76 obserwujących
263 notki
207k odsłon
  1076   0

Klecha kontra kardynał

http://www.niepoprawni.pl/files/images/Isakowicz-Zaleski_Dziwisz1.jpg

„(...) była to szczera i uczciwa rozmowa, ta droga, którą obrał Kościół, czyli rozmowa, jest bardzo pozytywna” - ks. Isakowicz-Zaleski.


 

I. Nieoczekiwany skutek

Z niejakim zdziwieniem odnotowałem, iż rozpętane przez Dyktaturę Matołów palikociarsko-urbanoidalne z ducha, antyklerykalne emocje, przyniosły pewien pozytywny choć zgoła nieoczekiwany skutek. Mam na myśli wyjątkowo łagodne potraktowanie przez krakowską kurię i kardynała Dziwisza ks. Isakowicza-Zaleskiego po opublikowaniu przezeń wspólnie ze znanym talibem i fundamentalistą Tomaszem Terlikowskim wywiadu-rzeki „Chodzi mi tylko o prawdę”, zawierającego słynne fragmenty o homoseksualnym lobby w Kościele.

Jestem przekonany, że jeszcze rok temu dostojny hierarcha przeczołgałby niepokornego kapłana, tak jak uczynił to przy okazji publikacji „Księży wobec bezpieki...”, jeśli nie surowiej. Dufny w sojusz „kościoła łagiewnickiego” z rządowym tronem, cementowany pokazowymi rekolekcjami i związkami personalnymi na linii kuria - partia rządząca, nie zawahałby się sięgnąć po którąś z wachlarza kanonicznych sankcji. Oczywistością jawiłaby się kardynałowi konieczność uciszenia jątrzącego klechy, który uporczywie odmawiając przyjęcia do wiadomości różnych mądrości etapu, niepomiernie drażni swą niewczesną bezkompromisowością nie tylko Dyktaturę Matołów, lecz cały obóz beneficjentów i utrwalaczy III RP wraz z jego duchowo-intelektualnymi przybudówkami w rodzaju krakówkowego środowiska „otwartych katolików” zwasalizowanego doktrynalnie przez „Wyborczą”, a siedzącego po części wraz z „Tygodnikiem Powszechnym” w kieszeni ITI.

II.„Nastawaj w porę, nie w porę”

Na tym lista przewinień bezczelnego księżula się rzecz jasna nie kończy, albowiem przejawia on irytujący brak cnoty roztropności nakazującej szacunek wobec dominującego kultu Świętego Spokoju, który to obrządek niepomiernie poszerzył obszar swego oddziaływania za szczęśliwych czasów panowania prymasa Józefa Kowalczyka (kontakt informacyjny „Cappino”). Na skutek owego nieszczęsnego defektu charakterologicznego ks. Isakowicz-Zaleski zwykł wyskakiwać z różnymi niewczesnymi opiniami i zarzutami dotyczącymi kondycji polskiego kościoła nie mając przy tym względu na swą macierzystą, krakowską archidiecezję. „Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd (...)” - powiada Pismo w 2 Liście do Tymoteusza, więc ksiądz Tadeusz jak ten głupi „głosi” i „nastaje”, nie bacząc, iż zaraz, w tym samym Liście, pada przestroga „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli.”

Nie dziwota więc, że przy takim podejściu niekumaty ksiądz wyhodował sobie liczne grono zaprzysięgłych wrogów wśród poirytowanych jego działalnością wpływowych kurialistów o „świerzbiących uszach”, którzy „namnożyli sobie nauczycieli” rekrutowanych bądź to ze stronnictwa Świętego Spokoju, bądź to między postępowymi cadykami salonowszczyzny spod znaku „grubej kreski”. Patronów zaś upatrywali pośród świeżo nawróconych na „katolicyzm łagiewnicki” rutynowanych aferałów i politycznych wycirusów skrzykniętych pod wezwaniem świątobliwego "Gromosława z Jasnego Nieba" (by Seawolf).

Czym grozi godzenie w fundamenty i podważanie pryncypiów, ksiądz Isakowicz-Zaleski miał okazję nie raz się przekonać, również w „demokratycznym państwie prawnym” jak krotochwilnie ochrzczono III RP, toteż można się było spodziewać, że ostatnia publikacja – ta, w której jest o pedałach - dostarczy znakomitej amunicji do uciszenia tego narwańca, który nigdy nie wie kiedy siedzieć cicho, powodując notoryczne świerzbienie uszu u wyżej usadowionych współbraci. Na dodatek, perfidnie trzyma się doktryny i dyscypliny, nie ułatwia więc sprawy jak nieopatrznie uczynił to ksiądz Natanek.

III. Krach sojuszu platformersko-łagiewnickiego

Tymczasem nic takiego się nie stało. Przeciwnie, irytujący klecha został zaproszony do kurii na rozmowę – posiedzenie Rady Kapłańskiej Archidiecezji Krakowskiej. „Poruszaliśmy różne trudne sprawy, była to szczera i uczciwa rozmowa, ta droga, którą obrał Kościół, czyli rozmowa, jest bardzo pozytywna”ocenił ks. Isakowicz-Zaleski. Dziw nad dziwy, jeśli wspomnimy na obcesowe zakneblowanie ks. Tadeusza przed wydaniem „Księży wobec bezpieki...”. Nagle okazało się, że można rozmawiać z księdzem – moherem i „pisowcem”, czyli osobnikiem z definicji niesłusznym, nienawistnym, wstecznym i jątrzącym.

Cóż takiego się wydarzyło, że sprawa przyjęła taki obrót? Zmieniły się okoliczności - ot, co. W międzyczasie bowiem posypał się w gruzy sojusz platformersko-łagiewnicki i nawet ksiądz prałat Dariusz Raś nie pomógł. Skończyły się szumnie odtrąbiane rekolekcje i „dni skupienia”, zaś o kościelnym ożenku Ober-Matoła zapomnieli najstarsi górale, tym bardziej, iż sam Matoł obwieścił koniec „klękania przed księdzem”. Wybuchła natomiast antyklerykalna nagonka wedle wzorców przetrenowanych uprzednio na handlarzach dopalaczami i kibolach. Na domiar złego, Dyktatura Matołów wzięła się za bolesne „odcinanie pępowiny” łączącej Kościół z budżetem państwa i postanowiła pojechać na emocjach ludowego antyklerykalizmu, który objawił swój potencjał windując do Sejmu wesołą gromadkę Palikota z błogosławieństwem Urbana i Dukaczewskiego. Wszystko to razem wzięte sprawiło, że cały ten „łagiewnicki katolicyzm” z dnia na dzień poszedł się, z przeproszeniem, jebać.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale