11 obserwujących
32 notki
50k odsłon
  456   0

Prof. Wolniewicz antysemitą? Anatomia dyskredytacji. Część II

PB
PB
Zarzucający prof. Wolniewiczowi antysemityzm, liczyli i liczą, że będziemy jako Polacy, na skutek wieloletniego zniewolenia (nazistowskiego, komunistycznego i “patologiczno-transformacyjnego” mówiąc prof. Kieżunem) stawiać interes Żydów ponad nasz własny. Tym samym, że w jakimś sensie dopuścimy się zdrady.

Ale nie tylko sam fakt prowokowania Żydów uznawał Profesor za akt wrogi. Tak jak wspominałem, formułował poważne zarzuty dotyczące haniebnych sposobów prowadzenia tej de facto walki politycznej. I warunkował normalizację stosunków (“przestanie bycia anty”) z Żydami od zaniechania ich stosowania. Jakie były zatem główne zarzuty Profesora wobec polityki Żydów (Izraela I diaspory, w tym polskiej) I tym samym co spowodowało, iż używano wobec niego tak często “pałki antysemityzmu”?

Zanim zacznę omawiać je szczegółowo, podkreślę jeszcze w zarysie, co stanowiło dla Profesora swoiste patriotyczne credo I tym samym dlaczego działania przeciwko niemu uznawał za działalność wrogą. Definiował je następująco "Nasz cel polityczny rysuje się więc wyraźnie: Polska – niepodległa; państwo – silne; słowo – wolne; odrębność narodowa – zachowana; chrześcijaństwo – we czci" .

Uważał, iż osłabianie tych wartości/kategorii leży w interesie wrogów Polski. Żydów był, niejako zmuszony na podstawie ich aktywności, do nich zaliczyć.


Polska – niepodległa

A zatem, zaczynając od spraw najważniejszych, czyli ideowych, Profesor zarzucał Żydom wrogość do (nie tylko polskiej zresztą) idei narodowej, którą uważał za wielką normotwórczą wartość kulturową. Wykazywał kolejny złowrogi paradoks w działaniu Żydów, którzy swoją narodowość chcą zachować kosztem istnienia innych narodowości. Sami zaś, chcą swoja narodową odrębność, zarówno w diasporze jak i ojczyźnie, kultywować („Żydzi to jedyny naród żyjący w kraju nazywającym się tak samo jak 3000 lat temu, na tych samych ziemiach, z tym samym językiem i z tą samą wiarą” - Beniamin Netanjahu).

Za główne narzędzia pozwalające Żydom zachowywać swoją tożsamość narodową (co jest silnie skorelowane z rozmiękczaniem tożsamości innych nacji) na terenie innych państw, uważał banki i media. “W Filozofii I Wartości. Postfactum” mówił m.in. “...Ofiarą neokolonializmu staje się także Polska. Zasadnicze instrumenty władzy, jakimi są dzisiaj banki (czyli pieniądz) i media (czyli informacja), zostały przejęte w bodaj 80% przez obcych...”

Uważał, iż w sytuacji w której większość ( przede wszystkim tych) zasobów cybernetycznych będzie pod kontrolą żydowską (zagraniczną), będą one realizowały głównie interesy swoich właścicieli i trudno w takiej sytuacji mówić o faktycznej niepodległości Polski. Elita polska będzie bowiem pod medialną presją, która będzie na tyle silna, iż będzie miała zasadniczy wpływ na percepcję tzw. opinii publicznej. Zaś plasowanie osób na kluczowe stanowiska opiniotwórcze, siłą rzeczy współtworzących główne narracje, będzie odbywało się z wielką szkodą dla edukacji “niepodległościowej”.

Dobrym przykładem, obrazującym istotę tego problemu, są takie postawy i komentarze, jak ten (choć jest wiele innych "ciekawych") redaktor naczelny Onet, p.Węglarczyka:


image


Zastanówmy się zatem nad treścią oraz nad tym, jak odczytałby ją Profesor. Czy sojusz, nawet strategiczny, oznacza, iż właścicielem (I de iure “kontrolerem” przekazu medialnego) musi być silniejsza strona na terytorium słabszej? Czy to jest model partnerski czy (post)kolonialny? Są to pytania retoryczne. Ale pozostaje pytanie I konieczność odpowiedzi na nie tj. dlaczego redaktor naczelny formułuje bezwstydnie taką tezę? W mojej ocenie, a i zaryzykowałbym w ocenie Profesora, robi to dlatego, iż jego pierwotne lojalności są zarezerwowane nie dla kwestii polskiej niepodległości I polskiego interesu narodowego. Ona nie zostałaby zagrożona (m.in. USA nie zmieniłyby geopolitycznych priorytetów w Europie Śr-Wschodniej) tylko dlatego, iż fundusze kilku obywateli USA wyznania mojżeszowego - p. Soros (Gazeta.pl/GW, Tok Fm, Radio Zet, Rzeczpospolita?), p. Zaslaw (TVN), p. Kravis (Onet, Newsweek, Fakt) - straciłyby większościowy pakiet akcji w mediach nad Wisłą. I to bynajmniej nie tylko dlatego, iż nowa polska ustawa medialna wzorowana byłaby na ustawie amerykańskiej, w której kapitał zagraniczny nie może mieć więcej niż 20% akcji spółki medialnej.

Trzeba nam pamiętać również, iż pragmatycznym i długofalowym celem aktywności mediów oraz w/w indywiduów jest zbudowanie, poprzez działania wpływu (w formule “kija i marchewki”), jak najszerszej lokalnej społeczności, która w sposób świadomy bądź nie, bezpośrednio lub pośrednio, przyczynia się do stwarzania warunków umożliwiających poszerzanie wpływów diaspory żydowskiej. I bynajmniej nie chodzi tu o umownych “Bartoszów Węglarczyków”, czyli osób w taki czy inny sposób "wyznania mojżeszowego". Chodzi tu przede wszystkim tzw. liberalne grupy wpływu składające się z polityków, ludzi biznesu, kultury, mediów, akademii etc., którzy również swój prywatny sukces życiowy i zawodowy upatrują w realizacji tych postulatów. Na poziomie instytucjonalnym, żydowskie modus operandi w tym aspekcie sprowadza się do plasowania w/w ludzi w miejscach decyzyjnych zwłaszcza w kluczowych obszarach tj. w agendach władzy wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej, medialnej i społecznej (NGO). Podstawą do tych twierdzeń jest silnie udokumentowana fundamentalna pozycja akademików amerykańskich prof. J.J. Mearsheimera i prof. S.M.Walta („Izraelskie lobby w USA”). W Polsce jest to niestety tym łatwiejsze, gdyż garb blisko półwiecznego komunizmu i de facto 25 letniego postkomunizmu, stworzył i umocnił elitę “z nieprawego łoża” (bo w taki czy inny sposób z nadania sowieckiego), która nie jest w stanie wygrać wyborów (i tym samym utrzymać swój elitarny status). Tym samym jest bardziej podatna na ten wpływ. "Najłatwiej w Niemczech załatwia mi się sprawy z byłymi członkami NSDAP" - mawiał w latach 60 przewodniczący Światowego Kongresu Żydów...

W najszerszym ujęciu, Polska przestaje być niepodległa, kiedy nie jest w stanie realizować swojego interesu narodowego. Czy jest to możliwe pomimo zachowania emblematów niepodległości? Tak, jest wiemy to choćby z czasów PRL.

Bowiem w sytuacji, kiedy zasoby cybernetyczne, zwłaszcza media, przejęte są przez de facto “wrogą elitę”, kluczowe decyzje podejmowane są zgodnie z jej interesem, również narodowym. Widzimy to na wielu przykładach różnych krajów zarówno w polityce wewnętrznej (preferencje podatkowe dla firm z kapitałem żydowskim w Polsce np. dla TVN), jak I zewnętrznej np. polityka bliskowschodnia USA, o której pisali wspomnieni profesorowie J.J. Mearsheimer i S.M.Walt. Wykazali oni na szeregach przykładów, iż pomimo obiektywnych czynników zachęcających do prowadzenia bardziej zbalansowanej polityki w tym regionie, co byłoby zgodne z faktycznym interesem narodowym USA, administracja amerykańska jest niejako “zmuszona” do prowadzenia właściwie jednostronnej, proizraelskiej polityki. Z czego to wynika? Dobrze ujął to cytowany w książce kongresmen amerykański...„ Moi koledzy uważają ze AIPAC (największa organizacja żydowska w USA - PB) jest niezwykle potężną organizacją, a do tego bezwzględną i bardzo, ale to bardzo uważną. Osiemdziesiąt procent senatorów głęboko wzdycha na niektórych głosowaniach. Wiedzą, że to co robią, nie jest właściwe, ale czemu mieliby walczyć, skoro wiedzą, że przegrają?”

A zatem główną emocja jest strach. Jak ujął to prof. Wolniewicz w polskim kontekście “ moim zdaniem [oni] boją się, bo wiedzą, że wchodzą wtedy w konflikt ze środowiskami żydowskimi, wpływowymi bardzo...” I ten strach pojawia się, zdaniem Profesora, u wielu i zawsze w sytuacjach, kiedy żydowski interes narodowy jest zagrożony.

Obnaża to słabość charakteru ludzi, którzy formalnie stanowiąc elitę, powinni wyróżniać się jego szczególna twardością. Jej brak, siłą rzeczy, musi wpływać na sferę instytucjonalną tj. siłę państwa.

CDN. Druga część rozważań o rzekomym antysemityzmie prof. Wolniewicza już wkrótce.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale