Wczoraj oglądąłem jubileuszowe wydanie Kabretu Pod Eginą pana Pietrzaka. Podobało mi się.
Ale do dokonania dzisiejszego wpisu skłonił mnie wczorajszy otymistyczny nastrój niedzielnego południa - który przełożył się na wczorajszy wpis oraz Pani Ewa Błaszczyk, która w kabarecie POd Egidą(wieczrny program na jedynce) pojawiła się na chwilkę.
Kilka lat temu straciła męża w tragiczych okolicznościach -> wypadek samochodowy a za kilka miesięcy(chyba dwa) jej kilkuletnia dziwczynka zażywając tebletkę zakrztusiło się tak nieszczęśliwie, że skutkiem tego jest od 4 lat w śpiączce.. . W ciągu kliklu miesięcy jej świat "runął"... .
Podziwiam ją za to, że po tak trudnym doświadczeniu "zawalenia" się dotychczasowego świata. Ona się nie załamała ale wykrzesała w sobie siłę aby znaleźć motywację do działania po tym doświadczeniu.
Założyła fundację: „Akogo?", której celem jest pomoc dzieciom i ich rodzicom po najcięższych urazach mózgu, które są w śpiączce. ( http://www.akogo.pl/index.php?h_page=1&h_menu_id=1)
Często gdy nam się coś nie uda narzekamy i wpadamy w depresję. PAni Ewa z trudnego doświadczenia znalazła motywację do pomocy innym, będącym w podobnych sytuacjach.
Została odażona przez "Uśmiechniętą Życzliwość" trudnym doświadczeniam... .
Moim zdaniem, takie doświadczenia z "ręki" Opatrzności - może to dziwnie zabrzmi- to (trudny) przywilej i Łaska.
Moim zdaniem, takie doświadczenia z "ręki" Opatrzności - może to dziwnie zabrzmi- to (trudny) przywilej i Łaska.
Wszak jak Marylka napisała pod moim poprzednim wpisem "co siejemy do i zbieramy"...; z dobrego ziarna - dobry zbiór.
Pani Ewa "sieje trudne ale dobre ziarno"... , jednak jest w tej sytuacji gdzie "dobry zbiór" może być odłożony w czasie na odleglejszy czas niż mogoby się nam to wydawać i ona mogłaby się spodziewać (dziecko ciągle w śiączce". Po takim doswiadczeniu jak Pani Ewa trudno żyć, jak "zasadzone drzewo", które nie ma żalu i nie narzeka, dlaczego "takim drzewem", "dlaczego ja....", dlaczego.. .
Podziwiam osoby, którym Opatrzność nałożyła w zaufaniu tak trudne doświadczenie... .
Może to zabrzmi jak "herezja". Ale przeczuwam, że w perpektywie wiecznej cierpienie jest przywilejem i błogosławieństwem, którego pełne owoce objawią się i obfity zbiór owoców jakie ono zrodziło będzie udziałem cierpiacego... . (Błogosławieni którzy płaczą.. .)
WIerzę, że Cierpienie to przywilej, łaska i zaufanie jakim obdaża Opatrzność tym których miłuje w szczególny sposób. Innymi słowy cierpienie ma sens, tak jak
"wiosna, lato, jesień i zima....:, jak każde życie każdego z nas... .
"Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens» ma sens ... ma sens ... ma sens! Pisze w Tryptyku Rzymskim Jan Paweł II.
Pamiętam Jego stosunek do cierpienia jakiego sam doświadczał, jak i cierpienia innych.. .
Cierpienie więc tak jak życie, ma sens... , ma sens... , MA SENS.... . Jest ono wpisane nie przypadkowo w nasze życie ale precyzyjnie spełnia swoją rolę.
Jest ono w pewnym sensie, "treścią" Miłości.
Jest ono w pewnym sensie, "treścią" Miłości.
p.s. Może zbyt refleksyjnie na początek tygodnia, ale przecież: "do odstatniej pestki żyj..", zgoda i spodziewnie się od Opatrzności najlepszego, może oznaczać także "najlepsze" w formie przygniatającego krzyża ... .
Przecież nie kochamy tylko wtedy, gdy wszystko sie układa dobrze. Ale poprostu Kochamy zachowując "pokorę i spokój"- jak "drzewo nie przypadkowo zasadzone w ogrodzie".. .



Komentarze
Pokaż komentarze (11)