To moja notka opatrzona numerem 666 - zapewne nie przypadkiem. No to lecimy. Nie taki ponoć diabeł straszny jak go malują.
Wobec kolejnych decyzji mojego kolegi dotyczących mnie i „mojego personalnego urzędowania”, czuję się w obowiązku wyjaśnić, co moim zdaniem stanowi rzeczywiste źródło takiego postępowania Roberta i Stefana.
" W styczniu 2010 roku zostałem wezwany przez Abp. Hosera do kurii. Rozmowa dotyczyła nieprawidłowości w dekanacie tłuszczańskim i mojego zaangażowania w dialog chrześcijańsko-żydowski. Podczas tego spotkania doszło do, według mnie, niedopuszczalnego i skandalicznego zachowania Abp Hosera wobec mnie. Z racji okoliczności, pośrednim świadkiem tamtego incydentu stał się redaktor Zbigniew Nosowski."
W styczniu 2010 roku zostałem wezwany przez Roberta do udzielenia odpowiedzi na niestosowne pytanie. Rozmowa dotyczyła nieprawidłowości w państwie polskim i mojego zaangażowania w dialog damsko-męski. Podczas tego spotkania doszło do, według mnie, niedopuszczalnego i skandalicznego zachowania kolegi Roberta wobec mnie. Z racji okoliczności, pośrednim świadkiem tamtego incydentu stał się kolega Marek.
W październiku 2010 zostałem nazwany przez Stefana „nikim mądrym”.
Przez ostatnie lata próbowałem wyjaśnić i zamknąć tamte sprawy zgodnie z nauczaniem Ewangelii i wymogami prawa kościelnego. Zwracałem się osobiście i telefonicznie do kolegi Roberta, a także już nieosobiście, ale za to wielokrotnie i z zachowaniem formy pisemnej - z apelami w formie listów otwartych do Stefana, które porozwieszałem w Internecie (np. w tym) i do samego Donalda (np. ten). Starania te przyniosły skutki odwrotne od oczekiwanych. Dekrety, „próby dyscyplinowania”, zakaz wypowiadania się w formie licznych banów (blokowania mnie) na Twitterze i na salon24.pl, aż do ukrycia moich wpisów na tej Platformie włącznie - odbieram jako próby ukrycia tamtego incydentu i zamknięcia mi ust.
Nie jest moim celem i nigdy nie było szkodzenie Polsce, ani Kościołowi. Moim zdaniem pokora i posłuszeństwo nie mogą oznaczać zgody na niesprawiedliwość i krzywdę jakiej doświadczyłem od ludzi. Kocham Kościół i Polskę, są one On moim domem i nie pozwolę się z Nich wypchnąć, ani dorżnąć.
Parafianin Piotr
„Jeśli brat twój zgrzeszy przeciwko tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię posłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą dwóch albo trzech świadków. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.” / por. Mt 18, 15-17 /
Kalendarium wydarzeń ostatnich czterech lat
Najpierw było spotkanie w knajpie w lipcu 2008 roku i prośba skierowana do kolegi Roberta o jego błogosławieństwo na mój udział w dialogu damsko-męskim. To były pierwsze dni kolegi Roberta w naszej debacie o tej nowej koleżance. Kolega zachęcał, bym aktywnie uczestniczył nie tylko w działalności na polu dialogu z nią, ale również w innych wymiarach funkcjonowania na tym polu. Błogosławieństwo, o które zabiegałem u kolegi Roberta, otrzymałem.
Wobec wydarzeń z września i grudnia 2009 roku, jakie miały miejsce w domu koleżanki, skierowałem apel do kolegi Roberta. Po apelu zostałem wezwany na policję. Do spotkania doszło w styczniu 2010 roku. Dobrze tamto zdarzenie zapamiętał mój brat – kolega Tomasz. Wspomniał o tym w swoim oświadczeniu dla regionalnej rozgłośni. We mnie zapisało się tamto zdarzenie bolesną raną.
Na nagane zachowanie kolegi Roberta zareagowałem natychmiast, wyrażając swój sprzeciw. Kolega Robert zrozumiał mój sprzeciw, ale znów do karygodnego zachowania powrócił. To, co się wydarzyło podczas mojego spotkania z kolegą Robertem, można by, czerpiąc z przypadku kardynała O'Briena, określić terminem - „głęboko niestosowne zachowanie wobec księdza”. Opuściłem miejsce spotkania i porażony tym, jak zachował się wobec mnie mój kolega, wracałem do siebie, by kontynuować wizytę w domach moich koleżanek. W drodze zadzwonił do mnie kolega Marek. Nie potrafiłem ukryć wzburzenia, zdenerwowania, rozgoryczenia. Opowiedziałem o zdarzeniu w knajpie. Obaj byliśmy tym przybici i dłuższy czas nie potrafiliśmy wypowiedzieć ani słowa.
Mijały kolejne tygodnie, a w miejsce oczekiwanej przeze mnie reakcji ze strony kolegi Roberta, rozpoczęła się akcja dyskredytowania mojej osoby i mojego podrywania lasek. Kolega Robert informował mnie, że nie posiada żadnych materiałów negatywnych na mój temat, ale że polecił zbieranie takich materiałów. Z treścią dwóch takich donosów zapoznał mnie kolega Robert podczas jednego z naszych spotkań.
Po jakiś czasie poprosiłem kolegę Roberta o spotkanie. Doszło do niego w maju 2010 roku. W rozmowie powróciłem do zdarzenia ze stycznia i w cztery oczy znów wypowiedziałem swoją jednoznaczną ocenę tamtego zdarzenia i wyraziłem oczekiwanie przeprosin. Nie było żadnej reakcji. Jednocześnie kolega Robert poinformował mnie o swojej decyzji o karnym zaprzestaniu kontaktów z tą laską. Wyraziłem zdziwienie taką decyzją i zapowiedziałem zgodne z niepisanym prawem kroki w tym zakresie. Działania te okazały się skuteczne i do zaprzestania nie doszło. W tym czasie do akcji włączył się kolega Mariusz. Zachowania, wypowiedzi, zabiegi czynione w miejscach, w których podrywałem laski (w tym również na Baletach), owocowały coraz to nowymi i coraz bardziej absurdalnymi oskarżeniami i szykanami ze strony kolegi Marka i koleżanki Anki. Kolega Marek inicjował takie działania na terenie lokalnej społeczności, w której byłem wyrywaczem i wobec wiernych mi lasek w okolicy, w której on sam podrywał. Jednocześnie obaj ci koledzy zaczęli wypowiadać się w sposób dyskredytujący mojego ojca i moich (ja sie Nickiem ich nie posługuję) ziomali.
W lipcu 2010 roku skierowałem kolejny apel do kolegi Roberta, w którym prosiłem o położenie kresu działaniom przeciwko mnie ze strony wymienionych kolegów. W apelu powróciłem do wydarzenia ze stycznia 2010 roku. Skutkiem tego apelu była intensyfikacja szykan. Moje kolejne apele do kolegi Roberta z sierpnia 2010 roku, września 2011 roku i października 2011 roku nie przyniosły żadnych pozytywnych rezultatów.
W maju 2012 roku zostałem wezwany na policję i w obecności drugiego oficera śledczego i czterech innych policjantów ponowiono wobec mnie różnorakie oskarżenia. Podczas tamtej sesji wobec zebranych przypomniałem mojemu koledze o zdarzeniu ze stycznia 2010 roku. Kolega Robert nazwał to szantażem z mojej strony. Zachowanie kolegi Roberta i niektórych kolegów podczas tamtej sesji kuriozalnej odebrałem jako kolejne szykany i wywieranie presji na mnie. Pod koniec sesji wręczono mi przygotowany wcześniej dokument o przysługujących mi prawach.
Napisałem kolejny list do Posła Stefana, przypominając, że doznałem od niego krzywdy, której on nie tylko nie naprawił, ale którą próbuje ukryć, przedstawiając w swoich wypowiedziach, decyzjach i działaniach prezesa Kaczyńskiego, którego skrzywdził, jako faszystę i osobę dzielącą Polskę.
1 marca 2012 roku skierowałem notkę do przewodniczącego KRRiT w Polsce (Dworak dajeeesz!!!) wraz z załączeniem linków do innych publikacji. Skorzystałem ze ścieżki, którą znacznie później wskazał nie tylko księżom podczas wielkoczwartkowej homilii Wielki Aforysta. Rezultat był żaden. Otrzymałem krótką odpowiedź, w której Minister Spraw Zagranicznych uchylił się od jakiegokolwiek uczestnictwa w rozstrzygnięciu tego konfliktu.
Podjąłem starania o spotkanie z Posłem platformy, celem zapoznania go z moją sytuacją i rozwiązania tej trudnej kwestii bez jej upubliczniania. Poseł nie zdecydował się jednak przyjąć mnie i wysłuchać. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że premier Tusk został przez kogoś poinformowany o skandalicznym zachowaniu posła Niesiołowskiego w stosunku do red. Ewy Stankiewicz. Niestety nadal nie otrzymałem żadnych sygnałów o możliwości spotkania, wysłuchania i ewentualnej pomocy ze strony Posła.
Mój kolejny wpis nie adresowany tym razem do Premiera Tuska (a nawet trzy Sejm powinien być rozwiązany? 17.09.2012 13:14, Też chciałbym wygwizdać, wybuczeć... W związku z ukryciem notki chciałbym wygwizdać, wybuczeć... 17.09.2012 13:59 Prof. Nałęcz zaprasza na Manifestację. 17.09.2012 23:58) opublikowałem 17 września 2012 roku. Informowałem, że ze swej strony czynię wszelkie starania, by sprawę rozstrzygnąć zgodnie ze wskazaniami Ewangelii i przepisami prawa. Wobec bezskuteczności tych starań, upublicznienie może okazać się dla mnie jednym sposobem obrony przed działaniami podjętymi w Polsce przeciwko mnie. Prosiłem o radę i pomoc. Otrzymałem suchą, urzędniczą odpowiedź i znów pozostałem ze sprawą sam.
*
W tym czasie Premier Tusk podjął kolejne działania wobec mojej osoby. Artykuły autorstwa niejednegoredaktora Henryka Zielińskiego wyraźnie inspirowane przez kurię Platformę, stały się elementami kampanii medialnej zainicjowanej przez Instytut Obywatelski „Idziemy na wybory odsunąć PiS od władzy” i podjętej przez środowiska związane z redaktorem Adamem Michnikiem. Kolejne oskarżenia, pomówienia i insynuacje na mój temat były od tej pory wypowiadane już nie tylko w radiu, telewizji, na zgromadzeniach członków i zwolenników Platformy Obywatelskiej, ale także w prasie i na witrynach internetowych.
*
Otrzymałem od Adm. Salon24.pl kolejno: następne upomnienie, zakaz publikacji zdjęcia nr 10, wreszcie dokument w formie elektronicznej o rozpoczęciu procedury usunięcia mojej notki.
W korespondencji z października 2012 roku Adm. Salon24.pl wezwał mnie do usunięcia zdjęcia
|
„Salon24.pl <mailer@salon24.pl>
|
|
11.10.2012

|
|


|
|
do piotr.stroz

|
|
Wiadomość od Pomoc Salon24.pl:
Szanowny Panie,
otrzymaliśmy zgłoszenie naruszenia dóbr osobistych w notce http://lubczasopismo.salon24.pl/tvtrwam/post/451516,antydemokratyczny-marsz-ponurakow. W związku z tym notka została ukryta - prosimy o usunięcie 10 zdjęcia licząc od góry, w przeciwnym razie będziemy zmuszeni zablokować Pański wpis.
Z poważaniem,
Agata Luśtyl
Ta wiadomość została przesłana automatycznie. Prosimy na nią nie odpowiadać poprzez e-mail. Aby skontaktować się z nadawcą skorzystaj z poczty wewnętrznej dostępnej pod adresem:
http://www.salon24.pl/contact/
Pozdrawiamy,
Zespół salon24.pl”
A potem do zaprzestania korespondencji z nim. Na osobiste spotkanie z Adm. Salon24.pl bezskutecznie oczekuję od lat, kiedy to zgłosiłem szefowi Platformy hostingowej Igorowi Janke prośbę o powstrzymanie cenzorskich zapędów tzw. Administracji. Przypomniałem o tej prośbie podczas udzielania kolejnych komentarzy na blogu Igora, ale jak dotąd bezskutecznie.
W ostatnim czasie nie przedstawiono mi propozycji mediacji między mną a Premierem Tuskiem. Przystałbym na nią, choć uważam, że pomiędzy skrzywdzonym i krzywdzącym trudno o działania mediacyjne. Niestety Premier Tusk nie odpowiadał na moje wszystkie listy otwarte i nie zaproponował mediatorów, a wreszcie wycofał się z samej procedury debaty obywatelskiej, którą wcześniej jakoby zaakceptował.
Zdarzenie ze stycznia 2010 roku w Polsce miało według mnie wyraźny związek z moim zaangażowaniem w dialog chrześcijańsko-żydowski, o czym świadczyła treść rozmowy z kolegą Robertem, a następnie działania, wypowiedzi i wpisy na blogu autorstwa księdza Lemańskiego, oraz działania i wypowiedzi księdza Sowy.
Pierwowzór
http://www.parafiajasienica.waw.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=849:lkjh&catid=63:blog&Itemid=99
prawdopodobnie jest już niedostępny na stronie parafii w Jasienicy. Zachowałem nawet formę, która mi się nie podoba, ale degustibus non est disputandum, jak mawiają starożytni Rosjanie.
2 tygodnie temu
Wobec kolejnych decyzji mojego biskupa dotyczących mnie i mojego posługiwania we wspólnocie Kościoła, czuję się w obowiązku wyjaśnić, co moim zdaniem stanowi rzeczywiste źródło takiego postępowania Abp. Hosera. CZYTAJ WIĘCEJ
* * tekst pomiędzy gwiazdkami pokazuje sposób przeinaczania tekstu. Zasadniczo starałem się zmieniać tylko pojedyncze wyrazy, w szczególności okreslające uczestników sporu - osoby wskazane przez księdza Lemańskiego zastępować dotyczącymi mnie bohaterami. Niekiedy pasowały nawet daty J. Pod koniec jednak wymiękłem i trochę uogólniłem.
PS
Kolega Robert, żeby nie było wątpliwości – wyjaśniam od razu, bo może ktoś nie wie o co chodzi - zapytał się mnie czy też jestem obrzezany. A do tego jeszcze wyrwał i prawdopodobnie "zaliczył" laskę, którą ja pierwotnie sobie sposobiłem.
http://about.me/piotrs Tu i tam pisuje, jak takom Ochotem czuje, albo cuś mnie obliguje. | "Vi sono momenti, nella Vita, in cui tacere diventa una colpa e parlare diventa un obbligo" - Oriana Fallaci. ________________ np.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości