W moim poprzednim wpisie na blogu postawiłem pytanie związane z wczorajszą tragedią w Alpach, które ze względu na kontekst w jakim zostało umieszczone, Czytelnicy odebrali jako ironiczne. Nie miałem takiego zamiaru (choć niepotrzebnie ironizowałem na temat kultu maryjnego, ot taka heretycka słabostka), pytałem jak najbardziej poważnie, dlatego postanowiłem postawić ten problem raz jeszcze w osobnym tekście. A zatem, nieco upraszczając:
Czy Bóg tak chciał?
Jak wypadek polskiego autokaru wiozącego pielgrzymów z sanktuarium maryjnego, interpretować w kategoriach religijnych? Odwieczne pytanie - unde malum? Skąd zło? Dlaczego to spotkało akurat pielgrzymów z arcykatolickiej Polski, której królową jest Matka Boska Jasnogórska, podczas gdy w ostatnich miesiącach przejechały tam dziesiątki autokarów z innych, bardziej zlaicyzowanych państw europejskich? Czy Bóg jest bezsilny wobec takich tragedii? I jeszcze większych, jak zagłada milionów ludzi w Darfurze, trzęsienie ziemi w mieście Bam w Boże Narodzenie 2003 roku (35 tys. ofiar), tsunami w Azji Płd.-Wsch. w Boże Narodzenie następnego roku (300 tys. ofiar)? Wszędzie tam byli ludzie, którzy prosili Go o ocalenie. A może On nie wysłuchuje naszych modlitw? A może w ogóle Go nie ma?
Wiem, wiem - zaraz odezwą się dyżurni rzecznicy Wszechmogącego z informacją, że "niezbadane są wyroki Boskie". Jakie wyroki? Czy miłosierny Bóg chciał, aby czciciele Żydowskiej kobiety, która 2 tys. lat temu urodziła Jego Syna, spłonęli żywcem w rozbitym autokarze? Ktoś powie - to robota diabła. W takim razie dlaczego Bóg nie powstrzymał szatańskiej mocy? Czyżby był wobec niej bezsilny? Zresztą takie myślenie to manicheizm potępiony przez papieży, zatem Polak-katolik musi szukać innego wytłumaczenia. A ja, parszywy odstępca (tak mnie niedawno określił pewien czciciel MB)? Jak mam to sobie wytłumaczyć? Te interpretacje, które są najbardziej logiczne, dla mnie jako chrześcijanina są nie do przyjęcia, musiałbym wyrzec się mojej wiary. Pierwsza - Boga nie ma. Druga - jest, ale nie może lub nie chce ochronić nas przed złem. Jest jeszcze tradycyjny argument chrześcijańskich apologetów - Bóg współcierpi z pielgrzymami i ich bliskimi w ukrzyżowanym Chrystusie. Takie myślenie, taka wiara jest mi bliższa, ale problem pozostaje - skoro Bóg współcierpi ale nie działa, dlaczego mamy w naszych modlitwach prosić Go o cokolwiek? Przecież i tak nie może ich wysłuchać. Może "tylko" współcierpieć...


Komentarze
Pokaż komentarze (61)