113
BLOG
Zgodnie z prośbą Katarzyny która bloguje na onecie ale bywa w salonie: http://mamakatarzyna.blog.onet.pl/ obiecany wpis o drugiej części przykazania Miłości. Jak na mój rozum to przykazanie jest dość proste w zrozumieniu ale dosyć trudne we wdrożeniu go w swoje życie. U Jezusa określenie "Bliźni" pada w przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie. Ta przypowieść była małym "pstryczkiem w nos" dla zapatrzonych w Prawo Judaistów. Gdyż Samarytanin był dla Izraelity z Jerozolimy - członka klanu Jakuba z którego miał wywodzić się Mesjasz - kim w rodzaju nieczystego. Samaria należała do Północnego Państwa Izraelskiego. Znawcy historii wiedzą, że po śmierci Salomona Izrael rozpada się na II państwa. Nie wiem czy ktoś czytał kiedykolwiek na ten temat, ale po śmierci Salomona, PAństwo Izraelskie rozleciało się na dwa. Północne z Samarią jako stolicą i południowe z Jerozolimą jako stolicą. To Północne -> Samaria zostało zdobyte przez Asyrię, ludność przesiedlona i wymieszana z ludnością Asyryjską Skutkiem tego dochodziło do małżeństw synów Izraela z kobietami asyryjskimi co było zabronione przez Prawo. http://www.kosciol.pl/article.php/20041228204913607 STąd też Samarytanami pogardzano i byli Żydami drugiej kategorii - delikatnie mówiąc. Przypowieść o MIłosiernym Samarytaninie obnaża szowinizm, miałkość moralną i zadufanie synów klanu Jakuba, które zachowało czystość "Krwi" - tych synów którzy uważali, że samo przynależenie do Klanu Jakuba czyni ich kimś Większym niźli inni... - nie tylko poganie ale nawet bracia Żydzi z północy. Jezus w swojej przypowieści pokazuje, że bliźnim jest każdy człowiek potrzebujący - bez względu na to czy uważany za czystego czy nieczystego. W innym miejscu Jezus mówi: "jaką nagrodę otrzymacie skoro wy wyświadczacie dobro jedynie swoim przyjaciołom - przecież i poganie tak czynią.... . Wy miłujcie swoich nieprzyjaciół."(cytat z pamięci). W kontekście Żydów i Samarytan widać jaskrawie jak ta miłość nieprzyjaciół ma wyglądać. I jeszcze trzeci wyróżnik "jak siebie samego". "Czyńcie innym tak, jak wy chcielibyście aby i Wam czyniono...."(cytat z pamięci) A w innym miejscu: "Jaką miarą Wy mierzycie, taką miarą i WAM odmierzą...." Jest to wypowiedź mówiąca o kryterium na sądzie ostatecznym... . Więc tak naprawdę miłość bliźniego jak siebie samego oznacza "napisanie własnoręcznie" kryterium oceny na sądzie ostatecznym dla samego siebie. Jaką miarą ja mierzę, taką mi odmierzą. Jak ja pomagam słabszym tak i mnie słabemu pomogą... . A jeśli mam ambicję bycia wiernym Sługą JEzusa - członkiem Jego Kościoła, to wezwany jestem do jeszcze większych zadań: miłowania i bycia miłosiernym nie tylko przyjaciół.. . Miłować nieprzyjaciół -> pomagać im w potrzebie, tak jak pomagam swoim przyjaciołom z rodziny.... . *************************************** Wbrew pozorom te dwa przykazania MIłości: Boga i Bliźniego są ze sobą sprzężone i od siebie zależą. Gdyż "nie można miłować Boga którego się nie widzi, nie miłując człowieka którego się widzi..". I to jest - jak sobie człowiek to uświadomi - trudne do zniesienia dla człowieka myślącego kategoriami "tego świata". Gdyż tak naprawdę wskaźnikiem tego czy miłuję Boga jest to, jak w praktyce kocham Bliźniego-czynem, nie ustami. Jeśli bliźniego kocham kiepsko to i Boga kiepsko... . A Jezus dodaje: kto chce być największy z was niech będzie sługą... - i umywa nogi apostołom w Wieczerniku, zamiast "wystawić swoje do umycia"... . ******** Ta analogia bycia sługą wszystkich i umycia nóg jest dla mnie osobiście wzruszająca i oddająca istotę miłosci bliźniego. Przypatrując się ostatniej wieczerzy mamy do czynienia z Ucztą - Wieczerzą. Gospodarzem Wieczerzy jest Jezus. My, ludzie organizując przyjęcie oczekujemy, że wszyscy przyjdą odświętnie ubrani, przygotowani z prezentami - nie sądzę abyśmy zdzierżyli jakiegoś gościa który przyszedł nie w odświętnym ubraniu i z nieumytymi "kończynami": brudny, i zaniedbany... . Natomiast na uczcie Jezusa, GOspodarz opasa się najpierw prześcieradłem i po kolei pochyla się u stóp każdego gościa. Umywa mu stopy i sadza przy stole... . Warto to sobie uświadomić, że takim właśnie wydarzeniem jest Msza św. Możemy w niej uczestniczyć po "obmyciu nóg" w sakramencie pokuty - te "nogi" nam obmywa JEsus w sakramentalnym spotkaniu... . ************************ Miłość Bliźniego to więc: - obowiązek miłowania nieznajomych a nie tylko znajomych - nieprzyjaciół a nie tylko przyjaciół - to w jaki sposób miłujemy powyższych świadczy o naszej Miłości Boga. W tym miejscu naszego rozważanie można dać nogę i prysnąć przed takimi wymaganiami Mistrza....., nieprawdaż?? ALe nie jest tak źle, :-))) Do "noszenia brzemienia tej wymagającej" miłości bliźniego uzdalnia mnie sam Jezus w Eucharystii, dając na pokarm Swoje Ciało i Swoją Krew a także swoje Słowo. Więc Eucharystia i sakramenty pełnią rolę pomocniczą - aby na mnie spełniło się SŁowo Jezusa "Wystarczy Ci MOjej Łaski..", albo "Przyjdźcie do Mnie wszyscy którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a Ja Was pokrzepię. Jarzmo Moje jest słodkie a jego ciężar lekki...". A jeszcze w innym miejscu: "Kto straci swoje życie z Mego powodu odzyska je... ". NIE MOŻNA, DOSKONALE(w pełni) MIłOWAĆ BOGA I BLIŹNIEGO NIE SPOTKAWSZY UPRZEDNIO JEZUSA. BO WłASNYMI SIłAMI TO BRZEMIĘ JEST NIE-DO-UNIESIENIA.. . MOZNA zostać PRZEZ JEZUSA UZDOLNIONYM I WYBRANYM DO TAKIEJ MIłOSCI w pełni - W SPOTKANIU Z NIM. Wezwanie Jezusa to PEŁNA MIŁOŚĆ BOGA, której wyznacznikiem nie jest "czystość rytualna" lecz sposób i relacja do drugiego człowieka. Ta relacja - moja - do drugiego człowieka jest MIARĄ jaką kocham naprawdę Boga, oraz miarą jaką zostanie mi wynagrodzone Moje podążanie za MIstrzem jako ochrzczony Katolik. Przy końcu czasów w taki sam sposób mnie grzesznemu Bóg odpłaci w jaki ja "odpłacałem" swojemu bliźniemu. W czasie ostatecznym przy zmartwychwstaniu, każdy człowiek będzie potrzebującym.... , potrzebującym miłosierdzia za swoje grzechy. Ci, którzy byli miłosierni dla innych - na miłosierdzie mogą liczyć. Ci którzy nie byli miłosierni - biada im. NIe będzie pytania o ilość Mszy św. opuszczonych, ale o Miłość. A MSza św. jest niezbędna do MIłości o jakiej Mówi Jezus. Chodzenie do Kościoła dla chodzenia jest nikomu nie potrzebna -nawet Bogu.... . Z "chodzenia do Kościoła" ma rodzić się czyste i dobre życie.. . I to Słowo jest kierowane nie dla pogan ale dla wierzących. Więc bycie Wierzącym to "niebezpieczna sprawa".... - zobowiązująca i determinująca nasze życie w bardzo diametralny sposób. Droga nawrócenia więc, to nie bajeczka i slogan ale konkretne, codzienne życie. Zrezygnowanie z własnej pychy i egoizmu a otwarcie swojego serca na innych w sytuacjach które tego wymagają.. . Oczywiście nie chodzi o to aby sprzedać swój dom i rozdać potrzebującym, ale o to, aby nie być egoistą dla swoich najbliższych i tych pośród których przychodzi nam żyć na co dzień.... - "Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych Mnieście uczynili...." To w sytuacjach codziennych naszego życia odbywa się sąd nad nami i nad światem. W jaki postępuję wobec drugiego człowieka w taki sposób Bóg postąpi wobec Mnie. Oko za oko, ząb za ząb? NIe, gdyż Królestwo Boże to miejsce w którym dobrze się czują Ci którzy postępują wg Przykazań MIłości. Jeśli tego sposobu życia, nie pokochamy i nie polubimy, pewnie i po śmierci nie będzie ono dla nas ciekawe- skoro za życia było "nie godne zachodu". WIęc wielkopostne "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" w kontekście powyższych rozważań brzmi jak wezwanie do dotknięcia "do żywego" motywów własnego postępowania w stosunku do siebie samego, bliźniego i Boga. A także motywacji dla której uczestniczę w praktykowaniu swojej wiary. Czy chodzę "do Kościoła" dla MIłości Bożej która owocuje w codzienności, czy też tak chodzę jak faryzeusz i lewita z przypowieści Jezusa którzy nie zauważyli tego co zauważył nieczysty - Samarytanin. Jezus powiedział: "Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa Bożego.” (Mt 21,31)." Czyżby nie właśnie dlatego, że umieli Kochać Bliźniego... i BOga? - bijący się w piersi celnik - płacząca nad swoimi grzechami Maria Magdalena - żałujący dobry łotr, towarzysz Jezusa z Ukrzyżowania... . - wreszcie "nieczysty" Samarytanin "widzący Boga" (To właśnie Ci, których warto mieć przed oczami w wielkopostnym okresie - a może nie tylko w wielkim poście... ). Pozdrawiam! p.s. Przepraszam za długi post.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)