POLFIC POLFIC
381
BLOG

Dzisiejsze posiedzenie Rady Ministrów

POLFIC POLFIC Rozmaitości Obserwuj notkę 4

AKT PIERWSZY.

 Scena I.

 Morze. Pokład okrętu. Burza, grzmoty i błyskawice.KAPITAN I BOSMAN.

 KAPITAN.

Bosmanie!

 BOSMAN.

Jestem, kapitanie. Jakże tam ?

 KAPITAN.

Kiepsko. Przemów do majtków; zakrzątnijcie się żwawo: inaczej na dno pójdziemy.Dalej! dalej!

(Wychodzi).

 BOSMAN.

Nuże, chłopcy! Ruszajcie się'! ruszajcie! Ostro, ostro! chłopcy! Zwińcie żagiel bocianiego gniazda! Baczność na świst kapitana! Dmij teraz wichrze, aż pękniesz; masz miejsca podostatkiem.

{Wchodzą: Alonzo, Sebastyan, Antonijo, Ferdynand, Gonzalo i inni).

 ALONZO.

Kochany Bosmanie, czyńcie, co możecie.Gdzie kapitan? Trzymajcie się mężnie.

 BOSMAN.

Zejdźcie panowie na dół, bardzo proszę.

 ANTONIJO.

Bosmanie, gdzie kapitan ?

 BOSMAN.

Nie słyszycie go ? Psujecie nam robotę.Siedźcie w kajutach: dopomagacie burzy.

 GONZALO.

No, no; uspokój się, braciszku.

 BOSMAN.

Niech się wprzód morze uspokoi. Ustąpcie ztąd! Czy myślicie, że te ryczące bestye ważą,sobie imię króla? Do kajut! do kajut! Nie przeszkadzajcie nam.

 GONZALO.

Dobrze, dobrze. Pomnij jednak, kto się na pokładzie znajduje.

 BOSMAN.

Nikt taki, kogobym bardziej kochał niż siebie; pan jesteś radca: skłońże bałwany do milczenia, namów żywioły do pokoju, a żaden z nas ani się tknie liny. Użyj pan swojej pawagi,a jeżeli nic z nią, nie wskórasz, to podziękuj Bogu,żeś żył tak długo i przygotuj się w swojej ciupie na ostatnią godzinę, co lada chwila może wybić.Żywo, żywo, chłopcy! Na bok! jeszcze raz powtarzam.

(Wychodzi).

 GONZALO.

Wielką mi pociechą ten hultaj; nie patrzy mu z oczu, żeby miał utonąć, bo ma minę kompletnego obwiesia. O, losie, nie przestań obstawać przytem, że on wisieć będzie ! Spraw, aby przeznaczony dlań stryczek stał się naszą liną kotwiczną ! bo ta, którą tu mamy, nie wielką nam pomoc rokuje. Jeżeli ten człowiek nie stworzony

do szubienicy, to nasza sprawa djable krucha.

(Wychodzą).

(Bosman wraca).

 BOSMAN.

Spuśćcie maszt naczelny! Żywo! Niżej! niżej! Rozepnijcie dolny żagiel! (krzyk wewnątrz).

Żeby ich piorun z ich wyciem! głośniejsze jest niżnasza praca i burza.

(Sebastyan, Antonijo i Gonzolo wracają).

Znów tutaj ? Czego chcecie ? Mamyż zaniechać wszystkiego i zatonąć? Życzycież sobie pójść na dno?

 SEBASTYAN.

Żeby ci ślinogorz osiadł w gardle! Wrzaskliwy, bluźnierczy, nielitościwy psie jakiś!

 BOSMAN.

Pracujcież sami.

 ANTONIJO.

Cicho, obwiesiu! bezczelny, zuchwały krzykało; nie tyle my się boimy utonąć, ile ty.

 GONZALO.

Ręczę za niego, że nie utonie, choćby ten okręt był tak wątły jak łupina orzecha i przepuszczalny jak sito.

 BOSMAN.

W tył! w tył! Dodajcie dwa żagle! Nazad na otwarte morze! nazad!

(Wchodzą Majtkowie zmoczeni).

 MAJTKOWIE.

Wszystko stracone! idźmy się modlić! idźmy się modlić! wszystko stracone!

{Wychodzą).

 BOSMAN.

Jakto? mająż nam usta zastygnąć?

 GONZALO.

Król i książę modlą się; idźmyż sięmodlić wraz z nimi, bo zarówno tego potrzebujemy.

 SEBASTYAN.

Wściekam się z gniewu.

 ANTONIJO.

Utracimy życie przez tych pijaków;przez tego gbura z wyprawnym pyskiem. (Do Bosmana). Bodajby cię dziesięć przypływów i odpływów morza spłókało!

 GONZALO.

On będzie wisiał, chociażby każda kropla wody zamieniła się w bałwan i rozdziawiła się jak najszerzej, aby go pożrzeć.

(Krzyki pomieszane wewnątrz statku).

Boże, zmiłuj się nad nami! Toniemy, toniemy! Bądź zdrowa, żono! bądźcie zdrowe, dzieci! Bądź zdrów, bracie! Toniemy, toniemy, toniemy!

 ANTONIJO.

Pójdźmy ginąć razem z królem.

(Wychodzi).

 SEBASTYAN.

Pójdźmy go pożegnać.

(Wychodzi).

 GONZALO.

Oddałbym teraz tysiące włók morza za jeden morg jałowego gruntu, choćby pokrytego tylko wrzosem lub janowcem. Dziej się wola nieba! Wolałbym jednak umrzeć suchą śmiercią.

(Wychodzi),

PRZEKŁAD JÓZEFA PASZKOWSKIEGO.

POLFIC
O mnie POLFIC

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości