Nie o filmie chcę napisać kilka akapitów ale właściwie o jednym zdaniu, które padło "na ekranie" i zwróciło moją uwagę. Film się fajnie ogląda - lubię kapitana Jacka Sparowa w kreacji Johna Depa(chyba nie przekręciłem imion i nazwisk - a jeśli tak, proszę o wyrozumiałość).
No ale wróćmy do tego "felernego" zdania: "Na cóż ci nieśmiertelność skoro nie potrafisz wytrzymać sam ze sobą....".
No właśnie. Pewnie każdy człowiek zadawał sobie pytanie o wieczność... . Czy istnieje inne życie niż "tutejsze" a może czy istnieje kontynuacja "tutejszego" ale w innej wersji = wiecznej.Nie lubiąc siebie, żyjąc w konflikcie ze sobą, doświadczając wyrzutów nie tylko sumienia, chowając w swoim sercu destrukcyjne uczucia.... - tak naprawdę już w tym "życiu" - taka egzystencja nie jawi się ciekawie i szczęśliwie.
A jeśli dodamy, że ten stan(opisany wyżej) i po śmierci miałby być kontynuowany..... - nie wyglądają widoki "na zycie" ciekawie.... . Zwłaszcza, że znieczulaczy: alkocholu, papierochów, telewizji, zakupów, i innych używek nie przewidują po drugiej stronie życia. Więc przyjdzie się zmierzyć "ze sobą", bez znieczulenia... - "do ostatniej pestki".



Komentarze
Pokaż komentarze (34)