Jak donosi dzisiejszy "Dziennik" na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty (sam ich jeszcze nie widziałem) związane z kolejną edycją kampanii przeciw homofobii. Są dwie wersje plakatu: "Co się gapisz pedale?!" oraz "Co się gapisz lesbo?!". Na początku myślałem, że to jakiś żart... O co tutaj znowu chodzi? Robert Biedroń w wypowiedzi dla "Dziennika" tłumaczy, że te plakaty mają zwrócić na problem obelżywych określeń stosowanych wobec homoseksualistów. I tyle. Tak, nic więcej nie wynika z tej wypowiedzi.
Zastanawiam się teraz co by było gdyby na przykład na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty z hasłami "Co się gapisz Żydzie?", "Co się gapisz czarnuchu" i tym podobne, ale wykupione nie przez organizację zajmującą sie walką z ksenofobią, lecz przez jakąś skrajnie szowinistyczną nacjonalistyczną partię. Podejrzewam, że plakaty zniknęłyby z ulic w ciągu kilku godzin, a osoby, które wykupiły te powierzchnie reklamowe dość szybko spotkałyby się w jednym z komisariatów...
Efekt ten sam - na pierwszy rzut oka te plakaty raczej mogą prowadzić do eskalacji problemu (już słyszę gimnazjalistów wykrzykujących te hasła z drwiącym uśmiechem do swoich kolegów). Ale jakoś do tej pory nie natrafiłem na żaden krytyczny komentarz dotyczący tej, jakby nie spojrzeć, kiepsko przemyślanej kampanii...
A, jeszcze jedno - te plakaty pojawiły się na ulicach Warszawy w związku z europejską kampanią "Każdy inny, wszyscy równi". Dość prześmiewczo brzmi ten slogan w kontekście konkretnie tej akcji...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)