Przyznam szczerze, że nie wiem, co powinno być - tablica, czy pomnik. Osobiście mnie zadowoliłaby tablica, niekoniecznie taka i na pewno nie w taki sposób odsłonięta, ale co innego mnie zastanawia -tempo i tajemnica, a także uzgodnienia jakie temu towarzyszyły.
Jeden z dziennikarzy usiłował w dniu dzisiejszym ok. o ile pamiętam godz. 9 uzyskać informacje na temat tego, czy i kiedy będzie upamiętniona pamięć Ofiar katastrofy. Niczego się nie dowiedział. A tymczasem już wówczas tablica była przygotowana, a nawet wyznaczona godzina jej odsłonięcia. Podobno to wszystko w trosce o spokój. Następnie p.Michałowski z Kancelarii Prezydenta poinformował, że forma upamiętnienia, a także treść umieszczona na tablicy i jej rozmiar były uzgadniane z Miastem (czyli PO uzgodniło z PO) oraz rodzinami Ofiar. Na pytanie, czy z większością, odpowiedź brzmiała - nie. Czyli rozumiem, że z tymi rodzinami, które miały być zgodne i były zgodne. Trochę mi to przypomina takie sprzątanie dziecka. Mama kazała posprzątać, a dziecko, żeby mieć święty spokój poupychało wszystko do szafek, odkurzyło nieco środek pokoju i w poczuciu dobrze wypełnionego narzuconego obowiązku, zająło się swoimi własnymi sprawami. Bo jak inaczej to rozumieć?
Najpierw p.Komorowski rozpoczął cały rozgardiasz. Potem szukało się winnych, oczekiwało, że PIS załatwi za p.Komorowskiego sprawę, a następnie skoro nie wyszło, a cyrk czas by trochę zmniejszyć, na odczepnego wykonano tablicę i teraz można powiedzieć - chcieliście pamięci, to macie i jak zwykle jest Wam źle. Nie wgłębiając się w szczegóły, zapewne taki wniosek byłby jedynym jaki przeciętnemu człowiekowi przyszedłby do głowy. Tylko, że nie jest tak do końca.
Co ja bym zrobiła na miejscu tych ludzi broniących przeniesienia krzyża? Zaskoczyłabym wszystkich i w milczeniu odprowadziła krzyż do Kościoła Św. Anny. Czy zapomniałabym o wszystkim? Na pewno nie. Wszak zmieniano już w historii nazwy ulic, usuwano tablice i pomniki, stawiano nowe. Czekając zatem na sprzyjający czas i zapalając pod tablicą lampkę, pytałabym rząd o najbliższe reformy (oczywiście nie takie, które nimi nie są, a jedynie mają wydrzeć od Polaków pieniądze na zapchanie deficytu w budżecie) i delikatnie przypomniała Panu Prezydentowi o jego obietnicach przedwyborczych. Na tym bym się właśnie skupiła. Nie można ciągle tańczyć jak zagrają, a zatem nie można dawać się wciągać w rozgrywki, które są tylko oderwaniem od prawdziwych problemów i pretekstem dla oskarżania ludzi o niechęć do kompromisu i wykorzystywania krzyża do celów politycznych.


Komentarze
Pokaż komentarze