Dziś już niewielu ma wątpliwości, co do rzeczywistych powodów ataków na ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę: Korporacja prawnicza, a szczególnie ta jej najbardziej agresywna część, wywodząca się jeszcze z PRL-owskich układów, która dzisiaj nadaje ton „bractwu ludzi w togach”, poczuła się zagrożona. Po odwołaniu „swojego człowieka” czyli Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który do końca swego urzędowania nie zapomniał, że jest adwokatem i musi być blisko tych, którzy mają pieniądze, i szerokim łukiem omijać tych, którzy pieniędzy nie mają ( jedna z niepisanych zasad działania funkcjonariuszy korporacji) pojawił się… Andrzej Czuma. Były opozycjonista serce do walki może i miał wielkie, ale zapomniał starej zasady konspiracyjnej, że milczenie jest złotem. Odsłonił się. Kilka niepotrzebnych słów na temat działań polskich służb w Pakistanie, ściągnięcie do resortu syna, który okazał się - jak donoszą media - małym despotą. Ściągnięto też kolegę Czumówny, który miał zostać rzecznikiem prasowym ministerstwa sprawiedliwości, ale nie został, bo zrezygnował. No i ta sprawa z amerykańskimi długami. Dużo tego. Dlatego wielu zastanawia się czy to przypadek, że w tak krótkim czasie dzięki prasie i ludziom z Ameryki udało się ściągnąć tak wiele nieprzychylnych ministrowi casusów.
Ktoś zapytałby czy to przypadek? Trzeba sobie postawić pytanie, jak wielkie jest to środowisko, które może przyczyniać się do zmiany ministrów w resorcie sprawiedliwości? Jednakże sprawa ma też i inną stronę. Nie kto inny tylko premier Donald Tusk przekonał się w bardzo bolesny sposób, jak groźnego ma przed sobą przeciwnika. To nie prawda, że korporacja będzie mu ustępować, bo on jest szefem Platformy Obywatelskiej. Każdy, ktokolwiek by to nie był, nieważne czy to PiS, Platforma czy SLD, każdy kto stanie na drodze korporacji, musi mieć kłopoty. A ewentualnie nieposłuszni ministrowie mogą mieć duże kłopoty. Popatrzmy na przykład Zbigniewa Ziobro. Jaka zgodność środowiska prawniczego w niszczeniu tego polityka PiS! Jaka dokładność, celność działań, precyzja szwajcarskiego zegarka, siła pneumatycznego młota. Tylko, jak na razie efektów brak. Ale swoje towarzystwo robi.
Donald Tusk, dopiero teraz może przekonać się, z jakim oporem materii musiał się zmagać przez dwa lata Jarosław Kaczyński i poszczególne rządy PiS. Może te ostatnie niezwykle bolesne wydarzenia skłonią fanatycznych wyznawców Platformy Obywatelskiej do przemyśleń i zmiany działań. Dzisiaj niektórzy młodzi dziennikarze mają pretensję do Jarosława Kaczyńskiego, że ten zmienił metody działania, „ale nie zmienił poglądów”.
Nieśmiało przypominam modnemu redaktorowi, że jedyne i oczywiście słuszne poglądy obowiązywały wszystkich obywateli z obozu socjalistycznego przez okrągłe 50 lat. Przypominam red. Morozowskiemu, że jego pomysł na jednomyślność poglądową już realizowano. Z marnym skutkiem.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8



Komentarze
Pokaż komentarze