Wraz z Lechem Wałęsą uratujemy Polskę przed bliźniakami Kaczyńskimi - mówi Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla największej włoskiej gazety "Corriere della Sera"- podała poranna Rzepa w przeglądzie prasy zagranicznej:
Mnie też się Bracia nie podobają. Ja Braci nawet w ogóle nie lubię. I właściwie nigdy ich uważnie nie słucham. Ale biorę pod uwagę jedno: że wciąż mają mniej więcej tę samą grupę popierającą ich w sondażach. Pół Polski mniej więcej ich popiera. Ja jestem bliżej tej drugiej, nie popierającej połowy. Ale nie stowarzyszyłabym się z Wielkim Aleksandrem, żeby Polskę ratować. No bo i przed czym? Przed druga połową?
Dlaczego pół Polski tak nie lubi Braci? No, po pierwsze mali są. Mało fotogeniczni. Niewyraźnie mówią. Tacy, cholera, zwyczajni. Tacy nie-medialni. Tacy nieobyci na salonach, nie wiedza jak jeść bezy, wciąż popełniają gafy i fopasy, nie wiedzą kiedy wyciągnąć rękę do królowej a kiedy do kanclerza. Tacy zwykli, niewyrobieni w świecie, gdzie oni się wepchnęli, do diabła. My tez – myśli sobie Nie Popierające Pół Polski - jesteśmy zwykli, niewyrobieni. Jedni za grubi, inni za chudzi. Jednym błyszczy się nos przed kamerą, innym przed mikrofonem lata ze strachu szczęka. Niektórzy maja na sumieniu grzeszki - spisywali od kolegi na egzaminie i nie znają się na rzeczy, nie pchają się więc na piedestał. A Bracia się pchali. I co gorsza – wepchnęli! Gdzież im do gładkolicego i aksamitnego w mowie Aleksandra, który zawsze powie wszystko co trzeba, a jak trzeba to i odwrotnie. Jakże im, Braciom niewyrośniętym nie wstyd. My, inteligenci polscy i polscy pracownicy umysłowi miast i wsi nigdy byśmy sobie wepchnąć się na piedestał nie pozwolili, świadomi własnych braków, niedouczeń i niekompletności własnej inteligencji Pozwolili sobie ci Bracia kurduplowaci na coś, czego my byśmy nigdy nie zrobili, choć ciągoty mamy, oj, mamy takie same. Wiemy wszakże lepiej co tu zrobić i jak żeby kraj nasz ojczysty naprawić.
A Pół Polski które Popiera Braci myśli może tak: oni są tacy sami jak my. Mali jesteśmy, nie wyrośliśmy czegoś, gdzie tam nam do skandynawskich blondynów. W jednym dobrzy, w innym niedouczeni, ze szkołami nie do końca pokończonymi, z nosami jak kartofle albo jak haczyki, z łysinami albo nie zaczesanymi do mediów fryzurami strzyżonymi przez byle fryzjerczyków. Elegancji z mlekiem matki nie wyssaliśmy bo matki nasze nie elegancją zajęte bywały ale uganiały się za byle złotówką, żeby dziecko wyżywić. To my Braci poprzemy. Niech nam się te pięknolice i pięknouste europejskie wyjadacze już tak nie pchają na afisz. Jak się pchali z ta swoja europą, językiem lengłidż i nato, tośmy się musieli posilać zupą z kotła, póki żył Jacek K. a potem i tego zabrakło. A tamci – cateringi na bankietach wódeczką lub whisky, co gorsza, zapijali.
Nas esbecy jak na rozmowy wzywali, tośmy zapierali się durni, że z nimi nie rozmawiamy i niczego nie podpisujemy. Tak nam się wydawało, że będzie po przyzwoitości. A piękny Aleksander nagradzał tylko tych, co umieli być skuteczni, choć dziś się okazuje, że co który bardziej skuteczny i książki mądre pisał – to i z ubekami się stowarzyszał, no bo przecież inaczej by książek mądrych pisać nie mógł. To nie było przecież przyzwoite. Tak się nam w każdym razie zdaje. W zasadzie mamy pewność, choć trudno z tym żyć, bo to takie niedzisiejsze i nieeuropejskie. Ale po naszemu dobrze by było, żeby na świecie był porządek. Nawet jak go wprowadzi nie przecudnej urody Jolanta ale taki sam jak my – mały, z brzuszkiem, co mamrocze pod nosem i miewa niestrawności.
Stoję sobie pomiędzy Dwiema częściami Polski i patrzę. Jedni Braci nie popierają, bo są tacy sami jak oni i tego nie akceptują. Drudzy są tacy sami ale to akceptują, więc popierają. Kraju mój, kraju barwny…



Komentarze
Pokaż komentarze (2)