r. można odnieść wrażenie, iż sprawy kurdyjskie zostały „popchnięte do przodu”, Kurdom nie udało się zrealizować swoich głównych celów z powstaniem niepodległego państwa na czele. Jak wspomniałem powyżej, zostali odepchnięci od Turcji i swoich rodaków tamże, są też bezlitośnie atakowani w części irackiego Kurdystanu. Protekcja amerykańska pozwoliła im osiągnąć cele minimum tj. zachowanie pod bronią swojej 40 tys. armii YPG, ale przyszłość Kurdów w regionie nie rysuje się najlepiej. Realnie oceniając sytuację, państwo kurdyjskie mogłoby powstać jedynie w wyniku jakiejś wielkiej wojny w której Turcja zostałaby mocno pokonana. A bynajmniej na to się nie zanosi, gdyż Turcja jest w fazie dynamicznego wzrostu potęgi.

Arabia Saudyjska (& Jordania/Egipt)

Bez wątpienia utrzymanie się Asada u władzy, nie jest korzystne dla Arabii Saudyjskiej, która stara się, głównie dzięki swym zasobom finansowym, utrzymać swoje przywództwo w świecie arabskim m.in. poprzez takie narzędzia jak Liga Arabska. Utrzymanie się Asada ma przede wszystkim aspekt psychologiczny podminowujący władzę w/w reżimów arabskich we własnych państwach. „Arabska ulica” ma raczej „wyrobione zdanie” na rolę USA i Izraela w regionie i skuteczne oparcie się ostatniego względnie dużego państwa arabskiego ich naciskom ma swój wymiar w wojnie informacyjno – psychologicznej.

Turcja

Turcja, bardzo zainteresowana obaleniem Asada, również nie może być zaliczona do beneficjentów tego konfliktu, zwłaszcza biorąc pod uwagę spore ambicje w regionie i de facto duże zaangażowanie w ten konflikt polegający na wspieraniu bojówek islamskich na froncie północnym. Ale też trzeba przyznać, iż dzięki konsekwentnej i odważnej polityce (która była w kontrze do interesów amerykańsko-izraelskich i rosyjskich) udało się Turkom utrącić kwestię kurdyjską i powstanie Różawy m.in. poprzez okupację Afrinu i syryjskich terenów przygranicznych od północnej strony odpychając tym samym zagrożenie kurdyjskie. Twarda polityka Turcji zarówno wobec „grupy amerykańskiej” jak i Rosji opłaciła się. Obydwa państwa uległy presji tureckiej de facto zezwalając na okupację północnej Syrii i były zmuszone wziąć jej interesy pod uwagę.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale