Jedną z największych grup zawodowych POpierających Tuska byli nauczyciele i jak widzę w okolicy, nadal są.
Za swoją lojalność wobec swojego idola są odpowiednio nagradzani.
Doskonale wiem i mam nadzieję, że Państwo też, jak ciężka jest praca z bezstresowo wychowywanymi dziećmi a jeśli dołączyć czas i wysiłki włożone w pracę po godzinach zajęć u rzetelnych i dobrych nauczycieli, to urasta wręcz do rangi pracy heroicznej.
Za taką rzetelną pracę oraz poparcie dla wcześniejszej i obecnej władzy nauczyciele i dzieci solidnie dostają PO D..IE.
Zacznijmy od przedszkola:
Kiedyś jeszcze minister edukacji niejaki Roman Giertych zastanawiał się nad obniżeniem wieku edukacji i specjaliści orzekli, że w większości 5-latki nie są gotowe do podjęcia edukacji i nie ma sensu zabierać im dzieciństwa (jest powiedzenie: "najwięcej dziecko uczy się na początku życia, dopiero później idzie do szkoły"), więc od reformy odstąpiono.
Pewnego dnia ministerm została wielce oświecona p. Hall, która stwierdziła, że nawet 4-latki nadają się do szkoły i przeprowadziła wspomnianą reformę.
Z mojej dość nikłej wiedzy wynika, że wprowadzono zapis w ustawach, prawdopodobnie tych związanych z wcześniejszą edukacją dzieci i okazało się, że przedszkole zajmuje się edukacją, a ponieważ edukacja powinna być bezpłatna, to mądrzy rodzice zaczęli protestować, że muszą płacić straszne pieniądze w publicznych placówkach.
No dobrze. Samorządy wprowadziły ustawowe 5 godzin darmowej edukacji w przedszkolu i nagle okazało się, że rodzice, którzy zostawiali dzieci od 7.00-16.00 nagle mają z kim zostawić dziecko już o godzinie 12.00, bo jak zostawią na dłużej, to będą musieli zapłacić. Niektórzy rodzice natomiast podchwycili pomysł p. minister Hall i do oddziałów przedszkolnych przy podstawówkach zaczęli posyłać swoje dzieci (o zgrozo) nawet 3-letnie.
WOW! Teraz najlepsze. Samorządy zauważyły, że na przedszkolach bardzo dużo się traci a obiecanej przez premiera subwencji na małe dzieci jak nie było, tak nie ma. Jak rozwiązać problem? Proste. Oddać przedszkole w ręce prywatne.
Jest to niesamowicie korzystny system, bo rodzic za dziecko musi zapłacić a nauczyciel tam jest tańszy, bo nie pracuje na podstawie karty nauczyciela a kodeksu pracy i to samo wynagrodzenie dostaje za 40h pracy tygodniowo w placówce prywatnej, co dostawał za 25h obowiązkowych w placówce państwowej. Do braku ferii i wakacji w odróżnieniu do nauczycieli podstawówek, przedszkolanki są przyzwyczajone.
Zaczepię teraz o kartę nauczyciela:
Ministerstwo Edukacji wpadło na niesamowity pomysł, bo od pewnego czasu stara się zrównać zasady zatrudniania na podstawie Katy nauczyciela (KN) z Kodeksem pracy.
Dodatkowo zamyka się nierentowne publiczne szkoły, lub oddaje się w ręce stowarzyszeń, gdzie nauczyciele pracują na podstawie Kodeksu pracy, jak wspomniaem wcześniej i zamiast 18h w tygodniu, muszą orać 40. (żeby nie było niedomówień, posotała część wg KN, czyli 22h, to czas przeznaczony na przygotowanie się do zajęć sprawdzanie klasówek itp)
Idzie za tym oszczędność pieniędzy oraz ograniczanie liczby etatów, dzięki czemu nauczyciele powinni czuć się wyjątkowo wyróżnieni.
Nowe pomysły Ministerstwa dążą do wydłużenia czasu pracy nauczycieli i zmienienia wielu zasad, w tym uzależnienie wynagrodzenia i czasu pracy od dyrektora i samorządów, co jest równoznaczne z możliwością zrobienia wielkich cięć.
Więc REDUKCJA przez MEN liczby godzin HISTORII, to przy planowanych reformach - pikuś.
Czy planowane i wdrażane zmiany pochwalam, czy potępiam, zostawię dla siebie.
Zmiany niestety mają olbrzymi wpływ na jakość nauczania, rozwój dzieci, bezpieczeństwo dzieci, poziom bezrobocia, oszczędności w samorządach i właściwie na całe społeczeństwo. Niestety mało kto się przejmuje losem tych najmniejszych obywateli.
Ale morał możemy wyciągnąć jeden:
NAUCZYCIELE SAMI NA SIEBIE BICZ UKRĘCILI, a żeby było zabawnie, nadal popierają PO


Komentarze
Pokaż komentarze