Czytam w salonie „wyłącz system” i od razu pytam grzecznie: a który? Bo nie wiem do czego mnie tu właściwie namawiają.
Przecież tamten, peerelowski, mimo wszystko, został już dawno wyłączony. I jeśli dziś próbujemy moment wyłączania wspominać, to są to już tylko wspominki a nie realne działanie.
A ja chętnie wyłączyłabym system inny. Ten, któryśmy sobie sami, na gruzach poprzedniego, zbudowali. System, który z listy wartości wymazał słowo „solidarność” i zastąpił je słowem „zysk”. System marginalizujący kolejne grupy społeczne. System, w którym zwykły, pojedynczy człowiek jest tylko piątym kołem u wozu rozpanoszonej biurokracji.
Dariusz Karłowicz, niespiesznie rozważający z przyjaciółmi nasze polskie przypadłości, zauważa w blogu "Teologii Politycznej"* rzecz podstawową. Że kiedy w 89 roku wrzucaliśmy do urn kartki, jednocześnie z procesem odzyskiwania przez nas podmiotowości, rozpoczął się proces tejże podmiotowości duszenia. Wybraliśmy to, co wybraliśmy ale nasz wybór nie mógł być respektowany w całości. Stąd i nasza niepodległość kaleka co nieco, kuśtykająca na wybojach. Marginalizująca sama siebie w istocie. Stąd nasze kłopoty ze świętowaniem.
A ja, prawdę mówiąc, tak już jestem znudzona tymi nieustającymi kontrowersjami wokół naszych narodowych świąt, że przyszedł mi dziś do głowy pomysł niemal niegodziwy.
Żeby zrobić sobie rok bez świętowania naszej polskości. OK: Boże Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało - i więcej nic. Koniec. Pracujemy i nie defilujemy. Oraz nie wręczamy sobie - i nie oddajemy co rychlej - medali. Żyjemy zwyczajnie.
Co najwyżej w co drugą niedzielę piszemy na kartkach po 50 razy zapomniane słowo na „s”. Tak jakby nam to pani w szkole zadała za karę. Ale my wiemy, że to nie kara.
Przyglądamy się temu słowu w niedzielnym skupieniu. Zastanawiamy: przeżytek to już, czy jeszcze cos żywego?
Mury runęły czy dalej rosną?
Łańcuch kołysze się u nóg?
*
http://teologiapolityczna.salon24.pl/


Komentarze
Pokaż komentarze (5)