Kempa, pardon, posłanka Kempa Beata wzbudza, pewnie nie tylko moje, zdziwienie i chyba powinienem być jej wdzięczny, bo jak mnie uczono na filozofii, zdziwienie jest początkiem filozofowania, a w każdym razie powinno być. Zastanawiam się czy o takie zdziwienie mi jednak chodzi. Bo to nie początek filozofowania a raczej początek zdenerwowania i pomruków pod nosem „co ta baba znowu piiiiieeeeeprzy”... No w końcu mogłem podarować sobie tę „Kropkę nad i”, bo przeczuwałem, że tak będzie. Zwyciężyła jednak ciekawość.
Pani Kempa zarzuciła premierowi Tuskowi, że błąd popełnił już na samym początku, gdzieś między 10 a 15 kwietnia. Jej zdaniem stchórzył i teraz może zostać za to rozliczony. Zdaniem posłanki jest również niekonsekwentny, bo jak wynika z jego poniedziałkowej wypowiedzi w „Kropce nad i”, nie wyklucza zwrócenia się o pomoc do niezależnych organów międzynarodowych. I tu Kempa, pardon, pani Kempa Beata z satysfakcją wypomniała premierowi, że sobie pokpiwał gdy wielce poważna - była minister Fotyga, z wielce poważnym - byłym ministrem Macierewiczem, udali się z wielce poważną misją nakłonienia Kongresmenów amerykańskich aby wsparli prace komisji Macierewicza, czyli wyjaśnienie przyczyn katastrofy zgodnie z wysmażoną wcześniej teorią spisku. I na dowód przytoczyła opinię ministra Kwiatkowskiego, że była to misja jak najbardziej słuszna i potrzebna i godna!
Z tymi Stanami to co jakiś czas dzieją się różne, dziwne historie. Rzecznik prasowy w rządzie premiera Mieczysława Franciszka Rakowskiego, Jerzy Urban, co tydzień urządzał taki cyrk dla dziennikarzy rodzimych i obcych mediów, że podrygi Kempy w "Kropce nad i”, pardon, posłanki Kępy Beaty, to to raczej popierdółki przy harcerskim ognisku. Urban niemal z uwielbieniem znęcał się nad rządem prezydenta Ronalda Reagana i jego nieludzką polityką wobec bezdomnych w Nowym Jorku. I w związku z tym rząd Franciszka Rakowskiego postanowił wysłać do Ameryki kontyngent z pomocą, a właściwie ze śpiworami, aby nowojorscy bezdomni poczuli wreszcie, że ktoś się o nich troszczy przed zbliżającą się zimą. A jak wiadomo zimy w Nowym Jorku są śnieżne i chłodne, tak jak te u nas od dwóch lat.
Są jednak pewne różnice między Kępą, pardon, posłanką Kempą Beatą a Jerzym Urbanem, podobnie jak między premierem Mieczyslawem Rakowskim a minister Fotygą i ministrem Macierewiczem razem wziętymi. Chciani czy nie chciani, Urban z Rakowskim byli urzędującymi funkcjonariuszami państwa polskiego i partii, jedynej co prawda, ale jednak. Kempa, Macierewicz i Fotyga są jedynie funkcjonariuszami partii, która nie ma przewagi w Parlamencie, z poparciem spadającym na łeb na szyję, a na dodatek nikt z tą partią nie za bardzo chce mieć do czynienia od czasu jak nie udało się Giertychowi i Lepperowi przeskoczyć progu wyborczego. Istotne jest również to, że Parlament to władza ustawodawcza a nie wykonawcza. A pani Fotyga z panem Macierewiczem mogą sobie jeździć gdzie chcą i z czym chcą. Nikt ich poważnie traktował nie będzie, zwłaszcza tam, gdzie legalizm i legitymacja władzy jest sprawą rudymentalną.
Nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale i Urban i Rakowski mieli jakąś fantazję. Jak robili szopkę, to rzeczywiście miało to jakiś rozmach. Proszę mnie nie posądzać o resentymenty, to oczywiście była gra i to dosyć perfidna. Ani Urban ani Rakowski nie wyróżniali się tu jakoś zdecydowanie. A ten przyciężki, pozbawiony finezji styl Fotygi i Macierewicza, to przekonanie o własnej nieomylności, misji, ten czołgowy sposób bycia Kępy, budzi zwyczajnie znudzenie. Wpisuje się w nurt tradycji Urban-Rakowski, przy czym PRL-owski niesmak jest doznaniem komfortowym w porównaniu z nudą, nijakością i udawaną troską czołowych polityków PiS. Pchają siędo władzy i są przekonani, że jeszcze do niej wrócą?
Boże broń!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)