3 obserwujących
27 notek
77k odsłon
  3195   0

Polska szkoła biznesu, czyli lata 90. XX wieku

Targi gier komputerowych w Warszawie w 1999 r. Fot. PAP
Targi gier komputerowych w Warszawie w 1999 r. Fot. PAP

A przecież twórca koncernu – wtedy bardzo młody (rocznik 1965) – spożywki się nie uczył, tylko budownictwa podziemnego na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Studiował też na Technische Uniwersitaet w Clausthal-Zellefeld. Jest doktorem nauk technicznych. Ale widok półek w Niemczech, pełnych towarów, kiedy w Polsce świeciły pustkami, podsunął mu pomysł. Namówił kolegów na biznes – w 1990 r. zaczęli sprowadzać do Polski i konfekcjonować zabielacze do kawy i kakao. Zdzisław Stuglik, Jerzy Kasperczyk, Sławomir Rusinek i Józef Szczur, potem do firmy dołączył Peter Kramer.

– W biznesie pomogła nam atmosfera i klimat tamtych lat. Nie było kapitału, był za to fantastyczny rynek, przyjazny i głodny. Kiedy rodził się kapitalizm, wszyscy pragnęli czegoś nowego, własnego, ale nie każdemu tę chęć udało się przekuć w sukces – opowiadał Pawiński.

Po trzech latach zaczęli sami produkować: rozpuszczalne herbatki owocowe, napój kakaowy, cappuccino, pitną czekoladę… Mieli pasję i wierzyli, że się uda. W roku 1995 przejęli zakład przetwórstwa owoców Polska Żywność z Olsztynka. Potem kolejne. Dziś mają kilkanaście marek, bardzo rozpoznawalnych, bo w prawie każdym domu jest makaron Lubella, soki Tymbark i Kubuś, keczup Włocławek, słoik warzyw Krakusa czy dżem Łowicz. Maspex ma 11 polskich firm i 14 zagranicznych w sześciu krajach wschodnioeuropejskich UE. Eksportuje do 50 państw. Prowadzi akcje społeczne dla dzieci i wraz z Muzeum Powstania Warszawskiego projekt edukacyjny „Parasol Historii. Wspomnienie ’44”.

Góry karier

Okno na biznes otworzyło się też w wielu innych dziedzinach. W przypadku Ryszarda Florka z Nowego Sącza – dosłownie. Założył firmę Fakro – obecnie drugiego, największego na świecie producenta okien dachowych. – Rodzice nauczyli mnie, że na sukces trzeba ciężko pracować. Można więc powiedzieć, że przedsiębiorczości uczyłem się już w dzieciństwie. Żeby osiągnąć sukces, trzeba wierzyć, ciężko pracować, mieć wiedzę i trochę szczęścia – wspominał z kolei Florek w „GW” („Świat patrzy przez polskie okna”, Paweł Figurski).

Jego ojciec był stolarzem – przedsiębiorcą w Tymbarku pod Limanową, w Beskidzie Wyspowym. Gdy do ich domu przyjeżdżali goście, mały Rysiek spał na strychu – patrząc, jak światło wpada przez przeszklone dachówki wpadł na pomysł, by w dach wbudowywać okna. I na studiach na Politechnice Krakowskiej zaczął się tym interesować. W Polsce nikt takich okien nie produkował. Pod koniec lat 80. otworzył z kolegą zakład stolarski, produkujący głównie na rynek niemiecki, ale w 1990 postanowił realizować marzenia. Przekonał do nich żonę i przyjaciela Krzysztofa Kronenbergera. Ich Fakro ma 12 firm produkcyjnych w Polsce i za granicą oraz 16 firm dystrybucyjnych – od USA po Rosję i Chiny.

W regionie Florka podobnych karier było wiele. Na przykład Andrzeja Wiśniowskiego, producenta bram, który o swoim sukcesie opowiadał „GW” („Człowiek, który sprzedał milion bram”, Beata Bialik) z humorem: – Mieczysław Rakowski powiedział kiedyś: „Jeśli masz garaż albo stodołę, załóż w nich firmę”. No to posłuchałem.

Rakowski to był de facto ostatni premier PRL, po nim Czesław Kiszczak urzędował tylko 22 dni i w sierpniu 1989 zastąpił go Tadeusz Mazowiecki, który został pierwszym premierem III RP. A Wiśniowski miał w Polsce Ludowej prowadzić rodzinny biznes rolniczy – po dziadku i ojcu, w szklarniach na Podkarpaciu. Ale jak to człowiek młody, wolał coś „bardziej na czasie”. Zaintrygowała go elektronika, a ściślej – bramy otwierane bez wysiadania z samochodu. W 1989 r. powstał prototyp pierwszej automatycznej bramy 23-letniego wtedy Wiśniowskiego. Firmę otworzył z dwoma kolegami i bratem Tadeuszem, w garażu a potem w stodole. Wreszcie w Wielogłowach, przy głównej drodze w Beskid Sądecki, gdzie stoi dziś wielki, nowoczesny zakład.

Klienci sami na niego wpadali, jadąc w góry. Jak wspominał, w połowie lat 90. wystawiał się już na targach w Poznaniu i zaczął tworzyć sieć dilerów. Pierwszy duży kredyt inwestycyjny wziął pod koniec lat 90. Teraz planuje rozwój firmy na 5 lat do przodu, ma 25 procent przychodu z eksportu i ponad 2500 punktów sprzedaży w Europie. Zbiera nagrody i powołał do życia Fundację Horyzont 360, która troszczy się o Jezioro Rożnowskie. Zbudował nad nim luksusowy hotel, by przyciągać wymagających turystów.

Produkt premium

Artur Kazienko, prezes firmy Kazar Footwear, od razu w 1991 roku postawił na luksus – zaczął od sprowadzania obuwia z Włoch. W rozmowie z Agatą Kulczycką („Nie sprzedajemy butów jako takich, ale styl życia” – „GW”) przyznał, że wtedy biznes prowadziło się łatwo: – Rynek był bardzo chłonny, brakowało wszelkich dóbr konsumpcyjnych. Naszym celem od początku było dostarczanie klientom produktów premium. Wtedy firmy powstawały jak grzyby po deszczu. Dawne socjalistyczne fabryki przejmowane przez prywatnych przedsiębiorców także produkowały buty, ale nie były one najwyższej jakości.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka