Wilhelm Sasnal jest aktualnie niezwykle popularnym i kasowym polskim malarzem. Znany jest z oryginalnych, trochę kojarzących się z konwencją pop-artu obrazów, nacechowanych dużą spostrzegawczością i społeczną wrażliwością. Wystawiany w Londynie, Nowy Jorku i Zurychu, jego obrazy potrafią kosztować kilkaset tysięcy dolarów. Krótko pisząc, wielki, autentyczny i na szczęście zauważony talent – jeden z naszych najlepszych towarów eksportowych ostatnich lat.
Oprócz malowania obrazów, Sasnalowi wraz z żoną Anką, zdarzyło się nakręcić film ‘Z daleka widok jest piękny’. W ubiegłym roku, film ten dostał główną nagrodę na festiwalu Era Nowe Horyzonty. A jako, że nie jest to film mainstreamowy, można go zobaczyć jedynie w kinach studyjnych, jak np. w wyśmienitym krakowskim Kinie pod Baranami. Referencje smakowite, bo i Sasnalowie, i nagroda, i ulubione kino i miłe towarzystwo przy okazji. A sam film? I tu dochodzimy do sedna.
Małopolska wioska nieopodal Puszczy Niepołomickiej. Poskładana z pustaków nędzna chałupa na uboczu wsi, podwórko zaścielone odpadkami złomowanych samochodów, klatka z królikami, pies na łańcuchu, rubieże nowoczesnego świata made in Poland tu i teraz. Dom zamieszkały jest przez syna z chorą na Alzheimera matką. Zostawiana sama sobie i zamykana w pokoju matka potrafi wyć przez okno i korzysta z okazji aby uciec z domu. Syn wraz z kompanami utrzymuje się ze szrotowania samochodów i sprzedawania złomu. Rozrywkę dostarcza mu oglądanie telewizji, picie piwa, milczące wyprawy nad rzekę, aby popatrzeć się na kąpiących. A przede wszystkim jeździ ze swoją piękną dziewczyną do lasu (bo w domu przeszkadza matka). Dziewczyna jest z tej samej wsi, oprócz urody jest gospodarna i marzy o wyprowadzeniu się od rodziców. A sama wieś jest także bardzo charakterystyczna. Trochę klimatów Stasiuka, ale zdecydowanie więcej Smarzowskiego i Borzęckiej. Niczym się nie wyróżniające zabudowania, szorstkie relacje między ludźmi, kilkunastoletnie samochody z demobilu, klasyczne męskie koszulki na ramiączkach, schabowy z kapustą na obiad, wyblakłe obrazy z Najświętszą Panienką na ścianach. Taka gmina, po prostu.
Schemat fabularny koncentruje się wokół postaci Pawła. Decyduje się on pewnego dnia wywieźć swoją chorą matkę, po czym sprowadza do siebie dziewczynę i zamieszkują razem. Krótkie chwile wzajemnego szczęścia (? - znak zapytania bo szczęście to zilustrowane jest groteskowo), kończą się nagłym zniknięciem głównego bohatera. Wkrótce po tym lokum opuszcza także jego dziewczyna, a miejscowi zauważając, że domostwo jest opuszczone, najpierw dokonują nieśmiałego rekonesansu, aby już kolejnej nocy całkowicie ten dom rozszabrować . Zabrać to co cenniejsze, połamać meble, powyrywać okiennice, a to co zbędne gromadnie spalić na podwórzu. Uczestniczy w tym cała wieś, wszyscy pojawiający się w filmie bohaterowie, łącznie z dziewczyną Pawła. Następnego dnia wszyscy spotykają się na porannej mszy. Na tym film się nie kończy, dochodzi do zasadniczego zwrotu akcji i tragicznego finału, ale to każdy chętny może sobie dooglądać.
Film jest interesująco kadrowany, nie brakuje dalekich planów, eksponujących piękno przyrody i zestawiających urodę otoczenia ze szpetotą tego co ludzkie. Czy jest to kino eksperymentalne? Nie bardzo. Film jest realistyczny, podawany prostym językiem, kamera często filmuje „z ręki”, ale od czasów Dogmy, to zupełnie klasyczna technika. Czy jest to kino artystyczne? (umówmy się, że pod tym pojęciem rozumiemy coś co kojarzymy z kinem malarskim vide Lech Majewski lub Peter Greenaway). Też nie bardzo. Wprawdzie producentem jest nowojorska galeria sztuki, kadry są subtelne i wysmakowane, ale też nie odbiegające od tego co nakręcają studenci w swoich etiudach. Przyznam się też, że nie dostrzegam dużego związku malarstwa Sasnala ze sposobem fotografowania tego filmu. Czy jest to film społeczny? Tak, moim zdaniem jest to ostry pamflet środowiskowy. Bardzo łatwo go odczytać jako satyrę na polską prowincję. W filmie karykaturalnie (prawdziwie?) przedstawiona jest polska wieś dzisiejszej doby, gdzieś daleko od wielkiego świata. Wieś niebogata, bezrefleksyjnie religijna, podskórnie antysemicka, gdzie stosunki międzyludzkie są prymitywne lub wręcz zwierzęce. W filmie najbardziej uderzająca jest scena szabrowania domu głównego bohatera, która łatwo wywołuje skojarzenia z grabieżą mienia pożydowskiego. Nocą, po cichu, wpierw indywidualnie, potem zbiorowo, rozwadniając odpowiedzialność i ewentualne poczucie winy. Widzimy płonące sprzęty w domu Pawła, ale przewija nam się przed oczami płonąca jedwabińska stodoła.
Ale czy taki film Sasnalowie rzeczywiście nakręcili? Czy tak była ich intencja? Wiem, że film wzbudził też duże kontrowersje na ENH. Teraz już domyślam się dlaczego. Gdyby chcieć potraktować to literalnie i posłużyć się taką samą interpretacją jaka mi się przytrafiła, bardzo łatwo przypisać temu filmowi antypolonizm i kalanie własnego gniazda, jak to mogłoby być nazwane w GP lub Naszym Dzienniku. Mam spory problem z tym filmem. A może, o to chodziło?Jestem bardzo ciekaw Państwa reakcji, jeśli ktoś chciałby się podzielić wrażeniami zapraszam.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)