Uff! PIT poddał się w trzeciej rundzie :) Jeszcze tylko popołudniowy spacerek na pocztę i będzie po bólu...
Bardzo dziękuję za życzliwe komentarze do mojego debiutanckiego wpisu! Przepraszam, że nie odniosę się do nich bezpośrednio, ale będę starał się podejmować niektóre ciekawe wątki - zwłaszcza teologiczne - w kolejnych wpisach na moim blogu.
Azraela interesują kwestie instytucjonalne, więc na początek coś z pogranicza instytucji i duchowości - celibat w Kościele katolickim. Z informacji podanych przez ks. Gianpaolo Salviniego, redaktora naczelnego jezuickiego tygodnika "La Civilta Cattolica", od czasu Soboru Watykańskiego II szeregi kapłańskie opuściło ponad 69 tys. księży, z czego ponad 11 tys. powróciło do stanu duchownego. Większość z tych, którzy odeszli założyła rodziny, zatem obecnie na świecie żyje prawie 60 tys. żonatych eksksięży. Ponadto niektórzy spośród tych 11 tys. "nawróconych" sprawują swoją posługę duszpasterską w Kościele, również pozostając w związku z kobietą. Te 60 tys. wobec ponad 400 tys. czynnych obecnie kapłanów, to odsetek znaczący, właśnie owe tytułowe kilkanaście procent.
Co wynika z tego suchego, statystycznego zestawienia? Problemy z celibatem są przyczyną większości dramatycznych decyzji o porzuceniu stanu kapłańskiego. Czy to tylko przejaw ludzkiej słabości, braku wiary lub kryzysu posoborowego Kościoła? Nie sądzę. Dobrowolna wstrzemięźliwość seksualna zawsze stanowiła problem wśród duchowieństwa. Mimo, że postulowano ją już na Soborze Nicejskim, przez kolejne stulecia nie brakowało żonatych biskupów, a nawet papieży. Dopiero wielka reforma Kościoła podjęta w XI wieku przez papieża Grzegorza VII, wprowadziła celibat jako jedyną formę życia duchownych w Europie łacińskiej (w Polsce prawo obowiązujące dopiero od 1197 roku). To oczywiście nadal nie przeszkadzało wielu księżom i biskupom w zawieraniu intymnych znajomości z "córkami Ewy", choć już w formie konkubinatu, a nie legalnego związku małżeńskiego. Inną drogą poszły Kościoły Wschodnie, gdzie celibat zarezerwowano jedynie dla mnichów, a pośrednio również biskupów, którzy w większości przypadków rekrutują się właśnie z grona zakonników. Protestanci i starokatolicy jak wiadomo dopuszczają celibat jako dobrowolny wybór (powszechny zwłaszcza wśród ewangelickich diakonis), ale w praktyce większość duchownych tamtych wyznań, z biskupami na czele żyje w związkach małżeńskich.
Kościół katolicki nie wypracował przekonującego teologicznego uzasadnienia celibatu, powołując się na ogół na przykład Chrystusa i słynny ustęp z 1 Listu św. Pawła do Koryntian, gdzie apostoł porównuje człowieka bezżennego troszczącego się o sprawy Boże z człowiekiem żonatym, zabiegającym o względy swej małżonki (1 Kor, 7,7-7,32). Oba argumenty za celibatem można stosunkowo łatwo podważyć - Chrystus wybrał wszak na apostołów żonatych mężczyzn (bodajże za wyjątkiem Jana), a Paweł w innym liście (do Tymoteusza) pisał o biskupie jako mężu jednej żony (czyżby to oznaczało, że w czasach apostolskich nie brakowało biskupów poligamistów??!). Ponadto wątpliwość budzi popularne w Kościele uzasadnienie celibatu, jako wyższej, lepszej formy życia duchowego, podczas gdy ten sam Kościół stwierdza oficjalnie, że kapłański i zakonny ślub czystości stoi niżej w hierarchii darów duchowych niż sakrament małżeństwa. Tyle oficjalne dokumenty, jaka jest praktyka, wszyscy wiemy...
Powszechny celibat duchownych - uzasadniony jedynie w przypadku wspólnot zakonnych, oraz jako dobrowolny indywidualny wybór - pozostaje przede wszystkim środkiem dyscyplinującym duchowieństwo i ułatwiającym zarządzanie instytucją Kościoła, co nie dziwi biorąc pod uwagę przyczyny jakie stały za jego wprowadzeniem w XI wieku. Celibat odpowiedzialny jest również za kształtowanie się specyficznej, klerykalnej tożsamości duchowieństwa, które tym samym staje się wbrew nauce Ewangelii autonomicznym stanem społecznym. Wydaje się, że delikatne rozluźnienie reguł, umożliwiające sprawowanie posługi kapłańskiej żonatym mężczyznom - o kobietach innym razem :) - pozwoliłoby katolikom lepiej i głębiej przeżywać prawdę o tym, że wszyscy bez różnicy jesteśmy Ludem Bożym. Zniesienie celibatu nie będzie natomiast środkiem zaradczym na kryzys powołań, o czym świadczą problemy z powołaniami również w Kościołach protestanckich i prawosławnym. Szczególnie potrzebne jest to jednak w Kościele katolickim w Polsce, gdzie klerykalizacja duchowieństwa prowadzi do powiększania przepaści między prezbiterami i tzw. świeckimi. Co ciekawe proces klerykalizacji w Polsce dotyczy nie tylko księży, ale także owych świeckich, co szczególnie dobitnie pokazuje niepokojący fenomen wspólnoty powstałej wokół Radia Maryja.
Wszystkie powyższe utyskiwania katolickiego apostaty nie mają jednak większego znaczenia wobec nieuchronnych przemian w Kościele, które - jestem przekonany - w ciągu najbliższych kilkunastu lat doprowadzą przynajmniej do częściowego ograniczenia celibatu, a z czasem do zniesienia go jako bezwględnej normy. Sądzę, że jedynym "spowalniaczem" tego procesu jest lęk przed rozłamem w Kościele katolickim, do jakiego nieuchronnie doszłoby w takiej sytuacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)