Podobno prezes Prawa i Sprawiedliwości doszedł do wniosku, że w trumnie, w sarkofagu na Wawelu, niekoniecznie pochowano jego brata. A jeśli nawet, to nie w całości. To znaczy w całości, ale, jakby to rzec, niektóre części nie pasują do kompletu. Są, jakby, nie z tej układanki. I proszę nie mieć do mnie pretensji o to groteskowo brzmiące zestawienie słów, bo sprawa jest poważna i raczej nie do śmiechu.
Prezes Kaczyński nie wyszczególnił jednak jakie części Lecha Kaczyńskiego nie są Lecha Kaczyńskiego, choć przyznał wprost, że brata w trumnie nie poznawał. Od razu naszło mnie pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakąś katastrofalną pomyłką, czy może akurat prezes Kaczyński wziął coś na nerwy? A wiemy, że brał, bo sam mówił.
Córka Lecha Kaczyńskiego twierdzi, że w trumnie jednak spoczywa jej ojciec i o pomyłce nie może być mowy. Czy można w tej sytuacji domniemywać, że, mimo niewątpliwej tragedii, która ją dotknęła, Marta Kaczyńska, co najwyżej, zażywała Nerwosol? Bo jeśli tak, to wie co mówi. Sporo trzeba by wypić tego specyfiku, żeby nie rozpoznawać własnej rodziny. O zażywaniu czego innego mowy nie było, ale może Marta Kaczyńska jest tylko bardziej wstrzemięźliwa od wuja, tego teraz już nie rozstrzygniemy. Tak czy inaczej, Kaczyńska wyklucza ekshumację, a Kaczyński nie podjął jeszcze w tej sprawie decyzji. Ciekawe co będzie, gdy ją podejmie i będzie to decyzja na tak. Czy wówczas zdemaskuje Martę Kaczyńską, jako uczestniczkę któregoś ze spisków zorganizowanych przez Putina i Tuska, których, jak wiemy, jest cała masa. Spisków, rzecz jasna, bo Putinów i Tusków tylko kilku.
Jak należy rozumieć oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego w osiem miesięcy po uroczystościach pogrzebowych głowy państwa, zachodzą politycy nie tylko z jego otoczenia, przeciwnicy ze sceny politycznej, ale i zupełnie obojętni działacze polityczni, trzymający się z zasady jak najdalej od spisku, spiskowców i teorii spiskowych. Duży zgryz mają z tym problemem politolodzy, którzy starają się dopasować do przypadku Kaczyńskiego jakąś zgrabną, ogólną teorię, wymyśloną na użytek podobnych historii. Mnie się jednak wydaje, że tym razem należałoby dopuścić do głosu specjalistów zupełnie innych nauk, tych bardziej klinicznych i zajmujących się na całkiem poważnie przypadłościami duszy ludzkiej.
Być może sprawa jest zupełnie prosta i nie ma w niej żadnych tajemnic. Specom od geriatrii zapewne znane są nie takie przypadki zdziecinnienia osób w pewnym wieku, przy czym wiek nie jest tu jakimś kryterium rozstrzygającym. Bo jeśli jest inaczej, to jedyne słowo jakie mi się ciśnie na usta to: gówniarstwo. Smok wawelski jest bardziej poważny niż ten cały Kaczyński. Szewczyka Dratewkę rozerwało na strzępy i na tym się bajka skończyła.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)