3 obserwujących
22 notki
66k odsłon
  4199   0

Polski sen, czyli od nauczyciela do milionera

Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jego życiorys to polska wersja „american dream”: nie mając nic, zbudował największe imperium prasowe przedwojennej Polski i jedno z największych w Europie.

Kiedy przeglądamy Narodowe Archiwum Cyfrowe, zdecydowana większość zdjęć z czasów II RP pochodzi ze zbiorów „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Ten tytuł w latach 30. XX wieku zdominował rynek prasy polskiej, a stworzył go skromny i raczej kiepski – patrząc na to, co stworzył potem, to chyba: na szczęście kiepski – nauczyciel gimnastyki Marian Dąbrowski.

Zbił interes na… krzyżakach

Urodził się w 1878 r. w Mielcu, w biednej, wielodzietnej rodzinie inteligenckiej. W 1907 r. ukończył filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Osiadł w Krakowie i w Gimnazjum im. Jana Sobieskiego podjął się nauczania gimnastyki. Był też instruktorem „Sokoła” – pionierskiego towarzystwa wychowania fizycznego, którego członkowie przyczynili się do powstania wielu klubów sportowych i Związku Harcerstwa Polskiego. Ale Polska jeszcze wówczas na mapę Europy nie wróciła po ponad setce lat rozbiorów, zaś filozof Dąbrowski nie okazał się stworzony do gimnastyki – komisja oświatowa wystawiła mu negatywną opinię. Nie zdał egzaminu nauczycielskiego. więc musiał rzucić pracę.

I kombinować, jak życie się utrzymać. Od wczesnych lat musiał na siebie zarabiać, także na swoją edukację. Jak? Przekazy są różne: podobno handlował obrazkami świętych, pocztówkami, papierem. Był w tym niezły, ale to nie był godziwy zarobek. W końcu – tak samo, jak wielu humanistów robi do dzisiaj - skierował swoją uwagę na media.

Najpierw podpatrywał ich pracę: przez „Sokoła” nawiązał współpracę z „Przeglądem Gimnastycznym”, gdzie już w 1900 r. prowadził dział sportowy; po epizodzie nauczycielskim zaś praktykował w tygodniku „Ilustracya Polska”, gazetach „Nowiny. Dziennik Ilustrowany dla Wszystkich” i „Nowiny dla Wszystkich”. Wziął ślub z Michaliną Dobijówną, która wniosła ze sobą niemały posag – dzięki niemu wszedł do spółki „Postęp”, wydającej narodowy dziennik „Głos Narodu”. Ale ten nie przynosił dochodu. Wreszcie w 1910 zrobił „interes życia”.

W dawnej stolicy Rzeczypospolitej hucznie uczczono 500-lecie zwycięstwa króla Polski Władysława Jagiełły i księcia litewskiego Witolda nad zakonem krzyżackim, m.in. odsłaniając Pomnik Grunwaldzki i organizując wielkie spotkanie paramilitarnego Związku Strzeleckiego, z którego powstały potem Legiony Polskie. Po trwających kilka dni uroczystościach na krakowskich Błoniach pozostały drewniane konstrukcje. Miejskie władze szukały kogoś, kto zajmie się tymi „śmieciami” i podjął się tego właśnie Dąbrowski wraz z kilkoma żydowskimi wspólnikami. Z „pogrunwaldzkich” odpadów zbudowali drewnianą budę, dzięki której mieli organizować wzloty aeroplanów na Błoniach. W baraku występowali artyści cyrkowi i wyświetlano pierwsze filmy. Rozrywka była na tyle intratna, a drewniany obiekt dość warty, by wystarczyło na założenie własnej gazety. Wkrótce spłacił wspólników.


prasa przedwojenna

Pierwszy numer „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” ukazał się 18 grudnia 1910 roku. Pierwsze siermiężne wydania z biegiem czasu zmieniły się w prasę na porządnym poziomie. A Dąbrowski zarabiał i krok po kroku dominował rynek: cztery lata później przejął „Nowiny”, zaś gdy zaczęła odradzać się Polska – w 1918 roku – przystąpił ostro do budowy koncernu prasowego. W 1927 roku przejął kolejne pismo – „Nową Reformę” – i szedł dalej.

Stworzył lub rozbudował w sumie 11 czy 12 oddziałów terenowych, m.in. w Łodzi, Lwowie, Katowicach, Zakopanem, Toruniu i Warszawie. Zatrudnił korespondentów zagranicznych. Dzięki tej sieci dziennikarzy miał w gazecie najświeższe informacje z kraju i ze świata. Do tego stworzył własną, całodobową stację nasłuchu w kilku językach (wcześniej przechwytywał wojskowy nasłuch) i jako pierwszy wprowadził przesyłanie zdjęć prasowych drogą radiową, tzw. fototelegrafię, by zawsze być o krok przed konkurencją. Całą tą nowoczesność i możliwości podkreślano w gazecie:, w opisach autorów, źródeł, a nawet podpisach pod zdjęcie. Bo to też był element marketingu: są najszybszą, najlepszą, najnowocześniejszą gazetą docierającą w każdy zakątek globu.

„IKC” z sensacyjnej bulwarówki, rywalizującej z „Gońcem Krakowskim” i właśnie „Nową Reformą”, zmienił się w dziennik ogólnopolski, poważny i nowocześnie redagowany. Miał sześć wydań terenowych, kilkanaście dodatków tematycznych i podobno milion czytelników dziennie (kolportowany też nowocześnie, koleją i ciężarówkami, był do dostania nawet za granicą). W szczytowym okresie gazeta osiągała nakład 180 tysięcy egzemplarzy i dominowała na rodzimym rynku aż do 1939 roku.

Redakcja sama siebie chwaliła: „Dzisiaj już wszystkie poważne dzienniki polskie zniewolone przykładem »Kuriera« mają tygodniowe dodatki ilustrowane i dlatego możemy mówić śmiało, że zapoczątkowaliśmy w polskiej publicystyce codziennej nowy okres”.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka