Władysław Bartoszewski pojechał do Niemiec prowadzić rozmowy z Merkel. Jeszcze przed wyjazdem powiedział: Udział Eryki Steinbach w budowie w Berlinie placówki poświęconej przesiedleniom Niemców byłby „grubą, polityczną nieprzyzwoitością” i wywołałby poważne skutki w relacjach polsko-niemieckich.
W niemieckiej polityce wszystko idzie jak w zegarku. Oto Niemcy wychowali sobie Władysława Bartoszewskiego, który jedną noga stoi po stronie Żydów, drogą po stronie Niemców. Oto kawaler złotego medalu im. Gustava Stresemanna - klinicznego polakożercy – przedstawiciel polskiego rządu, Władysław Bartoszewski, jedzie do Berlina bronić polskiej racji stanu. A rzecz jest zbyt poważna, aby zajął się nią człowiek, który zebrał chyba wszystkie możliwe niemieckie nagrody. Nie bez przyczyny w kręgach niemieckich polityków, poza kamerami i mikrofonanmi dziennikarzy, z pogardą nazywa się tego ministra premiera Tuska „Preisjäger” (łowcą nagród). Człowiek, który wciąż odrywa kupony od wojennej karty i potrafiący robić wokół siebie niezły show, aby tak w istocie nie zrobić nic.
Nie sądzę, aby Władysław Bartoszewski nie wiedział, kim był i jak złą rolę w stosunku do Polski odegrał Gustav Stresemenn, a mimo wszystko przyjął pozłacaną blaszkę od tych, którzy 90 lat późiej ani na jotę nie odstąpili od planów nakreślonych przez Stresemanna. Ten - obrazowo mówiąc - w swoich bezczelnych żądaniach wobec II Rzeczypospolitej przebił nawet Adolfa Hitlera. Hitler zażądał korytarza. Stresemen przebił go pod tym względem. Nie tylko, że był autorem tzw. wojny celnej obliczonej na wyniszczenie młodego państwa polskiego, to jeszcze kategorycznie żądał oddania Górnego Śląska. Był autorem izolacji Polski w Locarno. Historycy różnej narodowości zgadzają się z tezą, że Stresemann utorował drogę Hitlerowi. Jako minister spraw zagranicznych prowadził agresywną i wrogą politykę wobec Polski. Za Locarno - jako współtwórca - razem ze swoim francuskim kolegą otrzymał nagrodę pokojową Nobla. Czy 14 lat później, jesienią 1940 roku Komitet Noblowski też wręczyłby nagrodę Gustawovi Stresemannowi? Osobiście wątpię. A w 1945 roku? Tutaj mam już pewność, że nagrody dla Stresemanna byłuby przysłowiowe nici.
A zatem, co takiego może się jeszcze stać, aby Władysław Bartoszewski, rozmawiając z Angelą Merkel stanął po stronie polskich, a nie niemieckich interesów?
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8



Komentarze
Pokaż komentarze