Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
67
BLOG

Śmieci, czyli jak stworzyć problem

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Między głównym nurtem kampanijnym, a pobocznym wakacyjnym, wypłynął problem śmieci.  Z powodu kolejnego wstrząsającego raportu NIK’u, z którego tradycyjnie nic nie wyniknie. Nie na po to przecież tabuny urzędników, doradców oraz lobbystów europejskie prawo w pocie czoła zaimplementowały, żeby teraz przyznać, że w głupi sposób.

 

W miastach wygenerowana głupota jest praktycznie niezauważalna. Ot, na świstkach otrzymywanych od zarządów mieszkaniowych wspólnot i spółdzielni, zwiększyły się kwoty przy pozycji związanej z wywozem śmieci. Absurdy związane z nowymi rozwiązaniami widać za to dobrze na wsi.
Przez pierwszy rok mojego tutaj mieszkania było lepiej niż w mieście. Jak się śmieci w worku wystarczająco nazbierało się brało worek i wyrzucało do „ogólnowioskowego”  kontenera. Plastikowe oraz szklane butelki pakowało się do worków, które można było zawieźć samemu na wysypisko albo przyczaić w składziku w celu wystawienia przed bramę raz czy dwa razy w roku. Kosztowało to zero złotych miesięcznie (czyli mniej niż w mieście) i działało. Nawet na tych, którzy mieli bliżej do lasu niż do kontenera.
 I było miło, ale się po nowelizacji śmieciowego prawa skończyło.
 
Nastał nowy, lepszy system oparty o obowiązkowe, indywidualne umowy zawierane pomiędzy mieszkańcami a koncesjonowanym śmieć-operatorami. W ramach wolnego oraz konkurencyjnego rynku zostałem zasypany jedną ofertą świadczenia mi usługi wywozu śmieci. Ofertą bardzo elastyczną – 9 złotych za kubeł odbierany raz w miesiącu. Albo won.
Ponieważ kubeł trzeba osobiście wystawić (co jest zrozumiałe) pojawia się problem: wakacyjne plany urlopowo-weekendowe należy albo koordynować z terminami pomykania śmieciarki po wsi, albo prosić sąsiadów, żeby wystawili kubeł. Dwa miesiące w ciepełku to jednak dla śmietków trochę  za długo.
Jednak problemy jednostki są niczym w porównaniu z problemami społeczności. Czyli tak naprawdę gminy, za jakość życia i przestrzeganie prawa w zakresie śmieci odpowiedzialnej. Przede wszystkim musi gmina stworzyć, monitorować oraz aktualizować rejestry dotyczące podpisanych umów. Ma również obowiązek zorganizowania wywózki śmieci dla tych, którzy nie chcą bądź nie mogą podpisać umów samodzielnie. W praktyce również ich opłacenia, ponieważ bez względu na to czy w indywidualnym przypadku koszt wywożenia śmieci przeliczany jest na bochenki chleba, czy na butelki taniego wina, i tak nie będzie miała jak tych pieniędzy ściągnąć.
 
Na razie w gminie nie pytałem, ale w ramach zbliżającej się samorządowej kampanii zapytam, czy opłacanie wywożenia śmieci za osoby, które nie zawarły samodzielnie umów, nie wychodzi drożej niż poprzednie rozwiązanie.
„Ogólnowioskowy” kontener, który jeżeli była taka potrzeba, był opróżniany raz w tygodniu.
Dokładniej rzecz ujmując: wymieniany na pusty. Co skłania do rozważenia czy dezynfekcja jednego, nawet dużego, kontenera ale w miejscu do tego przystosowanym, nie jest mniej szkodliwa dla środowiska, niż chałupnicze podczyszczanie 50-ciu kubłów na 50-ciu podwórkach.

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości