Dawno już mnie nie było w salonie ze względu na "krzyż" z jakim przez ostatnie tygodnie się zmaga, a który został mi dany. Zmieniam zawód więc dużo czasu poświęcam na wejście w nową profesję.
Pewnie się ktoś zdziwi dlaczego krzyż napisałem, :-) To w związku z wczorajszą niedzielą która była świętem podwyższenia Krzyża.
Nie będę pisał o co historycznie chodzi w tym święcie ale o krzyżu. Krzyż w chrześcijaństwie jest znakiem zwycięstwa. Z jednej strony "po ludzku" oznacza wyżeczenie, wysiłek, pracę nad sobę a z drugiej coś pozytywnego - zwycięstwo.
Pozytywnego, gdyż ten znak wysiłku, wyrzeczenia, przemodelowania swojego życia jest drogą do zwycięstwa nad sobą i nad złem. Tak więc w kontekście nowej pracy - jeśli chcę odnieść sukces: muszę popracować, poznać, wejść w nowe obowiązki i być solidnym. Często mi się nie chce, mam obawy, stresy... . Wiąże się to z wysiłkiem, starannością, obowiązkowością i konsekwencją. Więc jest to pewien krzyż.
****
W wierze, ten krzyż nawracania, odkrywania tego co w moim życiu jeszcze - jak balast dla balonu który nie pozwala wznieść mu się ku górze, tak moje grzechy i lenistwo duchowe i cielesne nie pozwalają mi wyruszyć ku Bogu a jeśli już pada ta decyzja to zniechęcają aby za tym wyborem podążać.
I tak się dzieje, że te przywiązania do "lekkości życia"(cokolwiek to oznacza), i wysiłek stania się człowiekiem wg Boga wiąże się z wysiłkiem a więc krzyżem. Jednak w Krzyżu Jezusa te moje małe krzyże tracą swój ciężar i przestają być tak uporczywym ciężarem. Gdy doświadczając smutku, zmęczenia, opuszczenia, strachu, słabości właśnie spoglądając na Krzyż Jezusa umęczonego za mnie, ten mój krzyż staje się lżejszy i zaczyna być postrzegany(przeze mnie) jako środek i droga do celu - do "wywyższenia" niż do uciemiężenia.
Te negatywne rzeczy w perspektywie krzyża Jezusa zmieniają swoją substrancję tak jak natruralny nawóz. Niby śmierdzący a gdy zostanie on zaakceptowany i złożony w ogrodzie na nim wyrosną piękne, dorodne owoce.
Tak jest też z krzyżem. Ten kto nie rozumie krzyża dla niego on jest "zgniłym nieopotrzebnyn do życia jajem". Dla tego zaś, kto wie po co zyje i ku czemu podąża jest drzewem życia( Wielkanocnym Jajem"). A na tym polega miłość Jezusa, że on umarł za mnie nie na moje zyczenie - gdyż ja Go o to nie prosiłem. Ale zrobił to bezinteresownie dla mnie - chociaż go nie znałem, nie miałem o NIm pojęcia i nie miałem na "Krzyż" ochoty... .
Ten tydzień może się jawi dla kogoś jako przygniatające 5 dni. Nie tak straszno, popatrzeć na Jezusa... i przytulić swój codzienny krzyż dla Jego miłości, dla Jego Królestwa, dla Jemu podzięki.
Kto nie bierze swojego Krzyża nie jest Go godzien... . Bo ten jest uczniem który nie wybrzydza ale nasladuje Jezusa.., w dźwiganiu krzyża zachowując godność i mocną nadzieję.
Tygodnia więc dobrego!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)