76 obserwujących
263 notki
207k odsłon
  557   0

Głasnost’ w Priwislanskim Kraju

Strzeż tajemnicy państwowej

Rządowa nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej, to zalegalizowanie tylnymi drzwiami „tarczy antykorupcyjnej”.


I. Witamy w erze głasnosti.

Siedzę i płaczę. Normalnie, pozbierać się nie mogę. Oto rząd w swym niewypowiedzianym okrucieństwie postanowił pozbawić obywateli nielicznych chwil niewymuszonej radości, w rodzaju niezapomnianego inwestora z Kataru, ściąganego na ratunek naszym stoczniom za pomocą innowacyjnego i wielce postępowego narzędzia, jakim jest wyszukiwarka internetowa. Nie dowiemy się już o tego typu uciesznych mecyjach, o tych mniej uciesznych zresztą też nie.

Wszystko to za sprawą skierowanego właśnie do Sejmu, a przyjętego niedawno przez rząd Umiłowanego Premiera Donalda Tuska, projektu nowelizacjiustawy o dostępie do informacji publicznej oraz niektórych innych ustaw, o czym proudly zawiadamia w swym komunikacie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W wyniku tejże nowelizacji powstanie „centralne repozytorium informacji publicznych - nowy tryb dostępu do informacji publicznej i jej ponownego wykorzystywania” (cyt. za komunikatem MSWiA).

No i pięknie. Wszystkie ważne informacje publiczne zgromadzone w jednym miejscu, na dodatek jest to wypełnienie sensownej akurat (przypadkiem?) unijnej dyrektywy (2003/98/WE), którą mieliśmy zaimplementować do krajowego prawodawstwa już w 2005 roku. Obecnie pozostajemy jedynym krajem UE, który jeszcze unijnego rozwiązania nie wdrożył, choć ostrzeżenie od Komisji Europejskiej przyszło już w 2008 roku ( za „Polska The Times”).

Nasz nie-rząd, tak skądinąd spolegliwy wobec euro-czynników, jednak wyraźnie się nie spieszył i nawet nie zwalał winy na Kaczyńskiego, że nie przyjął dyrektywy, kiedy był przez dwa lata u władzy. Ale teraz nagle wziął się i będzie wprowadzał. Ba, wprowadzał będzie radykalnie, zdecydowanie, że tak powiem, tnąc do kości. Skąd ten nagły przypływ pracowitości? Ano stąd, że obecna „waadza” liczy na drugą kadencję, w której to kadencji ma się dokonać wyprzedaż ostatnich sreber rodowych. Licytacja owych sreber zaś ma nie tylko odwlec w czasie krach finansów publicznych, ale również sprzedawane dobra – ma się rozumieć – nie mogą trafić w przypadkowe ręce...

II. Ujawnienie przez utajnienie – cz.1.

Cóż, pozwoliłem sobie na porcyjkę zgryźliwości, ale to dlatego, moi mili, iż wyjątkowo mu „nie leżącą”, unijną dyrektywę, nasz nie-rząd postanowił wprowadzić w typowy dla siebie, krętacki sposób. Jest to mianowicie metoda, którą nazwałbym „ujawnieniem przez utajnienie”. Z jednej strony czytamy bowiem:

„Co do zasady, każdemu będzie przysługiwać prawo do ponownego wykorzystywania informacji publicznej – bez ograniczeń i bezpłatnie. Jeśli jednak przygotowanie informacji do ponownego wykorzystywania będzie wymagało poniesienia dodatkowych kosztów, trzeba będzie zapłacić za jej udostępnienie.”

oraz:

„Każda informacja publiczna ma podlegać udostępnieniu i ponownemu wykorzystywaniu na zasadach: przejrzystości, niedyskryminacji i niewyłączności.”

No i okej. Głasnost’ pełną gębą, prawie jak za Gorbaczowa. Petent otrzyma informacje, jeśli to będzie wymagało ze strony repozytorium dodatkowych kosztów, to zapłaci, wszystko jasne.

Ale co czytamy z drugiej strony? Ano takie kwiatki:

„Zasób informacyjny oraz podmioty obowiązane do jego przekazania do centralnego repozytorium określi w drodze rozporządzenia premier.”

Czyli to premier Tusk będzie arbitralnie ustalał aktem prawnym niższego rzędu (rozporządzenie) jakie informacje znajdą się w repozytorium. Tu muszę poczynić małą dygresję i przypomnieć pewien proces ciągnący się, jak to u nas, niczym glut z nosa.

III. Pokłosie procesu o „tarczę antykorupcyjną”.

Otóż kilka tygodni temu rząd ostatecznie przegrał proces o ujawnienie informacji dotyczących tzw. „tarczy antykorupcyjnej”. Sprawę skierowała do sądu organizacja pozarządowa – Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich należąca do Antykorupcyjnej Koalicji Organizacji Pozarządowych. Chodziło o udostępnienie przez rząd informacji (protokołu) na temat posiedzenia kolegium d/s służb specjalnych, które odbyło się 8 maja 2008 roku, na którym to posiedzeniu Donald Tusk wydał polecenie stworzenia „tarczy antykorupcyjnej” mającej „osłonić” najważniejsze zamówienia publiczne, kluczowe prywatyzacje, przetargi (m.in. dotyczące „Orlików”) i budowę Stadionu Narodowego. „Tarczę” miały stworzyć ABW, CBA i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Rychło powstały wątpliwości, czy owa „tarcza” nie jest aby de facto sposobem na utajnienie różnych machlojek, których strzec mają połączone siły służb specjalnych Organizacjom pozarządowym Kancelaria Premiera odmówiła dostępu do protokołu z posiedzenia kolegium, gdyż ten opatrzony został klauzulą „tajne”, a takową klauzulę może zdjąć z dokumentu jedynie premier. Premier zaś, jak łatwo się domyślić, nie miał takiej „woli politycznej”.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale