Czy macie Państwo wrażenie, że postać Lecha Kaczyńskiego nie podlega krytyce? To znaczy podlega, ale wszelki jej przejaw jest sprowadzany zawsze do tego samego mianownika, że to brudna, odrażająca „gra polityczna mająca szkalować dobre imię świętej pamięci Prezydenta Rzeczpospolitej, mojego brata”. Oto ostatnio Kancelaria Prezydenta Komorowskiego rozpoczęła audyt w związku z niejasnymi decyzjami Prezydenta Kaczyńskiego o ułaskawieniu osoby powiązanej układami biznesowymi, cokolwiek to miałoby oznaczać, z osobą z jego najbliższego otoczenia, a konkretnie z jego zięciem Marcinem Dubienieckim. Jaki ten zięć jest każdy widzi. Sam zadbał o zainteresowanie mediów, które skutecznie do siebie zniechęcił, czy nawet zraził. Sytuacja cokolwiek dwuznaczna, jak ta w Związku Snowbordowym, gdzie czołowe pozycje w zawodach pozajmowały dzieci sędziów zawodów i prezesów. Choćby nie wiem jak by było uczciwie to i tak śmierdzi. Podobnie tu. To rodzinie Kaczyńskich powinno zależeć na wyjaśnieniu sprawy.
Trudno Dubienieckiemu odmówić sprytu. Jego mentalność doskonale wpisała się w mentalność zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. Jego retoryka jest retoryką PiS-owską, zwłaszcza w obszarze pomnikowego mitu, budowanego wokół osoby tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego, od niemal roku. Dla Dubienieckiego audyt Kancelarii Komorowskiego to czysta gra polityczna, skierowana przeciw Lechowi Kaczyńskiemu i jego dobremu imieniu, w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej, ale także mająca na celu skompromitowanie Jarosława Kaczyńskiego. Pan Dubieniecki wyraźnie nie pamięta swoich niedawnych deklaracji, że może on sobie prowadzić kancelarię adwokacką z kim chce, nie wyłączając mafiozów, bandytów i prostytutek. O... zapędziłem się. O prostytutkach nie było mowy...
Otoczenie Jarosława Kaczyńskiego, a do niego zalicza się „mecenas” Dubieniecki, czy Kaczyński tego chce, czy nie, znalazło sobie doskonałą retoryczną formułę-tarczę, chroniącą przed każdą krytyką, a nie tylko pomówieniami, zbudowaną na starej i prostej regule, znamionującej każdy przejaw totalitaryzmu –„ kto nie jest z nami jest przeciw nam”. I oto: Dubieniecki mówi dziennikarzowi bez ogródek – „odpier... się pan”- jest wszystko w porządku. Ale wypominanie tego panu Dubienieckiemu nie jest w porządku, bo przecież tu nie chodzi o ten prosty i dosadny, rubaszny, staropolski zwrot „odpier... się pan”, ale o pohańbienie imienia „prezydenta tysiąclecia” i jego brata też. W zasadzie wszystko da się sprowadzić do tej formuły. To niezwykle wygodne. Czy widzicie Państwo analogię ze wspomnianą aferą w Związku Snowbordowym wokół zawodniczki, której trener powiedział: „jedź piz... do domu”, albo jakoś tak?
Zapewne nie tylko ja, ale wiele osób myśli o tym jak uczcić zmarłych w katastrofie smoleńskiej w pierwszą rocznicę tego wydarzenia. PiS zawłaszczył sobie pamięć o tej tragedii. Udział w obchodach może zostać wykorzystany przez PR-owców tej partii do „podreperowania” statystyk poparcia, zgodnie ze wspomnianą zasadą – „kto nie jest z nami jest przeciw nam”. Postawienie znaku równości między poparciem dla PiS a udziałem w obchodach katastrofy smoleńskiej nie jest wcale takie nierealne i zupełnie do pomyślenia w rzeczywistości kreowanej przez Jarosława Kaczyńskiego. Sytuacja zgoła to dziwna, tym bardziej, że oprócz Kaczyńskich na pokładzie było wiele innych osób reprezentujących cały wachlarz polskiej sceny politycznej. PiS nie od dziś gra trumnami, nie powinno być niespodzianką , że 10 kwietnia zagra nimi również.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)