Wdowa po generale Błasiku walczy o dobre imię swojego męża. Dopomina się np. usunięcia szczegółów z sekcji zwłok ze strony internetowej MAK, czym doprowadziła do reakcji do medialnego zainteresowania prokremlowskiego dziennika Izwiestia. Rosjanie piszą, że generałowa przestraszyła się szczegółów, z których wynika jasno, że Błasik był pod wpływem, przebywał w kabinie pilotów do samego końca i najprawdopodobniej siedział w fotelu drugiego pilota.
Zrozumiałe, że p. Błasikowa na wszelkie sposoby broni męża, jednak ta obrona niewiele ma wspólnego z honorem i prawdą o polskim oficerze. Ukrycie faktu, że był on pod wpływem alkoholu wcale nie przyda mu splendoru. Chyba nic już nie zdoła zmienić brutalnej prawdy o tym człowieku, a i nadszarpniętej opinii o polskim korpusie oficerskim, również. Piewcy honoru żołnierza polskiego powinni sobie uświadomić, że gen. Błasik, udający się na ważne obchody wydarzeń katyńskich, zwyczajnie ciągnął z gwinta. W nosie mam takich oficerów, którzy tylko na pokaz mają honor. Jak można było tak haniebnie się zachować? A teraz obrona honoru ma polegać na ukryciu prawdy?
Sprawa honoru Błasika pokazuje, że nie tylko procedury, wyszkolenie, przygotowanie lotu złożyły się na tragedię smoleńską. Stan morale również pozostawia wiele do życzenia, choć żadna komisja tym tematem akurat się nie zajmie. A od tego wszystko się przecież zaczyna. Pytanie brzmi czy problem dotyczy tylko gen. Błasika, czy jest zjawiskiem powszechnym w całym wojsku?
W tym roku mam taką nadzieję, żaden z oficerów, którzy znajdą się na obchodach w Katyniu, nie będzie dodawał sobie kurażu alkoholem. To nie wypada i jest haniebne wobec tych ludzi, którzy tam zostali zamordowani.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)