Nie jestem co prawda zalany w sposób atrakcyjny medialnie, ale mam kupę wody w piwnicy. Ujmując rzecz inaczej: mam piwnicę pełną wody.
Kryty basen znaczy się posiadam. Tylko chwilowo. Niestety.
Wczoraj jeszcze nie było źle. Wiem, bo po słoiki do piwnicy schodziłem. Dzisiaj już było źle, bo słoików następnych nie dane mi było pobrać.
Tylko proszę mi nie mówić, że za karę. Bo nawet rano nie wiedziałem, że będę miał ochotę na kaszankę z duszoną, self-słoikowaną, kiszoną kapustą, która, jak inne zesłoikowane dobra, została zalana w mojej podwórkowej piwnicy.
I wściekły jestem. Z kilku powodów:
1. Poradnik „Uprawa ryżu w weekend” przed weekendem nie doszedł.
2. Nawet jakby dzisiaj przyszła pompa, to nie ma sensu pompować.
3. Babcia rozpacza, że wymyło grządki, choć wymyło tylko ćwierć bruzdki ziemiaków.
4. Wydałem w warzywniaku trzy dychy(!), bo w zalanej piwnicy nie tylko słoiki były.
Jednak najgorsze jest to, że osobista babcia chce mnie zabić. Zamiast poczekać na poradnik o uprawie ryżu, niedwuznacznie sugeruje żebym skosił kolejny kawałek ogródka. Elektryczną kosiarką.
A ja mam całkiem inny problem. Jakie ryby zacząć hodować w piwnicy (poradnik o uprawie ryżu nie dotarł...). Bo nawet jak przyjdzie pompa, to przez najbliższy tydzień będę tą piwnicą odwadniał działkę.
Górą się to nie nalało.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)