Padało wczoraj, padało dzisiaj, jutro też ma padać. Ale tylko trochę. Podobno.
Jeżeli prawdą jest, że w przyszłym tygodniu też ma padać - zupełnie poważnie zastanawiam się czy na grządkach przygotowanych pod pomidory i te inne kupowane na targu sadzonki, nie posadzić ryżu. Woda cały czas radośnie bruzdami pomyka. Warunki są.
Jak przestanie pomykać - mam technologiczny, pobudowlany dół na działce. A w nim - na oko - 20 metrów sześciennych ekologicznej deszczówki. Jakby miało braknąć - na podwórzu - średnio - 3 cm wody, co przy 24 arach też daje niezłą ilość. Zwłaszcza, że można ją sprowadzić do wspomnianego dołu gumofilcem. Nawet motyki nie trzeba.
Zna się ktoś na uprawie ryżu? Nie mam siły szukać w gogielu :/
Jest też pozytywna informacja. Sołecki komitet przeciwpowodziowy uchwalił, że mniej problemów będzie jeżeli ułatwim wodzie spływać dokładnie tak, jak chłopski rozum mówi, że będzie jej spływać najwygodniej. Po wizycie (wizytacji?) wójta, wraz z merytorycznymi urzędnikami z gminy, okazało się, że sąsiedzki konsensus da się usankcjonować i będzie to trwało krócej niż obeschnięcie ziemi, żeby ciężki sprzęt mógł wjechać i zrobić swoje.
Nie ukrywam, że jestem pozytywnie zaskoczony. Zwłaszcza, że wizyta (wizytacja?) odbyła się poza godzinami pracy urzędu. Zwłaszcza, że merytoryczni urzędnicy obiecali, że następnego dnia można przyjść do gminy i podpisać wypełnione przez nich kwity na wejście na prywatne tereny oraz wycinkę drzew, które bezspornie trzeba wyciąć.
Bardzo pozytywnie zaskoczony jestem. Brawo wójt! Brawo gmina!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)