Gdyby żył prof. Józef Tischner musiałby zweryfikować swój dowcip o prawdzie po góralsku. Obok substytutów prawdy takich jak „cała prawda”, „półprawda” i „gówno prawda” musiałaby się znaleźć także PiS-prawda. Ale po kolei…
Prawo i Sprawiedliwość w swojej łaskawości zdecydowała się dopomóc premierowi i złożyła w związku z tym wniosek o odwołanie ministra Klicha, który, zdaniem tej partii, ponosi polityczną współodpowiedzialność za katastrofę smoleńską. W roli „pomocnika pana Bąbelego” wystąpił tym razem poseł Błaszczak, co nie powinno dziwić, bo zgodnie z linią partyjną winy już dawno zostały rozdzielone przez samego prezesa Kaczyńskiego, winni wskazani, pozostała tylko kwestia kary, czy może raczej egzekucji. I w tej roli, jak najbardziej gotowi są wystąpić Błaszczak, Hofman, i inni, a i sam prezes Kaczyński zapewne nie odmówi.
Tenże Kaczyński, z przekonaniem graniczącym z niemal pewnością, stwierdził, podczas dzisiejszej (wtorkowej) konferencji prasowej, że to Moskwa zdecydowała, wbrew woli kontrolerów z wieży smoleńskiej, o tym, żeby sprowadzać na ziemię polski samolot prezydencki, również wbrew woli jego załogi, która broniła się przed tym śmiertelnym zadaniem rękami i nogami, a nawet na siłę. To Moskwa przystawiła propagandowy pistolet do skroni polskich pilotów i potylicy rosyjskich kontrolerów w Smoleńsku, ewentualnie potylicy polskich pilotów i skroni rosyjskich kontrolerów…
Dwie godziny później, podczas konferencji Państwowej Komisji pod przewodnictwem ministra Milera, okazało się, że telefon i owszem był, ale nie z Moskwy tylko z Tweru.
Nie ma wątpliwości, że gdy Kaczyński mówi, że nie ma wątpliwości, to trzeba mieć się na baczności. Chciał obalić „propagandową teorię” o naciskach w kokpicie, propagandową teorią o telefonie z Moskwy, a wyszło jak to zwykle w PiS-ie: Ani śmiesznie, ani prawdziwie, a jeśli już poważnie, to śmiertelnie!


Komentarze
Pokaż komentarze (31)