Dla niektórych to zapewne stara sprawa, ale ja dopiero dzisiaj rano przeglądając mały stosik zaległej prasy natknęłam się na artykuł o elitarnej jednostce wojskowej GROM. Sama nie wiem, czy przymiotnik "elitarna" jeszcze jest właściwy.
Żołnierze wyszkoleni z brytyjskim SAS i amerykańską Deltą, którzy można powiedzieć, przeszli szkołę życia, aby otrzymać ten wymarzony szary beret, nagle zostali sprowadzeni do przysłowiowego parteru. Okazało się, że dzisiaj ten beret dostaje się z magazynu jak każdą inną część ubioru. Najważniejsze jest tyko mieć odpowiednie poparcie. I tak człowiek (R.Polko) awansował na szefa szkolenia człowieka nie mającego nawet szkolenia podstawowego. On miał szkolić ludzi, którzy brali udział w niejednej misji. Czy można dziwić się rozżaleniu tych żołnierzy? Czy można się dziwić, że mieli dosyć nadmiernie rozwiniętej biurokracji i nazywania ekspertami od wojsk specjalnych wojskowych z normalnych jednostek bez odpowiedniego przygotowania? Czy to dziwne, że nie mogli pogodzić się z tym, że GROM stał się dobrą posadką przed emeryturą dla kadry wojskowej? Ale z drugiej strony, czyż można się temu dziwić, skoro ministrem MON jest lekarz psychiatra?
Ja tak sobie czasami myślę patrząc na zdjęcie mojego śp. dziadka, że Polacy to już tak chyba mają, że jak elita to trzeba zniszczyć. Kiedyś to było "sanatorium" we Wronkach, a dzisiaj jakby łagodniejsza forma.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)