Od jakiegoś czasu "Dziennik" w ramach walki o czytelnika stara się wzbogacić swoją treść. Między innymi w tym celu został stworzony weekendowy dodatek Magazyn" oraz zmieniono nieznacznie format "Europy" (to akurat zdecydowanie zmiana na plus). W zeszłym tygodniu "Dziennik" hucznie zapowiadał opublikowanie w poniedziałkowym numerze (z tego tygodnia o ile to nie jest jasne) raportu o pracy w korporacji. Zapowiadało się ciekawie, naprawdę ciekawie. Raport - to brzmi tak... poważnie, profesjonalnie. Spodziewałem się dużego artykułu, bądź kilku mniejszych, w każdym razie ciut większej ilości tekstu. Oczekiwałem, że wreszcie ktoś napisze o pracy w korporacji coś więcej niż wie na ten temat średnio zorientowana osoba opierając się na krążących stereotypach.
Oczekiwania były duże...
... jeszcze większe jest rozczarowanie. To chyba żart - pomyślałem sobie wczoraj przeglądając poniedziałkowe wydanie. Owszem był tekst o pracy w korporacji -
tylko zamiast raportu otrzymaliśmy niezbyt długą wiadomość o wynikach badań jakiejś stołecznej uczelni na temat pracy w korporacji. Miało być odkrywczo... i
w pewien sposób jestem zdumiony, bo po raz kolejny przeczytałem, że praca w korporacji to codzienne 14 godzinne siedzenie w pracy, wyścig szczurów,
nadużywanie napojów energetycznych, alkohol i narkotyki, przygodny seks na imprezach integracyjnych. Korporacja oczywiście zabiera człowiekowi życie, rozbija
małżeństwa... bla bla bla... W dzisiejszym numerze "Dziennika" znalazły się dodatkowo 3 życiorysy osób pracujących w korporacji - i znów właściwie został
powtórzony i utrwalony stereotyp krwiożerczej korporacji.
Czy w rzeczywistości jest aż tak źle? Doświadczenia wielu osób wskazują, że nie zawsze praca w korporacji musi wyglądać w ten sposób. Oczywiście zapewne można znaleźć ludzi, którzy mają doświadczenia podobne do bohaterów artykułu - pojawia się jednak zasadnicze pytanie: czy to wyjątki, czy to reguła?
Pisanie o pracy w korporacji za pomoca prostego schematu: nieludzkie godziny pracy - wyścig szczurów - niesamowity stres - w którego rozładowaniu pomagają
narkotyki i przygodny seks - to nic nowego. W prasie od wielu lat ukazują się tego typu artykuły. Czy do pracy w korporacji nie można by spróbować podejść w
jakiś inny sposób? Czy "Dziennik" nie jest zainteresowanym czytelnikiem, którego przyciągnie coś więcej niż "seks i narkotyki"?
"Dziennik" nie jest jakimś specjalnym wyjątkiem - jakiś czas temu podobny artykuł o pracy w korporacji ukazał się w Gazecie Wyborczej - na forum internetowym
gazeta.pl szybko pojawiły się głosy niezadowolenia osób pracujących w korporacji, zarabiających dobre pieniądze, a przy tym mających jeszcze normalne życie.
Dlaczego w opozycji do "Gazety Wyborczej" redaktorzy "Dziennika" nie pomyśleli, żeby porozmawiać z takimi osobami?
Swoją drogą chciałbym przeczytać raport z tych badań przygotowany przez autorów badania. Zastanawia mnie to czy w wynikach badania znalazły się jakieś
bardziej odkrywcze wnioski i obserwacje - czy może to sami naukowcy skupili się na "najbardziej krwistych" kwestiach...
Pytanie do komentatorów: A jakie są Wasze doświadczenia, bądź Waszych znajomych na temat pracy w wielkich korporacjach?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)