Będąc wczoraj na Mszy św. gdzie czytana była ewangelia z piękna sceną, gdy skruszona i świadoma swojego niemoralnego życia Maria Magdalena namaszczała czule swoimi włosami stopy Jezusa....., A jako nagrodę otrzymała zapewnienie, że odpuszczone zostały jej grzechy.
Postanowiłem więc conieco napisać na kanwie tej ewangelii. Często nie pamiętam, co było czytane, tym razem pamiętam i to dokładnie.No i takie z pozoru niewinne zdanie, „Komu więcej odpuszczono ten więcej miłuje....".
Czasem na forach internetowych (myślę, że nie tylko ja), spotkałem się z manipulowaniem i szantażowaniem "wybaczeniem chrześcijańskim”..... Że Jezus wybaczał i to dużo... - jak w przypadku Marii Magdaleny, więc należy wybaczać... .
No ale przecież nie o wybaczanie w a'priori "w ciemno"tu chodzi. Wybczenie jest dane temu co o nie prosi ze skruchą... .
Jednak to co jest rysem podstawowym przebacznia i napawa mnie zazdrością w stosunku do Marii, to fakt, że potrafiła płakać i żałować własnych grzechów właśnie tak jak w Ewangelii czytano.
Może zbyt wielu ludzi właśnie z lęku przed zapłakaniem nad swoimi grzechami boi się zbliżyć do Jezusa.....? Pokora wobec Bożej łaski, to tak jak zdjąć ubranie do kąpieli... i stanąć przed wodą w prawdzie: brudzie, kurzu, pocie dnia codziennego..... - stanąc przed "wodą" która orzeźwiająco obmyje te wszystkie brudy..... .Trzeba odwagi aby zdobyć sią na taki akt ..... . ROzum zasiewa wątpliwości "zimna woda".... . :-)))
Pamiętam jak po raz pierwszy "zapłakałem". Było to w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla. Piękne miejsce na skraju Bieszczad, sanktuarium na pięknym wzgórzu tuż przy granicy z Ukrainą.Jeszcze jako student pojechaliśmy tam z grupą z duszpasterstwa jako ekipa ewangelizacyjna na Wielki Odpust trwający 3 dni, na który zjeżdża ponad 50 tysięcy ludzi. Jest tam pole namiotowe, na którym dzieją się "cuda"... - gdyż wiele ludzi młodych wyjeżdża jak "na wakacje". Więc pojechaliśmy tam, aby w czasie, gdy inni idą na modlitwę a "wczasowicze" trzeźwieją albo zażywają "miłości" ze swoimi sympatiami, korzystając z nieobecności dorosłych.... . Aby pójść do "tych wczasowiczów" na pole namiotowe.
Naszym zadaniem było porozmawianie z tymi ludźmi -jeśli tylko wyrazili na to zgodę o Wierze, Bogu...., postawach.
Naszą pracę poprzedziły rekolekcje dla naszej grupy. Podczas tych rekolekcji uświadomiłem sobie ogromy żal w stosunku do Pana Boga, który gdzieś tam na "dnie serca jest". Chodzi o żal, że w złych doświadczeniach z dzieciństwa i nie tylko: - w tym, co dało mi w kość a co odebrałem jako niesprawiedliwe i niezasłuzone wobec mnie,
.....ON nie był ze mną. W tych doświadczneniach czułem się opuszczony przez NIEGO, stąd wyrzut i pretensja.
Podczas jednego ze spotkań modlitewnych po prostu płakałem(co mnie zdziwiło?) I żeby nie wyjść na nawiedzonego muszę napisać, że te płacz odbywał się w poczuciu bezpieczeństwa JEgo łagodnej obecności....... .
Ale pamiętam to do dziś. Było to wypowiedzenie pretensji w poczuciu bezpieczeństwa Jego Bliskości.
Nie mógłbym tego powiedzieć gdybym nie czuł się bezpiecznie w Jego Obecności - to bardzo ważne. Nie przyznasz się do zła, jeśli wiesz, że zaraz spadnie na ciebie gilotyna za to co za chwilkę wyznasz... .
Była to raczej skarga i pretensja ale z radością, że się ODNALAŁEŚ. Jeśli wiesz, że Ktoś jest przy Tobie i z miłością na Ciebie patrzy chcesz wypowiedzieć wszystko, i wszystko, nawet to, z czym czasem trudno uklęknąć u kratek konfesjonału....
Po tym płakaniu nastąpiła tak "głęboka cisza" w moim sercu, że do dziś jakoś ją pamiętam i odczuwam. Stąd jakoś nie jest mi straszne życie - mam do Niego zaufanie, że JEST OBOK...., Jak dobry OJCIEC, ale i też wymagający Pedagog.
Może to głupie dla kogoś, kto czegoś podobnego nie przeżył, ale mi się wydaje, że Bogu należy również powiedzieć swoje żale i pretensje..., po to, aby On zamienił je w swoje "skarby łaski". Skrywana zadra, pretensja, prowadzi do niepełnego zaufania i jest dziegciem, które zatruwa relację z Bogiem.... Wypłakanie na modlitwie było jak pewnego rodzaju "spowiedź”.... - podzielenie się z Mistrzem "ciemną stroną mojej duszy" z czego czego przecież się nie spowiada - ukryty żal... , albo mimo wszystko jakieś maleńkie poczycie krzywdy brata, który się smucił z "powrotu" syna marnotrwanego.
Pewnie ktoś jest ciekawy czy jeszcze płakałem kiedyś.....Tak, pamiętam jak się zakochałem..... w obecnej żonie. Jak parzyłem na jej fotkę, gdyż przez pewien czas mieszkaliśmy Ona w Krakowie a ja pod Wrocławiem. A nsza bliższa relacja wydarzyła się dzięki mojej pomyłce telefonicznej.... . Dzowniłem do innej osoby a zadzwoniłem do niej i tak się zaczęłło... .
Tak, więc było to cudowne, że spotykasz kogoś jakby w pełni nie zasługując na Tę osobę i jej miłość. Więc były to łzy szczęścia, że coś takiego mi się przytrafiło.... I był to ten rodzaj wzruszenie, co na rekolekcjach. Miałem wrażenie, że "rodzę słonia", że właśnie w tej miłości do niej coś w moim wnętrzu się innego działo, coś nowego, jak nowe stworzenie.... .
Myślę, że Bóg w małżeństwie w kocha nas w pewnym sensie "za pośrednictwem" małżonka, małżonki”.... Że miłość, jaką daje ludziom, którzy się pobierają to jest Jego miłość za pomocą "której", chce ukochać obydwoje.....
**********
A co do przebaczenia...... Jeśli ktoś jest świadomym zła, które popełnił i uroni łezkę tego powodu, zawsze ma prawo do wielkiego przebaczenia.Przebaczenie jest uzdrowieniem.... Jeśli ktoś nie dostrzega "ran”, jakie wyrządził, niema, czego uzdrawiać...... . Gdyż rana jaką wyrządza zło, nie tylko dotyka tego kto go doświadczył(tego zła), ale przedewszystkim tego kto je popełnił. Przebaczenie jest potrzebne jako uzdrowienie popełniającemu to zło.... .
**********
Może jednak warto czasem i zapłakać..... , i zgodzić się na taką bezbronność jak Maria Magdalena wobec Mistrza.
*********
Co jeszcze dorośli powiedzą o płakaniu.. - przecież "chłopaki nie płaczą".



Komentarze
Pokaż komentarze (8)