Prezes objawił się na Salonie. I to objawił się wykładem o patriotyzmie. Wykład, muszę przyznać, niczego sobie – długi i nudny, bo treści tyle co kot napłakał. Można powiedzieć to jednym zdaniem – co polskie to najlepsze. Idea nienowa, znana od dawna i z powodzeniem stosowana tu i tam w przeszłości. Dziś już straciła swoją nośność, ale... prezes ma zadęcie ideologiczne. Podał swój wykład w sosie patriotycznym.
Ogólnemu zachwytowi nad wydanym przez prezesa oświadczeniem (bo w żaden sposób wpisu tego nie da się nazwać blogiem) brak jakiejkolwiek refleksji. Tylko ochy i achy i powitania w rodzaju „wszelki duch Pana Boga chwali”. Boga nie mieszałbym do tego, bo „doktryna” prezesa jako żywo przypomina niespecjalnie zasłużonego dla Europu i świata pewnego niedoszłego malarza niemieckiego, który naród stawiał ponad wszystko. Skończyło się to źle jakieś sześćdziesiąt sześć lat temu, i już wtedy nijak się miało do zmieniającej się rzeczywistości. A co dopiero dziś, w świecie w którym erozja państwa i narodowości jest zaawansowanym procesem dotykającym społeczności Europy.
„Można ścinać kwiaty ale nie wpłynie to w żaden sposób na przyjście wiosny” jak mawiał Che Guevara. Dziś, kiedy patriotyzm bardziej wiąże się z pojęciem Europejczyk, dęcie w trąby narodowe i supremacja polskości jest nie tylko spóźniona ale i zwyczajnie głupia. I choć geniusz często graniczy z szaleństwem, to w przypadku prezesa to już tylko szaleństwo. Wypada czekać dnia, gdy prezes wyda drukiem pisaną na S24 wykładnię swojej ideologii. Jako swój wkład do tego „dzieła” proponuję tytuł: „Moja walka”!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)