Na IVRP.pl znalazłem dzisiaj link. Link prowadził do notki blogera, komentującego sprawę manifestacji Ludowych Mudżahedinów, który do swojego komentarza użył kawałków mojej poprzedniej notki. Nic w tym oczywiście zdrożnego, gdyby nie fakt, że sens mojej wypowiedzi ów bloger poprzekręcał i powyginał tak, by pasował on do jego teorii... Niestety, przy okazji sens uleciał i pozostały tylko powyginane zdania, które na skutek wyrwania z kontekstu i opatrzenia odpowiednim komentarzem znaczą zupełnie co innego, niż znaczyły w mojej notce.
Oddaję sprawiedliwość- bloger ów podał linki do mojego oryginału, więc każdy (komu się chce) może sprawdzić, jak zafałszował wymowę mojej notki (ale komu się chce).
Poza tym oczywiście nie omieszkał się nazwać mnie "prawicowym betonem" czy jakoś tak, co może obraziłoby mnie, gdyby nie było artykułowane przez donosiciela. Ocenami donosicieli jednak przejmować się nie zwykłem.
Moja poprzednia notka- traktująca o łatwości kontrolowania (manipulowania i przekupywania) polskich studentów (niby "elity intelektualnej") została przez rzeczonego blogera uznana za oskarżenie mudżahedinów o terroryzm czy też za notkę traktującą o samym konflikcie między stronnictwami politycznymi w Iranie*.
Nie wiem, nieumiejętność czytania to czy zła wola?
Po kolei:
Primo- samych Mudżaheinów o nic nie oskarżałem- nawet co do terroryzmu postawiłem wątpliwość: "Czy manifestację organizuje organizacja terrorystyczna (co bardziej prawdopodobne) czy też tylko na terrorystyczną kreowana, ma mniejsze znaczenie". Tym bardziej nie oskarżałem o "propagowanie >>praw człowieka<<", stwierdziłem tylko fakt, że muzułmanie nauczyli się te prawa wykorzystywać do swoich celów.
Secundo, mój tekst nie traktował o celach, jakie stawiają sobie muzułmanie, ani o ich wewnątrzarabskich sporach (czemu dałem wyraz nie tylko w tekście, ale też w komentarzu, którego nie dało się zinterpretować inaczej: http://pogromcasmokow.salon24.pl/81587,index.html#comment_1195108)
Mój tekst, jak już wspomniałem (ale powtarzam, wszak repetitio est mater studiorum) traktował o studentach, którzy wyjechali zupełnie się nie zastanawiając kto za to płaci, jakie cele ma ten, kto płaci (czemu płaci?) i tak dalej. Pojechali, bo mieli okazję za darmo się przejechać, czyli się sprzedali.
Nie ma znaczenia, czy sprzedali się w słusznej, czy niesłusznej sprawie, ponieważ nawet nie zadali pytania, jaka to sprawa.
Jak zapewne niektórzy zauważyli, obok mojego bloga podany jest mój adres pocztowy. Jeśli ktoś nie jest w stanie zrozumieć, o czym popełniłem notkę, chętnie służę wyjaśnieniami. Naprawdę lepiej zapytać, niż się kompromitować się nieumiejętnością czytania ze zrozumieniem.
________________________________________-
*Konflikt w Iranie- tak na marginesie- nie obchodzi mnie zbytnio- tak czy inaczej wygrają go muzułmanie, którzy w ten czy inny sposób będą dążyć do konfrontacji z Izraelem.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)