Drugi wieczór delegacjowy - spędziłem na poznańskiej starówce. W ciągu dnia jakoś nigdy mi się nie podobał szary kolor murów starówki w Poznaniu. Całe szczęście, że w nocy można podziwiać je podświetlone światłem: cienie, eksponujące architektoniczne smaczki, gra światła.. - pełne uroku.
Z wielką przyjemnością przespacerowałem się po rynku i jego okolicach -> piękne kamieniczki, odrestaurowana Kolegiata niedaleko, no i te(niektóre) wąskie uliczki prowadzące do rynku, nierówna kostka... , nie oświetlony zbyt jasno - kojarzące mi się z Rzymem.... .
A uciekając przed zimnem i głodem wpadłem do Chińskiej restauracji.... . Chociaż myślałem o Sfinksie albo Siuksach spotkałem po drodze chińczyków i poszedłem za nimi..., :-))))
Jedzenie całkiem smaczne: zupka(nie zapamiętałem) ole o aromacie świeżego szczypiorku i mięsnymi pierogami(coś w rodzaju naszych uszek), a potem kurczak w sosie czosnkowym i chyba bambusem, zapiekanym ryżem i sałatką z czegoś co trochę kapustę przypomina.
Bardzo smaczne - rzekłbym domowe jedzenie. Wczoraj jadłem kolację w hotelowej restauracji -> było niby smaczne ale jakoś tak sterylnie podane... .
U Chińczyka było klimaciarsko, podane jak w domu i........ . Panie i panowie Chińskie piwo, :-)))))
Nie wiedziałem, że Azjaci mają swoje piwo.... . Skusiłem się - ponoć najlepsze chińskie(nie pamiętam nazwy), jak zachwalał kelner - nawet przez chwilę pomyślałem, że mogłoby być lane do półlitrowych butelek.. (zasmakowało). Przypominające trochę Lecha ale mniej gazowane i mniej goryczki.
CHyba tam jeszcze zaglądnę do tego Chińczyka-gdy będę w pobliżu i z rodziną.
I muszę wspomnieć o przemiłej obsłudze- znam dowcipy o uprzejmości Azjatów. Ale było ok.: normalny swojski facet(nie wiem czy Wietnamczyk czy CHińczyk, i przemiła kasjerka - mówiąca pięknie po polsku...".
*****
A jutro się pakuję. Jeszcze na kilka godzin na Targi Poznańskie i w "troki" do Opola... - już najmłodszy zamówił traktor...- musze gdzieś wstąpić po drodze i dla pozostałych jakiego "suvenira" kupić, :-)))
Pozdrawiam.
p.s.
A, zapomniałbym o jeszcze jednym. Spotkała mnie także niespodzianką. Przechadzając się obok kolegiaty usłyszałem kolędę "Jezus malusieńki... ". Zacząłem się rozglądać i okazało się, że okno było otwarte na I piętrze i to stamtąd. Pewnie jakiś chór ćwiczył.
Przemiłe było podsłuchanie próby chóru który całkiem, nastrojowo i łagodnie wykonywał(chyba na próbie) kolędę "Jezus malusieńki...".
- Nastrojowy śpiew, chłodnym wieczorem, pustawa uliczka z nierówną starą kostką... ."Niosło się to nastrojowe i obrazowe "Płacze z zimna... .".
... płacze z zimna, a ja tu w ciepłym hotelu...... .



Komentarze
Pokaż komentarze (19)