Oświadczenie prof. Władysława Bartoszewskiego o tym, że bardziej bał się podczas wojny Polaków niż Niemców ani mnie nie zaskoczyło, ani tym bardziej nie zdziwiło. Jedynie uświadomiło jeszcze jedną prawdę o nas, gorzką, trudną i niewątpliwie bolesną, ale konieczną i pokazującą, że zaczyna się proces, który czeka nasz naród. To proces dojrzewania, zahamowany przez historyczne czynniki obiektywne. Jak nic w świecie lubimy się pławić w naszej krzywdzie, powoływać się na nasz trudny los, gdy byliśmy zniewalani, podporządkowywani i łamani na wszelkie możliwe sposoby. Przetrwanie wymagało pewnej otoczki, bariery, romantycznej mitologii, etosu, który był swoista kapsułą chroniącą nas przed paskudną rzeczywistością. Stąd głęboko emocjonalna literatura romantyczna wykraczająca poza realność, zrywy narodowe czy państwo podziemne podczas II wojny światowej, będące substytutem, surogatem, przetrwalnikiem, wehikułem czasu, no i cały okres powojenny aż do 1989 r. Wszelka krytyka była więc nie na miejscu, niepatriotyczna, zabójcza, zdradliwa i groźna. Naturalny odruch przetrwania kazał bronić się przed atakami z zewnątrz.
Czasy się jednak zmieniły, mentalność przetrwania pozostała. Jeszcze niedawno słowa prof. Bartoszewskiego byłyby nie do zaakceptowania. Dziś to już nie jest zdrada. Sytuacja uległa diametralnej zmianie. Co kiedyś pozwalało przetrwać narodowi, teraz jest zwyczajnym przejawem opóźnienia. Tkwienie w przeświadczeniu, że Polacy w czasie wojny byli tylko dobrzy to mit, truizm i stereotyp, podobnie jak przeświadczenie, że Niemcy byli tylko źli. Oburzenie, że prof. Bartoszewski swoją diagnozę specyfiki narodu polskiego przeprowadza w niemieckim „Die Welt” to przejaw pokrętnej logiki, zgodnie z którą Niemiec to wróg, a w związku z tym zawsze trzeba przed nim prężyć muskuły. Warto jednak pamiętać, że Niemcy swoją bolesną metamorfozę mają dawno za sobą. My cały czas tkwimy w epopei romantyczno-narodowej i nie ma większego znaczenia czyja była racja. Nas czeka nie mniej bolesny proces „deromatyzacji”. Proces ten pozwoli nam spojrzeć na siebie bez kompleksów, z całym odium zalet ale i wad. Nic tak dobrze nie robi jak prawda. To ona pozwala zostawić przeszłość za sobą.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)