Aktualnie jestem w diasporze (w delegacji). Siedzę sobie w ciepełku miłego hotelu... - i sobie ogladam zdjęcia mojej rodziny.. . MOgłem pójść na bankiet ale nie rajcuje mnie to. Zjadłem w hotelu smaczną kolację a szwedzki stół i "jedzenie chodzone" mam gdzieś.
Zaszyłem się w swoim pokoju na II piętrze - w towarzystwie wspomnień, zdjęć, żywca i netu.. . ZImno takie, że nie chce się na starówkę wychylić z hotelu - może jutro wieczorem... .
Więc oglądam sobie fotki mojej rodziny: z minionych wakacji, minionych zimowych ferii i sobie uświadamiam sobie, że rodzina to szczęście, wyspa bezpieczna, miła przystań i trochę "westerlatte", :-)) [ale zabrzmiało].
Ale w rodzinie przychodzą dzieci.... - jak Bóg da. Ale jest to także coś zgoła odwrotnego: dzieci rodzą dorosłych na... . Przewartościowało się całkowicie moje, nasze życie przez małżeństwo, rodzinę, dzieci... . Jako facetowi mogę powiedzieć, że dobrze zrobiło :-)))
****
Kiedyś sobie mówiłem, że Kraków to miasto mojego życia... - a teraz? He! Mieszkam w Opolu i wcale nie tęsknię.. . Bywam w Krakowie średnio dwa razy w miesiącu i w zupełności mi to wystarcza. Wolę OPOLE z większą rodziną -> 'dziadki", ziemia za progiem..., nie zaś korytarz w klatce.... . Zupełnie inaczej człowiek funkcjonuje w wielopokoleniowej rodzinie.
MOże to niedzisiejsze co piszę - dziś rzekomo młodzi chcą iść na swoje i być niezależnymi... . Myślmy byli niezależni przez 6 lat. DOjrzeliśmy do tego aby mieszkać z rodzicami.. .
Lubimy ich, lubimy ich towarzystwo, czujemy się w ich towarzystwie z jednej strony jak wśród równiesników. Ale nasze dzieci uwielbiają "Być dużą rodziną" z dziadkami.... . Jak jechalismy przez KRaków w wakacje Tomek(trzylatek) zaczął płakać gdyż wydawało mu się, że jedziemy do naszego byłego mieszkania w bloku w Krakowie. :-)))
Lubilismy bardzo nasze krakowskie mieszkanie a Racborskiej. BYło jedyne w swoim rodzaju, z pięknym widokiem na sad oraz stary dąb... , z drugiej strony zaś widok na krakowskie BIelany: Klasztor Kamediułów na wzgórzu i sikornik.
Ale coś dojrzało w nas, przewartościowało się i wyjechaliśmy do Opola. Choć było to sprowokowane wygórowanymi cenami mieszkań to jednak dochodzę do wniosku, że to nie jest głowny powód.... .
*****
Opole mi się podoba - kameralne, małe, sympatyczne miasteczko... . BYwając w Krakowie stwierdzam, że duże miasta mnie męczą i z radością wyjeżdżam do Opola.
Tam mój dom, moja rodzina i ciepłe ognisko domowe z sadem w którym rośnie pigwa.... .
MOgę powiedzieć, że chyba nas to jeszcze bardziej zintegrowało ale także zyskalismy jeszcze jeden wymiar naszego życia.
Rodzina jest pełna.... .
Powiem szczerze, żałowalibyśmy gdby nasi rodzice umarli(umrą kiedyś) ale nie tego, że umrą, ale, że nie byliśmy z NIMI gdy żyli.. - bo ich lubimy i lubimy się z nimi przyjaźnić. Teraz chcemy cieszyć się ich obecnością... - póki są. Potem już "za późno.." .
Zdaję sobie sprawę, że nie każdy tak może, nie każdemu udają się teściowie ja mi... .
Jest dobrze - jest trojwymiarowo... . Cieszę się, że tak moje zycie się toczy i zmienia.. .
Wspomnienia właśnie to potwierdzają.
Komentarze
Pokaż komentarze (6)