Moj kolega z biura uraczyl mnie dzis nastepujaca anegdota z czasow studenckich.
Impreza. Wodeczka sie leje. Jeden z biesiadnikow, przesadziwszy z iloscia wypitego alkoholu ulozyl sie na podlodze i zasnal. Traf chcial, ze podloga byla drewniana - kompani skrupulatnie przybili nieszczesnika do podloza tak, ze nie mogl sie ruszyc. Nad ranem rozlegl sie ryk: "¤#%&¤, jestem sparalizowany: slysze, widze ale nie moge ruszyc noga ani reka!"
I ktoz powiedzial, ze Finowie nie maja poczucia humoru.


Komentarze
Pokaż komentarze