Wczorajsze oberwnako chmurki narobiło trochę szkody w wiosce. Nic groźnego – sąsiadowi wymyło kilka arów marchwi i buraków dla kobyłki, mnie pół bruzdki ziemniaków posadzonych na młode. Jakby padało godzinę dłużej – mogło być nieciekawie. I dalej może być nieciekawie, bo ICM mówi, że dalej będzie padać. Zaniżając od kilku dni w sposób podejrzany wysokość opadów.
58
BLOG
Zalać, czy być zalanym
Plusem mieszkania w dołku jest osłona przed wiatrem, co obniża wydatnie koszty zimowego ogrzewania, minusem – takie dni jak teraz. Teoretycznie można by problem gnębiący od lat moją część wioski rozwiązać, ale…
No właśnie, zawsze jakieś ale. Rozwiązanie problemu jest proste: przyspieszyć schodzenie wody z pól, która przez ukształtowanie terenu musi przemknąć przez kilka siedlisk by dotrzeć w miejsce gdzie żaby będą miały z niej radość. Tyle, że jeżeli przyspieszymy schodzenie, żeby nie zalewało Krzycha, to będzie bardziej zalewać mnie. Jak przyspieszymy u mnie, będzie bardziej zalewać Stacha. Jak u niego też będzie szybciej – zalejem Siwaczkę. Bo dopiero za nią nie ma kogo podtopić.
Za komuny nieboszczki skrzyknęło by się kilku chłopa, „wypożyczyło” za kilka flaszek koparkę z pegieeru i przy pomocy zdrowego rozsądku aka chłopskiego rozumu problem by się rozwiązał w jedno popołudnie. Na szczęście mamy demokrację oraz dostęp do unijnych środków, które mogą wspomóc kompleksowe rozwiązanie sprawy na terenie całej wioski. A kto wie czy nie od razu całego powiatu.
Nic to, że nawet tak zwany wkład własny będzie większy niż koszt wynajęcia tej cholernej koparki, która pogłębi i przekopie dokładnie tam gdzie chłopski rozum mówi że pogłębić i przekopać należy. Trzeba jakoś z bezrobociem walczyć.
Póki co – czekam z niecierpliwością na serię planów, programów i strategii. Może nawet na kilka ustaw i kilkanaście rozporządzeń. Póki co – chcę się poczuć zadbanym przez „nasze wadze kochane”. Jakby brakło pomysłów – zapraszam biurokratów do siebie. Ze sztychówkami i co najmniej ministrem. Sztychówki po to, żeby w końcu rozwiązali konkretny, przekładający się na jakość życia kilkunastu osób problem. Minister po to, żeby nikt się nie przyczepił, że nielegalnie.
Jak się biurokraci pospieszą – załapią się na ślimaki. Po ogródku grasują mi dzikie stada sztuk wielkości chomika. Idę zebrać i namoczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze