„PiS uderzy w Hübner” zagrzmiał tytuł artykułu w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”, bohatersko obnażając wrogie knowania Prawa i Sprawiedliwości przeciwko warszawskiej twarzy PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Swoją drogą wymarzony kontrkandydat PiS.
Przyjmując poetykę tytułu tekstu gazety Adama Michnika trzeba jasno powiedzieć: PiS to nie niszczący huragan, a Danuta Hübner to nie Nowy Orlean, w który ma ten huragan uderzyć.
Cóż powiedzieć? Trawestując słynne powiedzenia Bronisława Komorowskiego: Jaka partia, tacy kandydaci!
„Gazeta Wyborcza”, ale także i szereg ludzi Platformy Obywatelskiej, jakoś aż dotąd nie może otrząsnąć się z oparów filozofii Lecha Wałęsy. Według niego „teczki” i „haki” stanowiły zasadnicze zręby myślenia o istocie funkcjonowania państwa. Dzisiaj już z całą pewnością wiemy skąd pochodziło owo filozoficzne tchnienie b. prezydenta. Jeśli na Lecha Wałęsę można spojrzeć z przymrużeniem oka, to już na „Gazetę Wyborczą” i „cyngli” Michnika tak spoglądać żadną miarą nie można.
Imputowanie Prawu i Sprawiedliwości obsesji wobec lewicowego pochodzenia i takich samych poglądów Danuty Hübner jest nierozumne. Każdy może przeczytać obszerne wypowiedzi pani komisarz oraz inne materiały dotyczące jej osoby i działalności politycznej, aby wyrobić sobie zdanie o Danucie Hübner. Każdy czytający, jeśli zada sobie nawet niewielką ilość trudu, potrafi osadzić tę panią w określonym obszarze politycznym, może zadać sobie szereg pytań, szczególnie z grupy „dlaczego?”. Każdy może zapytać, ile zrobiła dla Polski, ile dla UE”.
Każdy może dowiedzieć się, jak bardzo gładko przebiegała jej kariera naukowa czy polityczna. Czy też skąd i dlaczego dosięgało ją to szczęście, jak choćby bycie stypendystką madryckiej Universidad Autonoma w latach ’70. Albo gdy w latach 1988-1990 odbywała staż w ramach stypendium Fulbrighta na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Każdy, jeszcze niedawno, mógł obserwować Danutę Hübner, jak dzielnie - niczym giermek, stała przy Leszku Millerze, gdy trwały niechlujnie prowadzone na kolanach negocjacje przedakcesyjne.
Aby dowiedzieć się o tych faktach nie potrzeba teczek, wystarczy archiwum i komputer. No tak! I kto by pomyślał! „Gazeta Wyborcza” jest coraz bardziej staroświecka: wciąż tylko o teczkach… Takie muzeum osobliwości teczkowej!
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8



Komentarze
Pokaż komentarze (4)