Nie wiem, czy powinienem pisać dalej. Nie chcę nikogo obrażać, a niestety coraz częściej odnotowuję zdarzenia, o których mogę pisać jedynie używając mocnych słów. Prawdopodobnie przyczyną tego jest moja sytuacja osobista - zbyt mało czasu minęło od mojego aktu konwersji i nie potrafię znaleźć dystansu do wielu spraw. Zagubiony i poraniony człowiek nie powinien pisać o Kościele, który porzucił, gdyż niepotrzebnie będzie rozdrapywał stare rany i ranił dawnych współbraci. Dlatego utwierdzam się w przekonaniu, że powinienem zrezygnować z pisania na tym blogu. Jeszcze nie podjąłem jednak ostatecznej decyzji.
Niedawno sięgnąłem po Gościa Niedzielnego (numer 23/07) i lektura felietonu red. Franciszka Kucharczaka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie powinienem oglądać się za siebie jak żona Lota. Dawno nie czytałem takiego steku bzdur!!! Ajatollah Kucharczak był łaskaw wypowiedzieć się krytycznie na temat koncepcji "Kościoła otwartego", oczywiście nie rozumiejąc ni w ząb na czym ona polega (wg niego na wpuszczaniu do Kościoła jego wrogów...). Ale najlepsze jest takie oto stwierdzenie ajatollaha Kucharczaka: "Kościół nie jest i nigdy nie był miejscem dla zbłąkanych. Kościół jest dla tych, którzy już znaleźli."
Ręce opadają!!! Przecież taka opinia stoi w sprzeczności z duchem Ewangelii, który rozumiem że jest obcy niektórym katolikom mającym formację duchową bliską ajatollahowi z Gościa Niedzielnego. Jednak nawet biorąc pod uwagę kołtuństwo Kucharczaka dziwi, że prezentuje on poglądy sprzeczne z nauczaniem ubóstwionego Jana Pawła II, który pisał wszak, że to "człowiek jest drogą Kościoła". Ale czemu sie dziwię? Ajatollah zaprezentował przecież postawę typową dla wielu katolików - postawę pełną pychy i poczucia wyższości. A niech brnie dalej w te swoje urojenia. Jeśli Kościół w Polsce pójdzie drogą krzyżowca z Gościa Niedzielnego, niebawem jego granice będa sięgać niedaleko poza obręb działki przy ul Żwirki i Wigury w Toruniu...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)