Każdy lub prawie każdy z nas ma marzenia. Na ogół dotyczą one szczęścia naszych bliskich, znalezienia dobrze płatnej i przy tym ciekawej pracy, zdrowia i oczywiście pieniędzy. Bo tak już jest, że może one szczęścia nie dają, ale znacznie ułatwiają codzienne życie. Tak sobie myślałam, że zapewne i Prezydent posiada jakieś marzenia nie tylko jako człowiek, mąż i ojciec, ale też jako Głowa Państwa. I nie myliłam się. Tylko nieco rozczarowało mnie to marzenie, a jednocześnie zrozumiałam skąd ludziom może przyjść pomysł postawienia pomnika najeźdzcy. Żeby nie przekręcić wypowiedzi zacytuję wprost fragment udzielonego przez P.Komorowskiego wywiadu:
"Uważam, że polityka historyczna nie powinna być skierowana przeciwko komuś, nie powinna być maczugą do walenia konkurencji politycznej, a w relacjach międzynarodowych nie powinna być skierowana przeciwko innym dumnym narodom. W tym obszarze jest natomiast do zagospodarowania wiele tradycji, wspomnień, ważnych dat, które się nie wiążą z kontrowersją, z wojną z kimś, ale z polską dumą z pozytywnych dokonań- przekonuje prezydent.
Prezydent zdradził również, że jego marzeniem jest pogłębienie procesu zbliżenia z Rosją. W zawiązku z tym zaprosił już prezydenta Rosji Dimitrija Miedwiediewa do złożenia wizyty w Warszawie."
Nie za bardzo wiem, jak normalny człowiek, mający przodków, posiadający historię może dokonywać eliminacji z tej historii tego, co może urazić innych, pomimo, że było faktem, a sobie pozostawić tylko tę część, która może realizować marzenia, o bliżej nieokreślonych korzyściach dla Narodu. Jak dla mnie to teraźniejszość jest od tego, aby swoim zachowaniem, relacjami, współpracą, wzajemnym szacunkiem budować nową historię, bez eliminowania starej. Dlaczego? Bo człowiek ponoć uczy się na błędach. Jakie my popełniliśmy błędy? Mnóstwo. Od ciągłego oglądania się na jakichś bliżej nieokreślonych przyjaciół, którzy w chwili kiedy faktycznie potrzebna nam była pomoc, to się od nas odwracali, do jarzma nakładanego nam w ramach tej przyjaźni. Dlatego właśnie jest historia, aby spoglądając na nią nie szukać przyjaciół tam gdzie ich na pewno nie znajdziemy, chociażby dlatego, że jako Państwo zbyt mało znaczymy, ale umieli budować relacje współpracy gospodarczej, aby czerpać z tego korzyści. Na w pełni prywatne spotkania można sobie pozwolić jak się jest prezydentem na emeryturze. I wtedy niech decydują sympatie, czy antypatie. Jak długo jednak jest się Prezydentem Państwa, to na mój gust, zawsze priorytetem jest dobro kraju i Narodu, który się reprezentuje. A kraj i Naród to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, bez eliminowania tego, co przeszkadza nam być "dobrym wujkiem" dla obcych. Ja rozumiem, że przyznawanie nominacji wojskowych jest przyjemniejsze, niż rehabilitacja upodlonych i zabitych, czy też dopilnowanie rzetelności prowadzonego śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku, ale skoro jedno i drugie to część Narodu, to nie można jednego wykreślić, aby realizować swoje inne prezydenckie marzenia.
Ale jak widać można, skoro p.Prezydent tak mówi...


Komentarze
Pokaż komentarze (13)