MAK zakończył pracę. I to definitywnie, a nie tak, jak się nam wydawało: do następnego razu. Możemy mieć z tym problem, bo zawsze byliśmy przyzwyczajeni do stawiania na swoim, a za demokracji to już „nie ma cwaniaka na Polaka”. W oryginale jest „na Warszawiaka”, ale wiadomo o co chodzi... A u Rosjan nie ma demokracji, to znaczy jest, ale fasadowa, czyli jak MAK twierdzi, że koniec, to tak jakby Putin kończył, a Miedwiediew przyklepał. Wiadomo, że koniec, a jak się jednemu raz nie spodobało, to do tej pory w pierdlu siedzi. Co prawda zamknąć wszystkich nas do pierdla się nie da, ale mogłoby się okazać, że to nam bardziej zależy na pojednaniu, albo, że gaz jest dobrem rzadkim i na wyczerpaniu, a rurociągi, zwłaszcza te w kierunku Polski, przerdzewiałe i nie wytrzymują zakontraktowanego ciśnienia.
Sprawa jest o tyle delikatna, że tym razem Rosjanie mają trochę racji. Nie chcą brać na siebie winy, a raport MAK dziwnie przypomina ustalenia śledztwa w sprawie katastrofy Casy. I możemy sobie pomachać szabelką, potupać jedną nogą, drugą nogą, popodskakiwać a nawet wysmażyć kilka zjadliwych audycji w rydzykowych mediach, a i tak nie na wiele się to zda. Media światowe dały wyraz po czyjej są stronie i raczej błyskawiczna reakcja Tuska, Komorowskiego czy Sikorskiego niewiele by tu zmieniła. New York Times zauważa, że „Warszawa będzie niezadowolona” z raportu MAK. Ciekawe skąd tacy przenikliwi? A może znani jesteśmy z pieniactwa i pokrzykiwania, zwłaszcza, że środowiska pro PIS-owskie największym poparciem cieszą się właśnie pośród Polonii amerykańskiej!
Trudno nam przełknąć gorzką pigułkę, bo przywykliśmy myśleć o sobie w kategoriach szlachetno-szeczególnych, w sosie promoetejsko-romantycznym. Nie lubimy, kiedy nam taki prof. Gross wytyka Żydów, albo gen. Anodina - pijanego płk. Błasika, nawet jeśli ten ś.p. Błasik, był tam tylko... przelotem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)