Trudno mówić o czymś tak subtelnym i ulotnym jak nasza niewidzialna i zgoła tylko przez niektórych "empirycznie" doświadczalna... - łączność z bliskimi zmarłymi.
Wierzę, że możemy się uzupełniać i sobie wzajem pomagać. Nie będę się bawił w teologię przywołam anegdotę z mojej niedalekiej rodziny.
Moi znajomi mieszkają w uroczej dzielnicy Krakowa. Niedaleko ich parceli(przy tej samej ulicy) żyje sąsiad który miał dzwon(sygnaturkę przy kapliczce Maryi przy wejściu na posesję).
W południe ma zwyczaj dzwonić na Anioł Pański .. . Przez wiele lat to dzwonienie się nie podobało innej sąsiadce z drugiej strony ulicy więc nie była zbyt miła i psioczyła na dzwonnika.... dopóki jej się nie zmarło.
Kilka lat temu zmarł Dziadek(sąsiad owej Pani) - moich znomych - Lwowiak z Krwi i Kosci, grywał w Sokole w piłkę, a i w szachy skutecznie grał. Śpiewaliśmy Lwowskie piosenki i kawały temtejsze jak z rękawa... . Takie to były spotkania, :-)))Dodam, że był on człowiekiem o lwowskim poczuciu humoru a przy tym niezwykle ufającym Bogu.. .
NIe tak dawno - przyśnił się dziadzio swojej dorosłej już wnuczce. I w tym śnie mówi, że prosi o Mszę św.
Wnuczka zdziwiona pyta: Dla Ciebie tam Msza dziadku?
- On odpowiada: NIe, nie, mi tu dobrze ale ta sąsiadka co taka była w pretensjach o to dzwonienie na ANioł Pański. Ta, to ma nie za wesoło... . To za nią niech będzie ta Msza... .
***********
No i co dumacie moi czytelnicy?
- ....może warto się modlić nie tylko za zmarłych naszych ale także za ich znajomych, którzy są z nimi po tamtej - stronie "rzeki".. .



Komentarze
Pokaż komentarze (18)