Z dzisiejszego Dziennika:
Aż 52 proc. Polek nie jest aktywnych zawodowo. Zajmują sie domem, dziećmi i po cichu marzą, by zrobić karierę. Wiceminister Joanna Kluzik-Rostkowska chce im pomóc. Akcja "Spełniona w biznesie" to - jak dowiedział się DZIENNIK - kilkaset billboardów, telewizyjnych spotów oraz reportaży przedstawiających historie kobiet, które zdecydowały się założyć własny biznes. W najbliższych dniach Ministerstwo Rozwoju Regionalnego uruchomi internetową stronę www.przedsiebiorczakobieta.pl z informacjami, jak krok po kroku można założyć firmę. Ruszy też infolinia, gdzie dyżurować będą eksperci. W Polsce mniej niż 50 proc. kobiet w wieku produkcyjnym ma pracę bądź jej szuka. Strategia lizbońska zakłada, że w 2010 r. ten wskaźnik powinien wzrosnąć o minimum 10proc.
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=55858
OK, daj nam Boże, że do 2010 roku kolejne 10 procent kobiet – jako nakazuje strategia lizbońska – wyjdzie z domu i będzie robić karierę w pracy. To znamienne dla męskiej kultury, że pracą, w przypadku kobiet, nazywamy to, co robią one poza domem. To, czym są zajęte w domu opiekując się rodziną, pracą nie jest. Jest zwykłym kobiecym obowiązkiem, prawda? I oczywiście nie ma nic wspólnego z niewolnictwem. Wszak jesteśmy białymi ludźmi i żyjemy w wolnym kraju w XXI wieku. Rozumiem, ze dziećmi tych dziesięciu procent zajmą się mężczyźni lub cztery ściany mieszkań – no bo kogo stać na opiekunkę czy przedszkole, którego w okolicy zwykle nie ma. Rozumiem, że Unia Europejska sfinansuje nam dobroczynnie tę bilbordową kampanię bo Unia Europejska bierze pieniądze ze specjalnej skrytki w niebie a nie z naszych – podatniczych – portfeli i nie musi się mnie pytać jak chce wyrzucać pieniądze w błoto.
Rozumiem, że nie zapytano kobiet w porządnym rządowym badaniu o zdanie, bo przecież kobiety są głupie i nie wiedza co dla nich dobre, wiec i po co.
Gdyby zapytano (albo gdyby sięgnięto do badań juz istniejących, promowanych kiedyś przez Parlamentarną Grupę Kobiet), ) rząd by wiedział, że duża kampania społeczna powinna być skierowana do dwóch grup kobiet jednocześnie. Tym, które chciałyby i są na to gotowe - powinna dawać zachętę do wejścia na tradycyjnie rozumiany rynek pracy. Tym, które chcą, przynajmniej póki dzieci małe, zajmować się domem, powinna dać wsparcie psychiczne i obiecać wreszcie realne wsparcie finansowe – zgodnie z duchem „Raportu o pracy domowej” przygotowanej przez niezależny zespół ekspertów z kampanii ZROBIONE- ZAPŁACONE (www.kasakobiet.ngo.pl; www.kasakobiet.oai.pl )
Jak rząd tego nie robi, to znowu robi głupio: kobiecym głosem minister Kluzik znów wciska kobietom do głowy, że to durne rodzenie i wychowywanie dzieci psu na budę potrzebne w nowoczesnym, konsumpcyjnym społeczeństwie sterowanym przez strategów – głównie męskich – zebranych w Lizbonie.
Szczęśliwej drogi, pani minister.
Kiedy Pani, konserwatywna, minister chyba prawicowego rządu będzie namawiać kobiety do wyjścia z domu, żeby w nim nie głupiały, co tradycyjnie było mantrą lewicujących feministek – ja, lewicująca feministka szukająca w świecie równowagi, będę uparcie mantrować, że kobietom trzeba stworzyć warunki do realnego wyboru.
Kobiety, te dziwne istoty obdarzone przez biologię pewna szczególną funkcją, powinny móc same wybrać w jakim momencie swojego życia chcą zajmować się dziećmi i nie tracić na tym finansowo, choć wartość ich pracy domowej nijak nie jest brana pod uwage w ekonomicznych szacunkach, a w jakim momencie chcą zarabiać „pieniężne” pieniądze na zewnątrz, poza domem.
Żeby kobiety miały wybór? Kto to widział? Też wymyślila! Do garów!



Komentarze
Pokaż komentarze (42)