Geopolityczny analityk Jason Jay Smart — doktor nauk politycznych, korespondent Kyiv Post i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, któremu Kreml dożywotnio zakazał wjazdu do Rosji — opublikował niedawno lakoniczny, lecz niezwykle wymowny komentarz na platformie X: „Karaibskie imperium Moskwy oficjalnie się rozpadło". Warto przyjrzeć się temu zjawisku bliżej, ponieważ diagnoza Smarta, choć przedstawiona w formie wpisu w mediach społecznościowych, dotyka fundamentalnego problemu strategicznego Kremla.
Punkt zwrotny nastąpił w styczniu 2026 roku, gdy Stany Zjednoczone schwytały Nicolása Maduro. W połączeniu z regionalną blokadą paliwową zdarzenie to niemal z dnia na dzień pozbawiło Kreml możliwości operacyjnych w całym regionie karaibskim. Przez lata Wenezuela była kluczowym węzłem logistycznym dla rosyjskiej działalności wojskowej, wywiadowczej i energetycznej w Ameryce Łacińskiej. Jej wypadnięcie z orbity Moskwy to nie tylko dyplomatyczna porażka, lecz przede wszystkim utrata infrastruktury, bez której jakakolwiek projekcja siły jest utrudniona. Kiedy nie możesz zatankować własnych samolotów.
Dla każdego analityka geopolitycznego jest to informacja wielowymiarowa. Po pierwsze, ukazuje dramatyczny stan rosyjskich rezerw i łańcuchów logistycznych. Po drugie, podważa narrację o Rosji jako wiarygodnym partnerze strategicznym. Partnerzy na globalnym południu, którzy dotychczas kalkulowali swoje opcje, postrzegając Moskwę jako alternatywę dla Zachodu, obserwują to wszystko w czasie rzeczywistym. Moje źródła również potwierdzają, że jest to sytuacja jak najbardziej realna.
Zimnowojenni skamielina jako symbol słabości
Kuba zwróciła się do Moskwy z prośbą o naprawę swoich systemów obrony przeciwlotniczej — S-75 (opracowanych w 1957 roku) i S-125 (opracowanych w 1961 roku). Nie są to bynajmniej drobne usterki techniczne. To symptom głębokiego kryzysu w rosyjskim przemyśle obronnym, który nie jest w stanie utrzymać nawet własnych, wieloletnich eksportowych reliktów zimnej wojny. Jeśli Moskwa nie potrafi serwisować przestarzałego sprzętu u sojusznika oddalonego o tysiące kilometrów, co mówi nam to o jej zdolności do podtrzymywania globalnej projekcji siły?
Wenezuela i domino karaibskie
Rosja ewakuuje teraz własnych turystów z Kuby — nie dlatego, że dzieje się tam coś nadzwyczajnego, lecz dlatego, że nie jest w stanie zagwarantować wystarczających dostaw paliwa lotniczego, by bezpiecznie sprowadzić ich do domu. To zdanie warto przeczytać powoli jeszcze raz. Mocarstwo nuklearne, które pozycjonuje się jako drugi biegun wielobiegunowego świata, nie może zatankować samolotów dla własnych cywilów.
Przemysł obronny jako cmentarz
Smart używa sformułowania mocnego, lecz trafnego: rosyjski sektor przemysłu obronnego jest dziś cmentarzem. Trzy lata intensywnej wojny w Ukrainie, pod bezprecedensową presją sankcyjną i technologicznie odciętą od zachodnich komponentów, obnażyły strukturalne słabości, które kremlowska propaganda przez lata skutecznie maskowała. Dziś te słabości widoczne są nie tylko dla zachodnich służb wywiadowczych, ale i dla potencjalnych sojuszników Moskwy.
Co to oznacza dla Polski i Europy Środkowej?
Z perspektywy Warszawy i regionu Europy Środkowej implozja rosyjskiej pozycji w basenie karaibskim to sygnał strategicznie istotny, choć pozornie odległy geograficznie. Dowodzi, że zdolność Rosji do podtrzymywania zaangażowania na wielu frontach jednocześnie jest głęboko ograniczona. Kreml musi dokonywać coraz trudniejszych wyborów: co sfinansować, gdzie wysłać sprzęt i kogo utrzymać w orbicie swoich wpływów. Każda taka decyzja oznacza rezygnację z czegoś innego.
Dla Polski, a szerzej — wschodniej flanki NATO, powinno to być bodźcem do dalszego wzmacniania zdolności obronnych, pogłębiania integracji z sojusznikami i nieustępliwości w kwestii wsparcia dla Ukrainy. Rosja słabnie nie dlatego, że ktoś ją łaskawie oszczędza, lecz dlatego, że jej model strategiczny oparty na blefie, zastraszaniu i eksporcie niestabilności zderza się z brutalną rzeczywistością zasobów i logistyki. Gra być może nie jest jeszcze skończona — jak twierdzi Smart — ale wyniki na tablicy coraz częściej mówią same za siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)